Ratowanie posad Ligą Mistrzów, terminator z Polski oraz piekło po czesku. Trzecia kolejka Ligi Mistrzów, choć na papierze brakowało jej absolutnych hitów, to nie ustąpiła w niczym dwóm poprzednim i emocji nie brakowało. Oto podsumowanie kolejnej serii meczów najlepszych klubowych rozgrywek świata.

Grupa A

  • Galatasaray – Real Madryt 0:1 (Kroos 18’)
  • Club Brugge – PSG 0:5 (Icardi 7’,63’, Mbappe 61’, 79’, 83’)

Przed meczem w Stambule media spekulowały, że jeżeli Real Madryt nie wygra z „Galatą”, to z pracą pożegna się Zinedine Zidane. Nie wiadomo na ile poważnie można traktować te pogłoski, jednak podziałały one ewidentnie motywująco na graczy „Królewskich”. Dotyczyło to przynajmniej zawodników ofensywnych, którzy oddali na bramkę rywala aż 26 strzałów. Mimo to tylko sprytne uderzenie Toniego Kroosa z 18. Minuty meczu zdołało pokonać Fernando Muslerę. Turcy nie pozostawali dłużni, szczególnie że obrona Realu nie była w tym meczu monolitem, ale w dobrej formie był Thibaut Courtois, który zachował czyste konto. Drużyna z Madrytu odniosła pierwsze w tej edycji LM zwycięstwo i przynajmniej chwilowo mogą spokojnie odetchnąć.

Znacznie mniej problemów miało Paris Saint-Germain. Zawodnicy Thomasa Tuchela nie dali najmniejszych szans belgijskiemu Club Brugge. Okazałe zwycięstwo zapewnili paryżanom Mauro Icardi, który zdobył dwa gole oraz autor hat-tricka Kylian Mbappe. Warto wspomnieć, że 20-letni Francuz został w tym meczu najmłodszym w historii zdobywcą 15 goli w Champions League, bijąc o rok rekord Leo Messiego.

  1. Paris Saint-Germain    9pkt    9:0
  2. Real Madryt               4pkt     3:5
  3. Club Brugge               2pkt    2:7
  4. Galatasaray                1pkt    0:2

Grupa B 

  • Olympiakos Pireus – Bayern Monachium 2:3 (El-Arabi 23’, Guilherme 79’ – Lewandowski 34’, 62’, Tolisso 75’)
  • Tottenham – Crvena Zvezda Belgrad 5:0 (Kane 9’, 72’, Son 16’, 44’, Lamela 57’)

Gdzie byłby teraz Bayern Monachium bez Roberta Lewandowskiego? Fani tej drużyny zapewne boją się pomyśleć. Polski napastnik po raz kolejny uratował swoją drużynę zdobywając dublet, bez którego Bayern starcie z walecznym Olympiakosem po prostu by przegrał. Grecy wiedzieli w jakiej formie znajduje się Polak i głęboko się cofnęli. Jednak Lewandowskiego w takiej formie nawet cała populacja Pireusu nie dałaby rady zatrzymać. Ponadto świetne wsparcie zapewnił mu Thomas Muller, co pozwoliło Lewandowskiemu na wyprzedzenie Ruuda van Nisterlooya w klasyfikacji najlepszych strzelców w historii LM, a także na zbliżenie się do czwartego Karima Benzemy na trzy trafienia. W całym sezonie RL9 zdobył już łącznie 18 bramek, czyli o jedną mniej niż… cały Real Madryt.

Po spotkaniu z Polakiem oraz będącym w życiowej formie Sergem Gnabry’m, zęby długo zbierał Tottenham. Londyńczycy zmasakrowani w poprzedniej kolejce LM przez Bayern (2:7) popadli w straszny kryzys. Do meczu z Crveną Zvezdą przegrali w Premier League z Brighton 0:3 i wyszarpali remis z ostatnim w tabeli Watfordem (1:1). Niemalże natychmiastowo pojawiły się spekulacje, jakoby trener Mauricio Pochettino był bliski zwolnienia. Jednak podobnie jak Zinedine Zidane, meczem w Lidze Mistrzów uspokoił nieco emocje wokół zespołu. „Koguty” nie dały Crvenej Zvezdzie najmniejszych szans i pierwszy raz w sezonie przypominały drużynę, która w poprzedniej edycji Champions League doszła do finału. Faktem jednak jest, że Serbowie zbyt wysoko poprzeczki nie zawiesili i prawdziwa weryfikacja dopiero nadejdzie.

