Śląsk Wrocław wygrał na własnym boisku z Sandecją Nowy Sącz 1-0. Bramkę na wagę trzech punktów zdobył w 41. sekundzie meczu Mateusz Cholewiak. To pierwsze zwycięstwo WKS-u w tym roku. Podopieczni Tadeusza Pawłowskiego są na dobrej drodze do utrzymania w Ekstraklasie. 

Pierwsza połowa rozpoczęła się od ofensywy Śląska. Zamieszanie w polu karnym Sandecji zapoczątkował Jakub Kosecki, a akcję w 41. sekundzie wykończył Mateusz Cholewiak. Mocny strzał zza pola karnego w prawy róg bramki zaskoczył Michała Gliwę. To debiutancki gol pomocnika w najwyższej klasie rozgrywkowej. Warto dodać, że ofensywny zawodnik wystąpił dziś na lewej obronie, a mimo tego był jednym z aktywniejszych piłkarzy w polu karnym przeciwnika. Sandecja odpowiedziała dopiero w 13. minucie strzałem Damira Sovsica. Gra gości stała w pierwszej połowie pod znakiem niepewnych interwencji w defensywie. Piłkarze Kazimierza Moskala mieli jednak również kilka groźnych sytuacji do wyrównania. W 20. minucie najlepszą sytuację na wyrównanie miał Pavlo Ksonz. Ukrainiec był sam na sam z Jakubem Słowikiem, ale oddał strzał w prawy słupek. Śląsk mógł podwyższyć wynik, ale zarówno strzał Koseckiego po solowej akcji, jak i Kamila Dankowskiego w lewy róg bramki, został sparowany przez Gliwę. Gospodarze mieli przewagę, ale nie udokumentowali jej kolejnymi bramkami.

Po przerwie na zmianę zdecydował się trener Moskal – na boisku pojawił się Tomasz Brzyski. W trakcie drugiej połowy na murawie zameldował się również ofensywny duet Maciej MałkowskiMateusz Cetnarski, ale nie poprawił znacząco gry Sandecji. Sytuacji gości na stworzenie sytuacji bramkowych było jak na lekarstwo – jedyny celny strzał oddał wspomniany Małkowski, blisko gola był również Aleksandar Kolew, ale uderzał niecelnie. Śląsk konsekwentnie dążył do podwyższenia prowadzenia, ale Cholewiak nie trafiał w bramkę, a Piotr Celeban po rzucie rożnym skierował piłkę głową w ręce Gliwy. Złą wiadomością dla trenera Tadeusza Pawłowskiego jest kontuzja Michała Chrapka. Pomocnik Śląska upadł w polu karnym i opuścił boisko w asyście sztabu medycznego. Co więcej, od 71. minuty meczu gospodarze grali w dziesiątkę. Sito Riera, który otrzymał już wcześniej żółtą kartkę, faulował na wysokości dwudziestego metra. Sędzia Piotr Lasyk nie miał wątpliwości – pokazał Hiszpanowi czerwony kartonik. Na decyzje sędziego żywo reagował przy linii bocznej trener Pawłowski. Grając w przewadze, Sandecja zaczęła odważniej atakować bramkę Słowika. W doliczonym czasie cała ławka rezerwowa Śląska dołączyła do swojego trenera i oglądała mecz na stojąco. Euforia po ostatnim gwizdku wyraźnie pokazała, jak długo gospodarze czekali na trzy punkty.

KAZIMIERZ MOSKAL, trener Sandecji: Nasza sytuacja jest bardzo trudna, sami jesteśmy jej winni. Nie można podarować gola na samym początku spotkania, wynikało to ze straty na własnej połowie. Brakowało nam jakości. Mam uwagi do sędziego Lasyka. Piłka nożna jest grą błędów, w pierwszej połowie mieliśmy dużo niewymuszonych strat.

TADEUSZ PAWŁOWSKI, trener Śląska: Nareszcie, długo czekaliśmy na zwycięstwo. Było ono nam bardzo potrzebne. Do czerwonej kartki Riery kontrolowaliśmy spotkanie, mieliśmy szereg bardzo fajnych akcji po skrzydłach. Podsumowując, byliśmy lepszym zespołem.

Śląsk Wrocław – Sandecja Nowy Sącz 1-0 (1-0)
Cholewiak (1.)

Śląsk Wrocław: Jakub Słowik – Kamil Dankowski, Piotr Celeban, Igors Tarasovs, Mateusz Cholewiak – Jakub Kosecki (91. Arkadiusz Piech), Augusto, Michał Chrapek (69. Kamil Vacek), Sito Riera, Robert Pich (88. Dragoljub Srnic) – Marcin Robak.

Sandecja Nowy Sącz: Michał Gliwa – Aleksandru Benga, Dawid Szufryn, Płamen Kraczunow (75. Maciej Małkowski) – Jakub Bartosz, Damir Sovsic, Bartłomiej Kasprzak, Wojciech Trochim (67. Mateusz Cetnarski), Pawlo Ksionz, Patrik Mraz (46. Tomasz Brzyski) – Aleksandyr Kolew.

Sędzia: Piotr Lasyk (Bytom).
Widzów 6 245.


Autor: Marcin Obłoza
Zdjęcie: Krystyna Pączkowska/ slaskwroclaw.pl