Jeszcze przed startem sezonu było wiadomo, że Williams będzie miał olbrzymie problemy. Zespół ma zdecydowanie najwolniejszy bolid w stawce i nie zanosi się na to, by sytuacja miała się szybko zmienić. Trudno wskazać jeden powód, przez który brytyjska ekipa znajduje się w obecnym miejscu. Jest to konsekwencja wielu złych decyzji oraz przestarzałego modelu zarządzania.

Już przedsezonowe testy nie zwiastowały niczego dobrego. Williams jako jedyny zespół nie zdążył złożyć samochodu na pierwsze dni testów i nie mógł przez to zgromadzić cennych danych, które zbierały inne ekipy. Kiedy bolid wreszcie wyjechał na tor, nie był kompletny. Brakowało podstawowych części dyfuzora, nie było też wielu elementów zamiennych. Kierowcy nie mogli w pełni sprawdzić możliwości samochodu. Każde uszkodzenie wiązałoby się z definitywnym końcem jazdy. Wyścig w Australii tylko potwierdził to, czego spodziewali się wszyscy. George Russell stracił dwa okrążenia do zwycięzcy, a Robert Kubica aż trzy.

Regularny regres

Nikt w Williamsie nawet nie marzy o powrocie do dominacji z lat 90. Od ostatniego mistrzostwa brytyjskiej ekipy (Jacques Villeneueve w 1997 roku) zespół nigdy nie wrócił na sam szczyt i zaliczał regularny regres. Dobrze radził sobie Juan Pablo Montoya, który w 2003 roku zajął trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej, jednak kolejne sezony były coraz gorsze i zespół walczył już o znacznie niższe pozycje. Wydawało się, że sytuacja ulega zmianie w 2014 roku. Po zmianie przepisów i wprowadzeniu silników V6, Williams wyposażył się w jednostkę napędową Mercedesa, co spowodowało nagły wzrost osiągów. Kolejne lata pokazały jednak, że był to jednorazowy wyskok.

Problemy na szczycie

Odpowiedzialni za obecną sytuację są głównie ludzie, którzy rządzą całym projektem pod nazwą Williams. Claire Williams, która przejęła rolę szefa zespołu po swoim ojcu, znakomicie odnajduje się w kontaktach z dziennikarzami i we wszystkich kwestiach związanych z public relations. Dużo gorzej radzi sobie z rolą szefa zespołu i dobiera sobie niewłaściwych ludzi do współpracy. Jedną z takich osób był Paddy Lowe. Związany wcześniej z Mercedesem inżynier, dołączył do Williamsa w 2017 roku i objął stanowisko dyrektora technicznego. Zespół zmaga się od tego czasu z ogromnym kryzysem. Bolid na rok 2018 był źle skonstruowany i sprawiał ogromne problemy kierowcom. Brakowało przyczepności oraz stabilności na hamowaniach, co jest kluczowe w przypadku walki na torze. Ekipa zakończyła sezon na ostatnim miejscu, z nadzieją, że następny będzie lepszy.

Jak się jednak okazało, Williams wpadł w jeszcze większy dołek. Zaraz po zakończeniu testów przedsezonowych, Lowe udał się na urlop, jednak nikt nie spodziewa się, żeby wrócił. W zespole jest widoczny wszechobecny chaos i dezorganizacja. Bolid jest o około dwie sekundy wolniejszy od samochodów środka stawki i zanim przynajmniej zbliży się do reszty, minie jeszcze sporo czasu.

Co dalej?

Czy istnieje szansa na poprawę sytuacji? Wydaje się, że podążając obecną drogą, Williams dojedzie raczej donikąd. Natychmiastowa poprawa mogłaby nastąpić w przypadku nawiązania bliższej współpracy z ekipą Mercedesa. Elementy samochodu, który od pięciu lat dominuje w Formule 1, znacznie poprawiłyby osiągi Williamsa. Szef Mercedesa – Toto Wolff, wielokrotnie oferował pomoc, między innymi w postaci skrzyni biegów. Brytyjski zespół nie zgadza się na współpracę i utrzymuje, że jest niezależnym konstruktorem i nie będzie niczyją ekipą B.

Druga opcja to rewolucja regulaminowa w 2021 roku. Zmiana przepisów aerodynamicznych, nowe konstrukcje bolidów i wprowadzenie limitów budżetowych to coś, co dałoby większe szanse na równą walkę ekipom z mniejszymi możliwościami finansowymi. Nie ma jednak pewności, że Williams z miejsca znowu stałby się czołowym zespołem. Poza tym, do startu sezonu 2021 pozostały jeszcze prawie dwa lata i szkoda byłoby zmarnować dwa sezony na jazdę w ogonie stawki, szczególnie kiedy za kierownicą bolidu zasiada polski kierowca, na którego powrót czekaliśmy ponad osiem lat.


Autor: Grzegorz Krawczyk
Zdjęcie: Instagram