  1. Bayern Monachium    9pkt    13:4
  2. Tottenham Hotspur    4pkt    9:9
  3. Crvena Zvezda          3pkt    3:9
  4. Olympiakos Pireus     1pkt    5:8

Grupa C

  • Szachtar Donieck – Dinamo Zagrzeb 2:2 (Konoplanka 16’, Dodo 75’ – Olmo 25’, Orsić 60’(K))
  • Manchester City – Atalanta Bergamo 5:1 (Aguero 34′, 38′(K), Sterling 58′, 64′, 69′ – Malinowskiy 28′(K))

Walka o drugie miejsce dające awans z grupy trwa w najlepsze i coraz większe szanse na awans ma Dinamo Zagrzeb. Prowadzona przez byłego trenera Lecha Poznań, Nenada Bjelicę, drużyna miała za zadanie przede wszystkim nie przegrać na wyjeździe z głównym rywalem o awans i to zrobiła. Co więcej, gdyby w 89. minucie Dani Olmo nie trafił w słupek, chorwacka drużyna ten mecz by wygrała. Jednak remis wciąż ustawia ich w dobrej pozycji przed rewanżem w Chorwacji za dwa tygodnie. Jeśli zwyciężą u siebie, to zatrzymać będzie ich mogła tylko Atalanta. Bo to, że zarówno Dinamo jak i Szachtar w meczach z Manchesterem City nie mogą liczyć na za wiele, jest akurat oczywiste.

Tymczasem „The Citizens” w kolejnym sparingu, bo tak ich grupowe mecze należy nazywać, rozgromili bez większych problemów Atalantę. Faktem jest, że to oni w tym spotkaniu najpierw przegrywali, ale to tylko podziałało jak płachta na byka. Dublet Sergio Aguero oraz hat-trick Raheema Sterlinga (w 11 minut!) szybko wyrwały włoską ekipę z iluzji jaką mogło wytworzyć im prowadzenie.

  1. Manchester City     9pkt    10:1
  2. Dinamo Zagrzeb    4pkt     6:4
  3. Szachtar Donieck   4pkt     4:6
  4. Atalanta Bergamo  0pkt     2:11

Grupa D

  • Juventus Turyn – Lokomotiw Moskwa 2:1 (Dybala 77’, 79’ – Miranczuk 30’)
  • Atletico Madryt – Bayer Leverkusen 1:0 (Morata 78’)

Przed spotkaniem, bramkarz Juve Wojciech Szczęsny stwierdził, że nie zniósłby docinków ze strony swojego przyjaciela Grzegorza Krychowiaka, gdyby jego Lokomotiw pokonał turyńczyków na ich stadionie. Niewiele brakowało, a faktycznie to „Krycha” byłby górą w polskim pojedynku. Rosjanie jeszcze w pierwszej połowie zdobyli gola na 1:0 i bardzo mądrze się bronili, neutralizując ataki gospodarzy. Jednak pod koniec meczu Juventus wykorzystał swą największą przewagę, czyli indywidualności. Dwa idealne uderzenia Paulo Dybali odwróciły losy meczu. Zmęczeni obroną zawodnicy Lokomotiwu nie mieli sił odpowiedzieć na przebłysk geniuszu Argentyńczyka i polegli. Pokazali jednak, że za dwa tygodnie w Moskwie, to nie Juve musi być faworytem.

Sporo problemów w tej kolejce miało również Atletico Madryt. Na Wanda Metropolitano przyjechał walczący o życie w grupie D Bayer Leverkusen i postawił Hiszpanom trudne warunki. Sam mecz był przepełniony walką, przez co jego poziom nie był zbyt wysoki. Ostatecznie uderzenie głową Alvaro Moraty załatwiło sprawę i zabiło marzenia niemieckiej drużyny o wyjściu z grupy, a być może nawet o zajęciu trzeciego miejsca dającego prawo gry w Lidze Europy.

