Czy to najgorsza runda w historii klubu? Być może. Na pewno najsłabsza od czasu powrotu do Ekstraklasy. Śląsk na własne życzenie wpadł w ogromne tarapaty i teraz czeka go walka o życie do ostatniej chwili. Sytuacja wrocławian jest trudna, ale jeszcze nic nie jest przesądzone.

Do końca sezonu zostały ledwie cztery kolejki. Drużyna z Wrocławia okupuje obecnie przedostatnie miejsce w tabeli, tracąc 3 punkty do bezpiecznej pozycji. Do tego trzeba dodać, że piłkarze Śląska obecnie grają najsłabiej w całej lidze. Nawet ostatnie w tabeli Zagłębie Sosnowiec od pewnego czasu wygląda lepiej. Najczarniejszy scenariusz dla kibiców wrocławian staje się powoli przerażająco realny. Drużyna (choć to określenie jest pozorne, biorąc pod uwagę ostatnie mecze), która przez większą część sezonu wydawała się być niezagrożona spadkiem, stała się głównym do tego kandydatem.

Teoria a praktyka

Teoretycznie Śląsk absolutnie nie powinien być w tabeli tam, gdzie obecnie jest. Skład wrocławian, (bądźmy szczerzy) nie jest na miarę walki o podium, ale jeszcze bardziej nie powinien walczyć o utrzymanie. Zawodnicy doświadczeni jak Marcin Robak, Piotr Celeban czy Krzysztof Mączyński, mieli być dobrym balansem dla młodszych Jakuba Łabojki, Lubambo Musondy czy Mateusza Hołowni. Tylko że właśnie mieli, a nie są. Robak przynajmniej w miarę regularnie gole strzela, Celeban jest cieniem samego siebie, a Mączyński to kompletny transferowy niewypał. Jednak jak na papierze porównywać takich zawodników z gwiazdami Zagłębia Sosnowiec (Żarko Udovicić czy Mateusz Możdżeń) lub Arki Gdynia (Michał Janota bądź Pavels Steinbors). Gdyby jednak nazwiska grały w piłkę to np. PSG nie kompromitowałoby się rokrocznie w Lidze Mistrzów, a Leicester City nigdy nie zostałoby mistrzem Anglii.

Wypalone gwiazdki

Wystarczy spojrzeć na grę Śląska w ostatnich meczach, by nawet kompletny laik dostrzegł dlaczego jest tak źle. Zero pomysłu na atak, koszmarne błędy w obronie i brak lidera zespołu. To tylko niektóre z licznych grzechów wrocławian. Sytuacja z meczu z Koroną Kielce, gdzie Kamil Dankowski z Igorsem Tarasovsem stoją i patrzą się na siebie jakby ducha zobaczyli, a Elia Soriano w tym czasie zabiera im piłkę, strzelając gola dla kielczan, to idealne podsumowanie gry Śląska w tym sezonie.

 

Tak naprawdę jedyną pozytywną postacią obecnego Śląska jest bramkarz Jakub Słowik, ale przy tym, co wyczyniają jego obrońcy to musiałby się chyba zmienić w Supermana, by uchronić drużynę przed porażkami. Choć nie jest pewne czy nawet to by wystarczyło. Pozostali gwiazdorzy (w teorii, gdyż o praktyce to chyba lepiej nie mówić) typu Robak, Celeban czy Robert Pich zwykle zawodzą kompletnie i sprawiają wrażenie jakby już tylko odcinali kupony w swojej karierze.

Transfery jak niezła broń, lecz amunicja do niej bez komentarza

Zarówno latem, jak i zimą Śląsk dokonał kilku transferów, które początkowo mogły się wydawać całkiem przyzwoite. Jak wyszło to w rzeczywistości? Mianowicie tak, że większość nowo przybyłych zawiodła kompletnie. Wojciech Golla, który solidnie radził sobie w Pogoni Szczecin i NEC Nijmegen, nie uszczelnił obrony nawet w małym stopniu. Farshad miał być gwiazdą, lecz fizyczność ligi polskiej pokonuje go jak na razie. Krzysztof Mączyński absolutnie nic nie wniósł do gry środka pola, a dotychczasowe atuty Lubambo Musondy kończą się na szybkości. Pozostali (Łukasz Broź, Daniel Szczepan, czy Mateusz Radecki) też grają albo przeciętnie albo po prostu słabo. Co więcej tylko Farshad (oraz może Mateusz Hołownia) dawał nadzieję, że jak okrzepnie, to pokaże jeszcze, co umie. Koncepcja budowy zespołu już dawno się wrocławianom rozmyła, a ten sezon jest tego najlepszym dowodem.

