Śląsk Wrocław zremisował w Niecieczy z Sandecją Nowy Sącz 1:1. Na ósmą bramkę zdobytą w tym sezonie przez Marcina Robaka w 32. minucie, tuż przed przerwą odpowiedział Aleksandar Kolew. Piłkarze z Wrocławia mieli sporo dogodnych szans na wypracowanie nawet kilkubramkowej przewagi, ale na czele z Robertem Pichem razili swoją nieskutecznością.

Nieliczni kibice zgromadzeni na stadionie w Niecieczy nie musieli długo czekać na pierwsze ciekawe sytuacje. Już w 25. sekundzie sam na sam przed Michałem Gliwą stanął Pich, ale obronną ręką wyszedł z sytuacji golkiper Sandecji. Dwie minuty później w podobnej sytuacji znalazł się Bartłomiej Dudzic, ale tym razem jego strzał wybronił bramkarz Śląska –  Jakub Wrąbel. Z dobrej strony w czarno-białej koszulce pokazywał się Wojciech Trochim, który obsługiwał swoich kolegów celnymi wrzutkami w pole karne. Ani Aleksandar Kolev, ani Kasprzak nie potrafili jednak oddać groźnego strzału na bramkę WKS-u. Sporo groźnych akcji przeprowadzał natomiast Śląsk. W 20. minucie blisko gola był Arkadiusz Piech. Piłkę na prawą flankę posłał Kamil Vacek, grający pierwszy raz w sezonie w podstawowym składzie, a po wrzutce Jakuba Koseckiego i główce Picha, Piech spudłował, nie wykorzystując dużego zamieszania w polu karnym. W 28. minucie Pich zmarnował natomiast sytuację sam na sam. Tym razem jego strzał został zablokowany przez defensora gospodarzy, Adriana Bastę. Gol dla WKS-u wisiał jednak w powietrzu. Goście grali lepszą, bardziej dynamiczną piłkę i popełniali w pierwszych dwóch kwadransach zdecydowanie mniej błędów. W 32. minucie, po otwierającym podaniu ze środka pola Sito Riery, Robak znalazł się w polu karnym naprzeciwko Gliwy. Pewnie umieścił piłkę w lewym rogu bramki drużyny z Nowego Sącza. Błąd przy bramce popełnił środkowy obrońca gospodarzy, Plamen Krachunov, który nie wybił podania Hiszpana. Zabrakło kilkudziesięciu sekund, by utrzymać wynik do przerwy. W dwóch sytuacjach błędy popełniał jednak środkowy pomocnik WKS-u, Kamil Vacek. O ile z pierwszej nie wyniknęło nic groźnego, to druga strata zakończyła się golem dla Sandecji. Padł w 44. minucie meczu. Piłka trafiła do Bartłomieja Kasprzaka. Ten wrzucił ją delikatnie w pole karne, a z woleja z całej siły uderzył Kolew. Wrąbel był bez szans przy strzale z kilku metrów. Śląsk popełnił ten sam błąd, co w meczu z Cracovią. Tam Wrocławianie stracili prowadzenie w doliczonym czasie pierwszej połowy. Tutaj po 45 minutach również zakończyło się remisem, choć jeszcze w doliczonym czasie gry celny strzał Picha zmusił Gliwę do sparowania piłki na rzut rożny.

Druga odsłona spotkania była zdecydowanie mniej interesująca od pierwszej. Jan Urban szybko, bo już w 59. minucie, zmienił Kamila Vacka. Wchodzący Michał Chrapek zaprezentował się jednak przeciętnie. Kolejne sytuacje na strzelenie gola miał Pich, ale pomocnik Śląska wyraźnie gubił się pod bramką przeciwnika. Groźnie było w 61. minucie. Po strzale Robaka z ostrego kąta i interwencji Gliwy, do piłki dopadł Pich. Słowak strzelił z kilku metrów w środek, na wysokości głowy bramkarza. Gilwa instynktownie sparował jednak piłkę jedną ręką na rzut rożny. Trener WKS-u, Jan Urban dawał drużynie nowe bodźce. Do boju posłał Łukasza Madeja oraz Darjo Srnica, którzy zastąpili bezbarwnego Koseckiego oraz Rierę. Zabrakło jednak kolejnych dogodnych sytuacji, zarówno po stronie gości, jak i gospodarzy. Podopieczni trenera Radosława Mroczkowskiego grali bez większych ambicji i chcieli utrzymać remis do końca spotkania. Udało się im głównie dzięki wspomnianemu Gliwie oraz bocznemu obrońcy, Tomaszowi Brzyskiemu, który mimo skończonych 35 lat biegał więcej niż niejeden z młodszych zawodników. To był dobry mecz również w wykonaniu Wojciecha Trochima, który w środkowej części boiska imponował swoją siłą i wygranymi pojedynkami o piłkę z zawodnikami Śląska. Wrocławianie po meczu z Sandecją mają do odrobienia ważną lekcję. Po objęciu prowadzenia ich gra wyraźnie straciła na animuszu, a zbytnia pewność siebie spowodowała utratę bramki. Piłkarze muszą być bardziej bezwzględni w polu karnym przeciwnika.

 


Sandecja Nowy Sącz – Śląsk Wrocław 1:1 (1:)

0:1 – Marcin Robak (32.)
1:1 – Kolew (44.)

Sandecja: Michał Gliwa – Adrian Basta, Płamen Kraczunow, Michal Piter-Bucko, Patrik Mraz – Bartłomiej Kasprzak, Grzegorz Baran, Bartłomiej Dudzic (76. Adrian Danek), Wojciech Trochim, Tomasz Brzyski – Aleksandyr Kolew (82. Maciej Korzym).

Śląsk Wrocław: Jakub Wrąbel – Mariusz Pawelec, Piotr Celeban, Igors Tarasovs, Dorde Cotra – Jakub Kosecki (78. Łukasz Madej), Kamil Vacek (59. Michał Chrapek), Sito Riera (69. Dragoljub Srnic), Arkadiusz Piech, Robert Pich – Marcin Robak.

Sędzia: Mariusz Złotek
Widzów: 1 341

 


Autor: Marcin Obłoza
Foto: Śląsk Wrocław