W życiu studenta przychodzi w końcu taki moment, kiedy na chwilę trzeba przystopować z imprezami i wypadałoby w końcu pojawić się na zajęciach. Ten straszny okres w roku akademickim, kiedy traci się wiarę w uczelnię, siebie i życie. Nadchodzi ta, której nazwy nie wolno wymawiać.

S.E.S.J.A, czyli System Eliminacji Słabych Jednostek Akademickich, to największy koszmar i utrapienie studenta. Nie dość, że w styczniu wyrywa z zimowego snu, to jeszcze w czerwcu nie pozwala na spokojne rozmyślanie nad wakacjami (najgorzej, kiedy trafią się jeszcze poprawki). Nie bez przyczyny „sesja” rymuje się z „depresja”.

Do sesji jeszcze daleko…


…powiedziało 300 studentów na początku roku akademickiego. W październiku o egzaminach rozmyśla się jak o bożonarodzeniowych prezentach w czasie Wielkanocy; niby gdzieś tam będzie, ale to jeszcze nie dziś, nie jutro, nawet nie za miesiąc, więc po co się teraz zamartwiać? Wykładowcy z pewnością powiadomią o egzaminach wystarczająco wcześniej, a notatki i zagadnienia ogarnie się dwa tygodnie przed, co by mieć jeszcze czas na „naukę”. Brzmi jak świetny plan, prawda? Tylko że dwa tygodnie zmieniają się w jeden, później w trzy dni, aż w końcu zakuwa się na egzaminy, zarywając noc. A mogłem zacząć wcześniej…

Ma ktoś notatki?

Czyli najpopularniejszy zwrot wśród studentów w czasie sesji. Profesor zapowiedział egzamin, podał zagadnienia, ale jak się uczyć (a raczej, z czego?), jeśli ostatni raz było się na wykładzie w pierwszym tygodniu października, a Google nie ogarnia? 20 osób w grupie, na pewno ktoś coś ma i chętnie się podzieli. Tylko kto? Napiszę lepiej na fejsie, wszyscy zobaczą i ktoś się odezwie. Chyba…

Zacznę się uczyć o pełnej godzinie

Udało się zdobyć notatki. Do pierwszego egzaminu zostały dwa dni. Czas zacząć się uczyć. Wszystko przygotowane. Ale chwila, jest 11:52. Coś nie pasuje. Poczekam do pełnej godziny i o 12 lecę już z nauką do końca dnia. O, 12:02, to zacznę o 12:10. 13:23? Ok, to 14. Już 16:48? To może zacznę o 17. Ale jak to już 23?

Jedna strona, jeden odcinek

Nic tak nie motywuje do pracy jak obietnica nagrody. Student, nie robot, odpoczywać też musi. Za jedną przeczytaną stronę można obejrzeć jeden odcinek serialu. Albo zjeść kostkę czekolady. Albo zapalić sobie. Koniec końców wychodzi cały sezon w jeden wieczór w towarzystwie tabliczki czekolady i wypalona paczka papierosów. A student dalej nie przeczytał nic…

Zakuć, zdać, zapomnieć

Popularna studencka metoda nauki — wykuć na blachę definicje z notatek i przepisać je jak maszyna w trakcie egzaminu. A co w przypadku gdy trzeba będzie ruszyć głową i skorzystać praktycznie ze zdobytej wiedzy? Tu jest już trudniej. Na egzaminie student jakoś sobie poradzi, ale gdy tylko spróbuje się go zapytać poza zajęciami o definicję, którą tak dobrze znał w czasie egzaminu odpowie: ale, że co?

Bez spiny, są drugie terminy

W końcu nadchodzi dzień sądu ostatecznego. Pod salami tłumy jakich uczelnia jeszcze nigdy (w tym roku akademickim) nie widziała. Grupki zestresowanych studentów próbują powtarzać pojęcia, które i tak zapomną, gdy tylko rozpocznie się egzamin. Część nerwowo kartkuje notatki, na które kapią powoli krople potu z czoła. A ten to już prawie płacze, to chyba jego pierwsza sesja. „Doświadczeni” studenci patrzą na nich z wyższością i szyderczym uśmiechem na twarzy — luzik arbuzik, bez spiny, są drugie terminy.

Pan da 3…

… bo wie Pan, dużo przedmiotów i materiału dużo, no nie dało się ogarnąć. Na pewno umiem wystarczająco na tę tróję. Jeśli mi Pan zaliczy, to na następnych zajęciach będę zawsze przygotowany i zdam na piątkę, obiecuję.

Od nowego semestru uczę się na bieżąco

I już. Po wszystkim. Udało się przeżyć, ale piątki to raczej nie będzie. I czwórka wydaje się być marzeniem. Dobra, niech będzie już ta trója. Teraz sobie odpuszczę, ale do następnej sesji będę zakuwał i ten rok zakończę z samymi piąteczkami.

I tak co pół roku.


Tekst: Hanna Galik
Zdjęcia: memy.pl, memgenerator.pl/ Facebook: Kot Student, Drugi termin, bo awaria mózgu, Beka z mat-fizu