Od lat podbijają małe ekrany i serca widzów. Niektóre zasłużyły już na miano złotych klasyków. Sitcomy. Dlaczego są tak popularne i na czym polega ich fenomen?

Wakacje już w pełni, więc z pewnością wielu z Was bez wyrzutów sumienia nadrabia filmowe lub serialowe zaległości albo tak jak ja, po raz setny wraca do tego, co już widział. Z pewnością nie zdziwicie się, że najczęściej są to F.R.I.E.N.D.S lub How I Met Your MotherA przecież stacje telewizyjne, np. Comedy Central i platformy internetowe typu Netflix czy HBO oferują swoim odbiorcom bogate możliwości spędzenia wolnego wieczoru.

Wielu z nas kocha seriale, dlaczego więc zamiast spróbować czegoś nowego, ciągle wracamy do swoich ukochanych scen? Szczególną popularnością cieszą się właśnie amerykańskie sitcomy, czyli krótko odcinkowe seriale komediowe. Trudno jednoznacznie określić ich definicję, ponieważ, jak każdy z gatunków telewizyjnych lub filmowych, wciąż ewoluuje w swojej formie. Skupia się on jednak na humorze sytuacyjnym, odcinki najczęściej łączą się ze sobą fabularnie, ale większość aktualnych wydarzeń rozwiązuje się podczas trwania epizodu.

Miejsce akcji jest stałe, główni bohaterowie nie zmieniają się i bardzo często wytwarzają cechy indywidualne dla ich postępowania w dalszej części serii. Kolejną punktem charakterystycznym sitcomu (ale nieobowiązkowym) jest ścieżka dźwiękowa ze śmiechem publiczności w tle. Utrwala to widza w przekonaniu, że ogląda komedię. Wiąże się to silnie z nazwą gatunku, ponieważ sitcom to nic innego jak situation comedy, czyli komedia sytuacyjna.


Wszyscy wiemy, że śmiech to zdrowie, ale przecież geniusz takich seriali nie może polegać po prostu na tym, że są zabawne. Za co więc tak je kochamy?

(Nie tak) Dawno temu w Ameryce…

Swoje korzenie sitcomy zawdzięczają przedstawieniom teatralnym zawierającym skecze, taniec i śpiew, a także radiu – komiczne audycje rozpoczęto adaptować do telewizji. Szlaki przecierały Amos’n’Andy czy The Beluah Show. Przeznaczone dla całych rodzin, do tej pory najczęściej emitowane są w godzinach popołudniowych. Służą relaksowi, dlatego skupiają przed odbiornikami miliony widzów. Klasykę gatunku amerykańskiego otwierają pozycje takie jak Pełna chata, Kroniki Seinfielda czy Świat według Bundych. Później nadszedł moment, na który wszyscy czekamy. I kochamy! Srebrne ekrany zaczęły podbijać serie takie jak: Przyjaciele, Dwóch i pół, Różowe lata siedemdziesiąte, Teoria wielkiego podrywu czy Jak poznałem waszą matkę. W miano niestandardowego sitcomu wpisują się też Biuro czy Choży Doktorzy, jednak bez wspomnianego wcześniej nagranego śmiechu w oddali. Niemal każda z powyższych pozycji bawiła fanów przez wiele sezonów, a ich wielka popularność otworzyła aktorom drzwi do dalszej kariery.

London, baby! + Kocham Cię, Polsko!

Nie myślcie, że za (najlepsze) sitcomy brawa należą się tylko Amerykanom. Swój wkład w w łzy śmiechu mieli także Anglicy, bawiąc swoimi britcomami mieszkańców Zjednoczonego Królestwa. Z pewnością ‘Allo ‘Allo! lub kultowy Jaś Fasola nie są Wam obce.

A czy Polacy umieją się bawić? Tutaj, nie da się ukryć, bardziej popularne są seriale obyczajowe, ale i w historii naszej kinematografii nie mogło zabraknąć legendy. Trzech synów matka miała, dwóch słynęło z mądrości, a trzeci co był głupi poszedł do łączności… Wiecie, o czym mowa? Oczywiście, 13 posterunek – pierwszy polski sitcomJednak to nie do historii Czarka i Kasi z Pershingiem w tle ciągle wracają widzowie. Ani nie do sąsiedzkich potyczek rodziny Kiepskich. Jest kilka sitcomów, które jak najlepsi Przyjaciele, szczególnie umilają wieczory swoich wiernych fanów.

I’ll be there for you!

