Każdy z nas czasem ma ochotę wsiąść do samochodu (najlepiej dobrego) i pojechać donikąd tyle, ile fabryka dała… Problem w tym, że nawet jeśli udałoby nam się tak zrobić, to pewnie za daleko nie zajedziemy, bo za najbliższym rogiem będzie na nas czekała policja albo jakiś inny fotoradar. Szczególnie, kiedy my nie chcemy zwalniać, ale 16 kwietnia Europejski Dzień Kontroli Prędkości.

Zwykle sami kontrolujemy, ile mamy na liczniku. Czasem jednak wspomaga nas w tym kilka żółtych puszek i czarna Insygnia z „suszarką”. Oczywiście zwykle nie działa to od razu. Na efekt musimy czekać parę tygodni, po których dostajemy w liście poleconym nasze profesjonalnie zrobione zdjęcia… na których niestety wcale nie wyglądamy zbyt dobrze. Dlatego, żeby uniknąć takich fotografii, musimy się bardzo postarać. Od kiedy na polskie drogi wróciły wszystkie fotoradary, a policja stoi w nieoznakowanych wozach właściwie na każdym rogu – czas na ostateczne przygotowania do Europejskiego Dnia Kontroli Prędkości.

Fotoradary przenośne

Na pewno jeśli nie chcemy dać się złapać, musimy przygotować się na fotoradary. No ale nie na te zwyczajne, bo one są doskonale widoczne. Wolimy się więc skupić na tych przenośnych, które na naszych drogach pojawiają się tylko raz na jakiś czas. Całe szczęście dobrzy ludzie ze strony antyradary.phi.pl na bieżąco udostępniają listę miejsc, w których wyrastają one jak grzyby po deszczu.

Zamaskowana Insygnia

Po Wrocławiu jeździ również sporo nieoznakowanych radiowozów. Niestety przewidzenie, w której części miasta będą dzisiaj nie jest możliwe. Za to śledzenie, gdzie są, na bieżąco – już tak. Dlaczego? Bo na facebookowej grupie Gdzie we Suszą! Wrocław i okolice zwykli mieszkańcy miasta udostępniają ich pozycję, najczęściej w czasie rzeczywistym. W końcu miło jest sobie pomagać, prawda?

Czy możemy zrobić coś jeszcze?

Trzecim sposobem na uniknięcie kontroli jest coś, co od początku wydaje się najlepszym wyjściem. Po prostu zwolnijmy. Jak widzimy ograniczenie prędkości, szczególnie w mieście – zwyczajnie się dostosujmy. Tych kilka dodatkowych minut podróży zwykle nas nie zbawi, a te znaki nie stoją tam tylko dla dekoracji. Oczywiście zdarza się, że takowy znak umieszczony został w złym miejscu, ale i w tym wypadku mamy jakiś wpływ na to, czy tam zostanie. Zawsze możemy przecież zareagować. Jak? Zgłaszając go do odpowiedniego Zarządu Dróg.


Autorka: Marta Ziółkowska
Zdjęcie: Instagram