Cyklicznie, mniej więcej co miesiąc, w klubie Surowiec odbywa się wielka bitwa na słowa. W czwartek – 12 grudnia kolejny Slam poetycki – konkurs dla tych, którzy swoją twórczość chcą przedstawić szerszej publiczności.

Surowiec działa w otoczeniu wrocławskich neonów, w podwórku przy ulicy Ruskiej. Chętne slamerki i slamerzy, czyli twórczynie i twórcy, poetki i poeci, mogą zgłaszać swój udział się do środy – 11 grudnia, by w czwartkowy wieczór stanąć w szranki o tytuł najlepszego. Występujący rywalizują ze sobą na scenie,w trzech rundach, a publiczność wydaje werdykt.

– Możesz przedstawić swój wiersz, opowiedzieć coś prozą, milczeniem, krzykiem – jak tylko chcesz, wyrazić co siedzi w twoim sercu, duszy, głowie. Jedyne warunki to brak muzyki i rekwizytów! Na występ masz 3 minuty, a oceny dokonuje publiczność. Zwycięzca otrzymuje nagrodę pieniężną w wysokości 300 zł! – podają organizatorzy.

Atmosfera na slamach lekko odbiega od tej, którą znamy z wieczorków poetyckich. Mniej tam skupienia i ciszy- więcej żywiołowych reakcji i ochoczo okazanych przez widownię emocji. Slam żyje, to pełne interakcji wydarzenie, serwuje nie tylko poezję, ale poezję w połączeniu z człowiekiem, jej twórcą. Jego charyzma i kontakt z publicznością to duża część sukcesu. Sam termin SLAM wywodzi się z brydża i tenisa ziemnego, a oznacza spektakularne zwycięstwo jednego z graczy.

Sądzę, że jest to zjawisko, które wpisuje się w charakterystyczne dla współczesnej cywilizacji: globalizację, demokratyzację życia społecznego, hybrydyzację, recykling, spoiling. Slam poetycki jest bowiem swoistą hybrydą, przetworzeniem i reinterpretacją form tekstowych istniejących wcześniej. Jako taki jest nową jakością opartą na tym, co już wielokrotnie i w różnych postaciach było; w przypadku wersji polskiej jest importem kulturowym, który może być przez pewien czas modny i może inspirować nowe zjawiska tekstowe, jednak nie sądzę, by stał się czymś bardziej rozpowszechnionym, ogólnym w kulturze, chociażby ze względu na specyfikę polskiego społeczeństwa – twierdzi profesor Ewa Szczęsna z Instytutu Literatury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego.

Może czas to zmienić? Dać się ponieść słowom i czwartkowemu wieczorowi? Otworzyć się na nowe? No jasne, że tak! Do zobaczenia o godz. 21 w klubie Surowiec przy ul. Ruskiej 46A!


Autor: Karolina Augustyn
Zdjęcie: materiały prasowe