W dzisiejszych serialowych produkcjach możemy spotkać się z wieloma różnymi technikami, których celem jest wzbudzenie zainteresowania poprzez kreatywną formę. “How to get away with murder” w reżyserii Petera Nowalka jest jedną z takich produkcji, a uwagę zwraca bardzo skutecznie. Akcja serii jest jak odbicie lustrzane – zaczyna się od kulminacji, a następnie bawi się chronologią w najlepsze. Jest to tylko jeden z wielu elementów, dzięki którym serial ten zasługuje na uwagę. Jego forma sprawia, że oderwanie się od fabuły jest wyjątkowo trudne, nieważne jakie obowiązki mogą nas wzywać.

Jak sam tytuł wskazuje, fabuła kręci się wokół morderstwa. Mała grupa studentów prawa zaczyna staż u swojej profesorki Annalise Keating w jej firmie prawniczej. Dość szybko dowiadujemy się, że w niewyjaśniony sposób zostali oni zamieszani w morderstwo, które następnie muszą jakoś pogrzebać. Kto zginął i dlaczego? Kto był sprawcą, a kto był tylko obserwatorem? Jaki związek z tym wszystkim miała Annalise i jej studenci? Odpowiedzi na te pytania pojawiają się powoli i z zamysłem, a każdy odcinek uchyla niewielki rąbek tajemnicy, nie zawsze w oczywistej kolejności albo sposobem, jakim byśmy się spodziewali. Wątek fabularny trzyma w napięciu, a mnogość interesujących postaci, ich tajemnice i rola w całym spisku powodują, że chce się wiedzieć więcej.

 

 

Postacie są charakterystyczne i łatwo się z nimi zaprzyjaźnić. Główna prawniczka Annalise (Viola Davis w roli głównej) to twarda kobieta, jest pewna siebie i sprawia wrażenie wręcz wszechmogącej, nie waha się manipulować i krzywdzić innych, aby dojść do celu. Jej współpracownicy to Bonnie, niewinnie wyglądająca, wycofana emocjonalnie asystentka, i Frank, asystent z tajemniczą historią, wahający się między byciem lojalnym, a byciem niebezpiecznym. Grupa studentów to z wielką premedytacją ułożona składanka charakterów, które nigdy się nie dogadają, ale zawsze zostaną powiązane przez jakieś brudne gierki. Wes – pozornie ten najbardziej naiwny, łatwo się zakochuje, jest ufny i lojalny. Connor – to ten, który próbuje być twardy, manipuluje innymi i używa seksu jako zagrywek taktycznych, łatwo jednak łamie się pod presją złych uczynków. Michaela – dziewczyna bez skrupułów, na początku niesympatyczna, płytka i pozornie uprzywilejowana.  Asher – chłopczyk z bogatej rodziny, który większość młodości spędził w bractwie. Laurel – ciężka do rozgryzienia, najbardziej rozsądna z grupy, ale lubiąca ryzykowne relacje. Jak widać, taka burza charakterów tworzy idealne podłoże do intrygi i morderstwa, których rozwiązanie wcale nie jest takie oczywiste.

Technicznie serial bardzo dobrze oddaje złożoność fabuły, pomimo nieregularnej chronologii zawsze jest jasne co dzieje się kiedy, a to dlatego, że wszytko jest bardzo płynnie sklejone. Taka taktyka mieszania osi czasu, zabawy chronologią i rozwijania odwróconego napięcia dramatycznego tworzy bardzo ciekawy efekt, który czasami wymaga większego skupienia od widza. Kolorystyka w każdej scenie bardzo dobrze oddaje nastrój, szczególnie widać to w dalszych sezonach, które pod tym względem robią się coraz lepsze. Podobnie z muzyką – możemy zauważyć kilka wybijających się utworów, idealnie pasujących do akcji, ale całościowo muzyka nie zwraca uwagi widza.

“Sposób na morderstwo” to 4-sezonowy serial, który w Polsce nie zdobył tyle uwagi na ile zasługuje. Jest to ciekawe podejście do tematu zbrodni, zrealizowane w oryginalnej formie i z niesamowitymi postaciami, do których nie da się nie przywiązać. Niestety, jak to bywa w takich produkcjach, wraz z rozpoczęciem czwartego sezonu, fabuła powoli zaczyna robić się zbyt zagmatwana i przeciągana, ale mimo tego jednak, jest to seria godna polecenia. Kto wie, może po obejrzenie uda wam się nawet odpowiedzieć na tytułowe pytanie i ocenić, gdzie leży ta cienka granica pomiędzy złem koniecznym a morderstwem.


Zdjęcia: imdb.com

Autor: Natalia Poloczek

- POLECAMY -
Eleven Bike Fest