Grupa E

  • Red Bull Salzburg – Napoli 2:3 (Haland 40′(K), 72′ – Mertens 17′, 64′, Insigne 73′)
  • Genk – Liverpool 1:4 (Odey 88′ – Oxlade-Chamberlain 2′, 57′, Mane 77′, Salah 87′)

Napoli w ostatnich spotkaniach miało duże problemy z utrzymaniem równej formy, szczególnie w defensywie. To mogło budzić niepokój, gdyż Salzburg ma w swoim składzie niesamowitego Erlinga Brauta Halanda, który strzela w tym sezonie jak natchniony. Ci którzy się martwili mieli rację, bowiem ten sam Norweg wbił piłkę do siatki trzy razy. Jednak za pierwszym razem uczynił to ze spalonego, dlatego uznano mu tylko dwa trafienia. Tym razem jednak neapolitańczycy nie mieli problemów ze skutecznością i także trzykrotnie pokonali bramkarza rywali, z tym że za każdym razem prawidłowo. Warto dodać, że dublet ustrzelony przez Driesa Mertensa, uczynił go drugim najlepszym strzelcem w historii Napoli (116 trafień). Wyprzedził on legendarnego Diego Maradonę i teraz brakuje mu ledwie pięciu goli do Marka Hamsika.

Mecze wyjazdowe w fazie grupowej Ligi Mistrzów są prawdziwą zmorą Liverpoolu. Ostatnie takie zwycięstwo The Reds odnieśli przeszło dwa lata temu. Jednak tym razem zawodnicy Juergena Kloppa przełamali się i rozbili belgijski Genk, pokazując rywalom jak wiele jeszcze muszą się nauczyć. Kibiców angielskiej drużyny szczególnie może cieszyć dublet Alexa Oxlade’a-Chamberlaina, dla którego były to pierwsze trafienia w LM po straszliwej kontuzji kolana, przez którą pauzował niemal rok.

  1. Napoli                        7pkt    5:2
  2. Liverpool                    6pkt    8:6
  3. Red Bull Salzburg        3pkt    11:9
  4. Genk                          1pkt    3:10

Grupa F

  • Inter Mediolan – Borussia Dortmund 2:0 (Martinez 22′, Candreva 89′)
  • Slavia Praga – FC Barcelona 1:2 (Boril 50′ – Messi 3′, Olayinka 57′ (sam.))

Inter i Borussia mają w tym sezonie bardzo podobne cele. Zarówno jedni jak i drudzy chcą obalić hegemonów w swoich ligach (Juventus i Bayern Monachium), obie drużyny poważnie się latem wzmocniły, a Lidze Mistrzów chcą po prostu zajść jak najdalej. Pierwsze starcie dość zdecydowanie wygrał Inter i to pomimo kontuzji Stefano Sensiego, który w tym sezonie jest niemalże czarodziejem środka pola. Mediolańczycy okrutnie wykorzystali to, że Borussia nierzadko ma problemy z obroną, wyprowadzając dwa kontrataki, które świetnie wykończyli Martinez oraz Candreva. Ten pierwszy powinien mieć dublet, ale zamiast tego pokazał całemu światu jak nie strzelać rzutów karnych.

Dla Slavii Praga sam przyjazd Barcelony był niemałym wydarzeniem. Nie oznaczało to jednak nadmiernej gościnności. Zawodnicy czeskiej drużyny urządzili Blaugranie niezwykłe piekło. Oddali prawie dwa razy więcej strzałów (24:13), lecz niemal przy każdej lepszej okazji albo pudłowali, albo zatrzymywał ich fenomenalny Ter-Stegen. Gdyby nie ta koszmarna skuteczność, mogliby Barcę nawet rozgromić, a tak sami zostali bez punktów. Jednak choć triumf zanotowali rywale, to mentalnymi zwycięzcami tego meczu zdecydowanie byli prażanie.