Mimo że wielki szał na masowo produkowane amerykańskie seriale komediowe wybuch na początku XXI wieku, to właśnie F.R.I.E.N.D.S są pozycją, do której najczęściej wracają telewidzowie. (Nie)codzienne życie szóstki znajomych toczące się za fioletowymi drzwiami podbiło serca milionów. Serial wzniósł się niemal na wyżyny sitcomowej klasyki, a przecież propozycji o paczce kumpli na małym ekranie nie brakuje. Dlaczego więc Ci konkretni Przyjaciele odnieśli taki sukces?

Według mnie działają jak przysłowiowy comford food. Mają nas pocieszyć albo utrzymać w dobrym humorze. Idealni w trio z kocem i łóżkiem. Złożeni z ulubionych składników. W tym przypadku kluczowym elementem jest zróżnicowana konstrukcja głównych postaci. Przerysowane, ale zwyczajne, pozwalające nam się ze sobą utożsamić. Trzykrotny rozwodnik – paleontolog Ross, histeryczna perfekcyjna pani domu Monica, rozpieszczona i oddana Rachel, przystojny pseudo aktor Joey, szalona i nieobliczalna Phoebe i mój ulubieniec – cyniczny i przezabawny Chandler. To tylko skrócony zarys charakteru bohaterów. Każdy z nich, pełen wad i zalet jest częścią całości, którą pokochał cały świat.

Odtwórcy wiodących ról, mimo swojej obecności w wielu późniejszych produkcjach niezmiennie kojarzeni są niezmiennie właśnie z tym serialem. Dzisiaj F.R.I.E.N.D.S nie tylko niezmiennie podbijają srebrny ekran, ale również związane z nimi motywy są widoczne na bibelotach, ubraniach lub w naszych codziennych powiedzeniach. Nie można zaprzeczyć, że zdania takie jak: We were on the break! są klasyką. I każdy z nas, tak po prostu, chciałby mieć takich przyjaciół.

It’s gonna be LEGEND…wait for it…ARY!

Pozycja znacznie młodsza, a jednak w rankingu sitcomów utrzymuje się na podium. Osobiście chyba jest mi nawet bliższa niż ta wspomniana wyżej. How I met Your Mother, kolejny sitcom o nierozłącznej, pięcioosobowej grupce. Zapytacie – co w tym nowego? Jasne, bohaterowie wciąż są barwnymi, osobnymi jednostkami. Jednak po obejrzeniu tego serialu z piętnaście razy, wciąż najbardziej doceniam jego główny motyw. Miłość.

Wcale nie ckliwą, do której wszyscy przywykliśmy z masowo produkowanych komedii romantycznych o przewidywalnym zakończeniu. Przecież w końcu chodzi o porządną dawkę śmiechu. Sam tytuł oczywiście sugeruje, o czym będzie ta dziewięciosezonowa opowieść. Zabawne i rozczulające jednocześnie jest to, jak wiele odcieni w tym przypadku ma to uczucie. Kochać można przecież swoich przyjaciół, do szaleństwa. Jedni z nas znajdują drugą połówkę na początku swojej dorosłej drogi, drugim zajmuje to wiele, wiele lat. Jeszcze inni twierdzą, że zwyczajnie nie są do tego zdolni. Retrospekcja wydarzeń z punktu widzenia Teda Mosby’ego – ARCHITEKTA (i mojej najmniej ulubionej postaci) w otoczeniu niepowtarzalnego małżeństwa, feministycznej dziennikarki i jedynego w swoim rodzaju Barney’a. Do Jak poznałem waszą matkę idealnie pasuje jedno zdanie: Stara miłość nie rdzewieje.

I said: Good day!

Jako wierna fanka, mogłabym opisać Wam jeszcze wiele fabuł znanych sitcomów, ale lepiej będzie jeśli po prostu sami je zobaczycie. Jeśli nie przekonały Was dwie wcześniejsze (moim zdaniem najlepsze) propozycje, możliwości jest wiele. Oldschoolowe Różowe lata siedemdziesiąte, nedrowska Teoria wielkiego podrywu czy przez ostatnie lata bijąca rekordy popularności Modern Family. Brak czasu to słaba wymówka. Kolejną zaletą sitcomów jest to, że odcinki trwają po dwadzieścia minut, a ich lekka i niewymagająca fabuła pozwoli Wam zająć się jednocześnie czymś innym i umili popołudnie. I to jest właśnie ich fenomen. Wszyscy lubimy być szczęśliwi. Kochamy seriale, a szczególnie takie, które zapewniają nam dawkę śmiechu. Siadajcie do oglądania. Nawet po raz setny. Challenge accepted.


Autor: Karolina Szachniewicz
Zdjęcia: YouTube, oficjalne strony How I Met Your Mother i F.R.I.E.N.D.S i Chandler Bing’s sarcasm na Facebooku