Ślęza Wrocław zakończyła sezon 2017/2018 na III miejscu. W fazie play off, która zdecydowała o zdobyciu brązowego medalu, wrocławianki miały swoje wzloty i upadki. Raz prezentowały szczytową formę, a w innych meczach sprawiały wrażenie kompletnie nieobecnych na boisku. Po wielkiej wygranej (a może przegranej?) czas na podsumowanie.

Zawodniczki Arkadiusza Rusina zakończyły fazę zasadniczą na piątym miejscu. Jeszcze na dwa spotkania przed jej końcem miały szansę, by objąć prowadzenie w tabeli, jednak przegrane spotkania z Artego Bydgoszcz i Wisłą CanPack Kraków, pozbawiły wrocławianki tej możliwości. Piąta pozycja oznaczała rywalizację z teoretycznie lepszymi zespołami, jednak faza play-off rządzi się swoimi prawami, dlatego los Ślęzy nie był przesądzony. Warto dodać, że wrocławianki broniły tytuły Mistrza Polski 2017.

Obrona i atak muszą iść ze sobą w parze

W ćwierćfinałach żółto-czerwone spotkały się z Energą Toruń, która uplasowała się na czwartym miejscu. Wrocławianki zagrały dobre trzy z czterech spotkań, jednak miały spadek formy właśnie w drugim meczu. W wygranych starciach postawiły mocną, agresywną obronę, która okazała się niemożliwa do przejścia dla Katarzynek. Dodatkowo nieźle grały w ofensywie, co przełożyło się na zdobycz punktową, a w ostatecznym rozrachunku zwycięstwo. Co jednak, gdyby skuteczność zawiodła? Sama defensywa nie wystarczy. Przykładem tego jest drugi mecz ćwierćfinałowy, który Ślęza przegrała 49:65. Wrocławianki zwyczajnie popełniały proste błędy i nie trafiały do kosza, a zawodniczki Energii Toruń były zmotywowane, aby w serii doprowadzić do remisu 1-1. Udało im się to, jednak po kilku dniach przerwy, koszykarki Ślęzy na własnym parkiecie zaprezentowały bardzo dobrą koszykówkę. Po wygranych w trzecim i czwartym meczu, a w całej rywalizacji 3-1, awansowały do półfinału. Myślę, że warto tu zwrócić uwagę na formę poszczególnych zawodniczek, bo poniekąd to właśnie stąd wynikała nierówna dyspozycja całego zespołu. Przykładowo Elina Dikeoulakou w pierwszym meczu z Energą Toruń trafiła aż 22 punkty, dodatkowo zaliczając 4 asysty, ale już w kolejnym spotkaniu nie zdobyła ani jednego kosza. Potem w dwóch kolejnych starciach trafiła po 18 i 16 oczek. Również skuteczność Kourtney Treffers odwzorowuje poziom gry wrocławianek. W przegranym spotkaniu Holenderka zdobyła tylko jeden punkt i to trafiając z rzutu osobistego. W pozostałych meczach jej zdobycz punktowa utrzymywała się na poziomie 8-12 oczek. Można powiedzieć, że  jedyną ostają Ślęzy była rozgrywająca Sharnee Zoll-Norman, która swoją grą ciągnęła zespół, sama zdobywając punkty, gdy inne zawodniczki były nieskuteczne (21 oczek w przegranym spotkaniu, po 14-16 w wygrywanych), a w wygranych meczach wielokrotnie asystując (odpowiednio 10, 13 i 14 asyst w kolejnych wygranych starciach).