  1. Barcelona                  7pkt    4:2
  2. Inter                         4pkt    4:3
  3. Borussia Dortmund     4pkt    2:2
  4. Slavia Praga               1pkt    2:5

Grupa G

  • Benfica – Olympique Lyon 2:1 (Silva 4′, Pizzi 85′ – Depay 70′)
  • Rb Lipsk – Zenit Sankt-Petersburg 2:1 (Laimer 49′, Sabitzer 59′ – Rakitskyi 25′)

Mecze najbardziej wyrównanej grupy w tej edycji Ligi Mistrzów miały swoich bohaterów oraz antybohaterów. Największą gwiazdą obu spotkań był Marcel Sabitzer z RB Lipsk, który niemal w pojedynkę pokonał Zenit. Najpierw świetnie wystawił piłkę Kevinowi Laimerowi, a następnie sam wykorzystał znakomitą sytuację, zapewniając swej drużynie niezwykle ważne trzy punkty. Wpadkę zaliczył natomiast bramkarz Lyonu Anthony Lopes. Portugalczyk w końcówce spotkania tak wybił piłkę, że ta trafiła prosto pod nogi Pizziego, który pięknym strzałem z ok. 30 metrów umieścił ją w pustej bramce. Błąd bramkarza kosztował Lyon bardzo cenny punkt i utrudnił walkę o wyjście z grupy.

  1. RB Lipsk    6pkt    4:4
  2. Zenit         4pkt    5:4
  3. Ol. Lyon     4pkt    4:3
  4. Benfica      3pkt    4:6

Grupa H

  • Ajax Amsterdam – Chelsea 0:1 (Batshuayi 86′)
  • Lille – Valencia 1:1 (Ikone 90+5′ – Cheryshev 63′)

Spotkanie między Ajaxem Amsterdam, a Chelsea miało potencjał by zostać najlepszym meczem tej kolejki. Bowiem zarówno Erik Ten Hag jak i Frank Lampard nie są trenerami, których drużyny czegokolwiek się boją. Niestety apetyty kibiców nie zostały w pełni zaspokojone. O ile pierwsza połowa, choć bezbramkowa, stała na wysokim poziomie, o tyle w drugiej przede wszystkim Ajax zagrał zaskakująco słabo. Trzeba jednak przyznać, że Chelsea też nie powaliła na kolana i wynik remisowy, byłby w pełni uczciwy. Inne zdanie miał jednak Michy Batshuayi, który w samej końcówce wprowadził trybuny Crujiff Areny w rozpacz. Tym samym londyńczycy stali się faworytem do triumfu w grupie, a Ajax cały czas ma na sobie oddech rywali.

Emocje, których nieco zabrakło w Amsterdamie były natomiast w Lille. Zawodnicy tutejszej drużyny urządzili sobie kanonadę na bramkę Valencii, oddając aż 26 strzałów. Jednak ich kibice dopiero w 95. minucie mogli zobaczyć gola swoich ulubieńców. Trafienie Jonathana Ikone było o tyle istotne, że uratowało drużynę przed porażką. Co więcej, zdobyty punkt pozostawia ich w grze o awans, choć szanse na to mają bardzo niewielkie.

  1. Chelsea    6pkt    3:2
  2. Ajax         6pkt    6:1
  3. Valencia    4pkt    2:4
  4. Lille          1pkt    2:6

Bohater kolejki:

Robert Lewandowski – wyróżnienie nie tyle za sam mecz z Olympiakosem, ale za całokształt w tym sezonie. Dublet w meczu z greckim zespołem pokazał, że Polak jest motorem napędowym Bayernu, który utonąłby już dawno gdyby nie skuteczność Lewandowskiego. Ponadto gol nr 57 i 58 w Lidze Mistrzów oznaczają, że Robert zaczyna pościg za Karimem Benzemą (4.miejsce, 60 goli) i Raulem Gonzalezem (3.miejsce, 71 goli), a w takiej formie, przynajmniej jednego z nich może wyprzedzić jeszcze w tej edycji.


Autor: Bartosz Królikowski
Zdjęcie: Instagram