 

Tabela prawdę ci powie 

Obecnie końcówka tabeli prezentuje się tak:
12. Miedź Legnica – 36 pkt
13. Wisła Płock – 36 pkt
14. Arka Gdynia – 35 pkt
15. Śląsk Wrocław – 32 pkt
16. Zagłębie Sosnowiec – 28 pkt

Natomiast Śląskowi pozostały do rozegrania następujące spotkania:
Zagłębie Sosnowiec (wyjazd)
Wisła Płock (u siebie)
Miedź Legnica (wyjazd)
Arka Gdynia (u siebie)

Oznacza to, że nic jeszcze nie jest stracone. Śląsk nad Arką ma przewagę w postaci wyższego miejsca po sezonie zasadniczym co sprawia, że przy równej liczbie punktów to właśnie wrocławianie będą wyżej. Tą samą przewagę Śląska ma także nad Zagłębiem Sosnowiec i Wisłą Płock. Jednakże trzeba wziąć pod uwagę, że podopieczni Vitzeslava Lavicki nie mają już meczów z drużynami, które o nic już nie walczą (Wisła Kraków i Korona Kielce), co jest pewnym utrudnieniem. Co prawda płocczanie też już z obiema tymi drużynami grali, ale różnica polega na tym, że zdobyli oni w tych meczach sześć punktów, a Śląsk zaledwie jeden. Dodatkowo z Wisłą, której kadra przez kontuzje przypomina nieco szkolną drużynę z liceum.

 

 

 

 

 

Dla wrocławian wszystkie pojedynki będą teraz o „sześć punktów”. Każdy remis i porażka mogą być katastrofalne w skutkach. Może się bowiem zdarzyć tak, że już w przedostatniej kolejce Śląsk będzie pewny spadku – jeśli do dwóch drużyn z grona: Arki, Wisły P. i Zagłębia będą oni tracić przynajmniej cztery punkty, a do Miedzi więcej niż dwa. Utrzymanie natomiast wrocławianie mogą sobie zapewnić najszybciej na dwie kolejki przed końcem. Aby tak było, muszą wygrać trzy następne mecze, przy jednoczesnych przynajmniej dwóch porażkach Arki lub dwa mecze przy przegranych gdynian we wszystkich spotkaniach (tak sytuacja oznaczałaby wygraną Śląska z Zagłębiem, co praktycznie wyeliminuje sosnowiczan z walki). Wówczas nawet bezpośredni mecz między tymi drużynami w ostatniej serii gier byłby bez znaczenia.

Wszystko wskazuje na to, że najważniejsze będą najbliższy mecz z sosnowiczanami, który pokaże jak duża presja będzie w kolejnych spotkaniach i ostatni z Arką, który najprawdopodobniej będzie meczem o utrzymanie. Zawodnicy z Gdyni, mimo ostatnich dwóch zwycięstw, wydają się obok Śląska i Zagłębia najpoważniejszymi kandydatami do degradacji.

Na cóż matma, gdy gra się nie zgadza…

Wszystkie wyliczenia jakich można tu dokonać, rozważania, opcje itp. są jednak pozbawione sensu, jeśli sami zawodnicy nie zmienią czegoś w swojej grze. Jeśli wrocławianie dalej będą prezentować się tak jak w ostatnich pięciu meczach (w których zdobyli ledwie dwa punkty), utrzymanie będzie jedynie marzeniem ściętej głowy, a Śląsk jedenaście lat po powrocie do Ekstraklasy i siedem lat po zdobyciu tytułu mistrzowskiego pożegna się z elitą. Gdzie oraz w kim szukać nadziei?

1. Jakub Słowik – jedyny w tym sezonie, a już szczególnie w ostatnim czasie, zawodnik, który trzymał formę cały czas. Jego interwencje nieraz ratowały wrocławian i w końcówce może być ważnym czynnikiem przemawiającym na korzyść Śląska.

2. Mariusz Pawelec – wielu kibiców wrocławskiej drużyny pewnie puka się w czoło, czytając tu jego nazwisko. Jednak mimo iż pewnej poprzeczki nigdy nie przeskoczy, z całą pewnością zawodnik związany z klubem przez 11 lat jest gotów dla niego wiele poświęcić, co pokazał już w ostatnich pojedynkach. Drużynom w kryzysie liderzy mentalni są równie potrzebni, co piłkarscy.

3. Terminarz – nawet mimo że mecze z drużynami grającymi o nic, już za Śląskiem to jednak wrocławianie mecze z absolutnie wszystkimi rywalami w bezpośredniej walce o utrzymanie ma przed sobą. Znaczy to, że swój los mają wciąż we własnych rękach, co jest lepszą opcją niż konieczność oglądania się na innych.

Nie można być pewnym, co w głowach mają obecnie zawodnicy Śląska. Na pewno ciąży na nich ogromna presja. Dodatkowo naciskają ich kibice, którzy postanowili w otwartym liście wylać swe frustracje, zabraniając przy okazji gry w kolejnych meczach Igorsowi Tarasovsowi pod groźbą bojkotu, któremu wcześniej zabrali koszulkę meczową. Po czym jeszcze kazali mu ją odkupić. Jakby tego było mało, między kibicami a Marcinem Robakiem (najlepszy mimo wszystko strzelec drużyny) doszło do konfliktu.

Wątpliwe jest, by takie akcje pomagały drużynie się pozbierać, ale tak czy inaczej kibice Śląska muszą teraz wesprzeć swoich zawodników. Liderzy drużyny muszą się ujawnić właśnie teraz, nawet mimo że długo byli uśpieni. Natomiast trener Lavicka musi znaleźć tą taktykę, która będzie najbardziej odpowiadać jego podopiecznym. Jeśli te warunki nie zostaną spełnione, to jedno z największych i najbogatszych polskich miast nie będzie miało swego przedstawiciela w LOTTO Ekstraklasie, co oznaczałoby kompromitację dla każdego obecnie związanego z tym klubem.


Autor: Bartosz Królikowski
Zdjęcie: Instagram