To mógł być finał

W półfinałach wrocławiankom przyszło się mierzyć z liderem tabeli, Artego Bydgoszcz. Dodatkowo Ślęza w 25. kolejce sezonu zasadniczego przegrała ze swoimi rywalkami na własnym parkiecie 53:66. Jednak na korzyść zespołu Arkadiusza Rusina przemawiał fakt, że bydgoszczanki potrzebowały aż pięciu meczów, aby wygrać z Basket 90 Gdynia, więc zawodniczki Ślęzy miały kilka dni odpoczynku więcej. Na początku rywalizacji to wrocławianki okazały się lepsze. Mimo bardzo wyrównanego poziomu to one wygrały pierwsze spotkanie. Wszystko rozegrało się tak naprawdę w ostatniej kwarcie i dogrywce, której potrzebowały wrocławianki, aby pokonać Artego. Jakby tego było mało, Ślęza zwyciężyła bydgoszczanki również w drugim półfinałowym meczu. Także w tym spotkaniu, zadecydowały ostatnie minuty, bowiem to Artego prowadziło aż przez 70 % regulaminowego czasu gry. Wola walki i motywacja, ale także niezła defensywa uchroniły wrocławianki od porażki, co więcej dały wygraną i prowadzenie w rywalizacji 2-0. I w tym momencie dla Ślęzy zaczęły się schody. Drużyna potrzebowała tylko jednego zwycięstwa, aby awansować do upragnionego finału, dodatkowo kolejne spotkania miała rozegrać na własnym parkiecie. Z takim zapleczem, wrocławianki powinny wygrać, jednak tak się nie stało. Przegrały trzy kolejne spotkania, z każdym kolejnym oddalając od siebie wizję wymarzonego finału.  Artego Bydgoszcz przyjeżdżając do Wrocławia, aby rozegrać trzeci półfinał, miało nóż na gardle. Zawodniczki Tomasza Herkta były jednak tak zmotywowane, a Ślęza znów popełniała proste błędy, nie trafiała i grała bez pomysłu, że to bydgoszczanki wygrały. Mimo tego, nadal to drużyna Arkadiusza Rusina pozostawała w korzystniejszej sytuacji, bowiem wciąż prowadziła 2-1 i grała u siebie. Przecież zespół znów mógł mieć podobne załamanie formy, jak w rywalizacji z Energą Toruń. Jednak w starciu z Artego forma Ślęzy tylko spadała. Kolejne spotkanie, w którym wrocławianki mogły awansować, znów przegrały. O ile w pierwszym przegranym meczu Ślęza prowadziła tylko cztery razy (raz trzema punktami, a trzy razy tylko jednym), o tyle w drugim spotkaniu, wrocławianki na 8. minut przed końcem miały przewagę aż jedenastu oczek. Droga do finału była na wyciągnięcie ręki, jednak to nie wrocławianki po nią sięgnęły. Artego zdobyło aż szesnaście punktów z rzędu i wygrało kolejne spotkanie. Był remis 2-2, ale Ślęza nadal miała szansę. Piąty mecz miał zdecydować o tym, kto awansuje do finału. Zespół Arkadiusza Rusina pojechał do Bydgoszczy, jednak oglądając spotkanie, można było mieć wrażenie, że zawodniczki w ogóle nie wyszły na parkiet. Artego tym razem bardzo wysoko pokonało Ślęzę. Pozostaje pytanie dlaczego tak się stało? Być może zawiodła mentalność wrocławskiego zespołu. Trudno pogodzić się z takimi porażkami, dodatkowo poniesionymi na własnym boisku. Myślę, że te dwa przegrane mecze siedziały w głowach koszykarek Ślęzy i stąd ta trzecia porażka. Z drugiej strony chcąc grać w finale Mistrzostw Polski i wygrać, nie można pozwalać sobie na takie wahania formy. Jak powiedział trener Rusin po jednym z przegranych spotkań z Artego: – To jest piękno sportu. Ciężko to wytłumaczyć.

Jennifer O'Neill, Kourtney Treffers, Tijana Ajduković

Para finałowa, ale walka tylko o brąz

W meczach o trzecie miejsce spotkały się ze Ślęza Wrocław i Wisła CanPack Kraków. Co ciekawe te dwa zespoły w poprzednim sezonie rywalizowały ze sobą o mistrzostwo i wtedy górą okazały się wrocławianki. W tym roku po przegranych w półfinałach (Ślęza z Artego, a Wisła CanPack Kraków z CCC Polkowice) drużyny mogły powalczyć najwyżej o brązowy medal. W pierwszym spotkaniu lepsze okazały się zawodniczki Arkadiusza Rusina. Po wyrównanej pierwszej połowie i prowadzenie Białej Gwiazdy, dzięki dobrej dyspozycji Eliny Dikeoulakou i Sharnee Zoll-Norman, wrocławianki pokonały na wyjeździe swoje rywalki. Co ważne, udało im się podnieść po porażce z Artego Bydgoszcz i powalczyć o to, co jeszcze mogły wygrać. Ducha walki i wiary w zwycięstwo nie starczyło jednak na długo, bo już w drugim spotkaniu, w którym Ślęza mogła zdobyć medal, po raz kolejny w fazie play off zaprezentowała bardzo słabą formę, przegrywając aż trzydziestoma punktami. Ciężko zrozumieć dlaczego wrocławianki mając na wyciągnięcie ręki najpierw finał, a potem brązowy medal, przegrywały te decydujące spotkania. Czyżby presja była zbyt duża dla ubiegłorocznych mistrzyń Polski? Po ostatnim meczu rozegranym w tym sezonie u siebie, przyszedł czas na decydujące starcie o III miejsce. I tutaj Ślęza chyba zrozumiała, że jeśli nie wygra teraz, to nie wygra już wcale. Oczywiście nie przyszło to od razu, bo pierwszą połowę zawodniczki Arkadiusza Rusina przegrywały, dopiero w końcówce doprowadziły do remisu. Nie mniej jednak w trzeciej kwarcie naprawdę zawalczyły o medal i dzięki przewadze, którą sobie wtedy wypracowały, wygrały. Zajęły III miejsce i zdobyły brązowy medal.

Ślęza Wrocław z medalami Energii Basket Ligi Kobiet

Pozostaje pytanie – czy w obliczu całej rywalizacji i tego, że Ślęza miała szansę na awans do finału (wystarczyła jedna wygrana), a także, że nie zdołała obronić tytułu i zdobyła brązowy medal, jej tegoroczne wyniki to sukces czy jednak porażka?

Myślę, że każda wygrana powinna cieszyć, a to, co nie wyszło motywować od dalszych treningów i ciężkiej pracy. Dodatkowo wrocławianki mają jeszcze jeden powód do mobilizacji. Jeśli chciałyby w następnym sezonie odebrać tytuł Mistrza Polski, a aktualni zwycięscy znów awansują do finału to będziemy mogli obejrzeć debry Dolnego Śląska w wykonaniu Ślęzy Wrocław i CCC Polkowice. Ale do sezonu 2018/2019 jeszcze trochę czasu, na razie wrocławianki mogą cieszyć się z brązowego medalu.

Sharnee Zoll-Norman i Arkadiusz Rusin


Autor: Oliwia Stasiak
Zdjęcia: Paweł Kucharski / Ślęza Wrocław

- POLECAMY -
Eleven Bike Fest