Choć wszyscy pamiętają o wydarzeniach z Warszawy, niewiele osób wie co w tym czasie robili wrocławscy studenci, którzy swój opór manifestowali do maja.

Jako świadek i uczestnik protestów, a także historyk Włodzimierz Suleja przyznał, że Wrocław zaraz po Warszawie pełnił istotną rolę w wystąpieniu polskich studentów.

prof. Włodzimierz Suleja podczas spotkania w Muzeum Pana Tadeusza

Tylko tutaj składano podpisy w petycjach będących wyrazem sprzeciwu wobec ograniczeniom w kulturze, a także żądano przywrócenia przedstawień teatralnych, zwłaszcza „Dziadów” w reżyserii Kazimierza Dejmka.

Marzec 1968 zyskuje na szczególne wyróżnienie pośród wszystkich społecznych wystąpień okresu PRL-u. Jako pierwszy i jedyny był wyrazem buntu pokoleniowego – przyznaje Włodzimierz Suleja.

Preludium

Przed marcem w Polsce wrzało. Wojna sześciodniowa spowodowała zaostrzenie relacji na linii ZSRR – Izrael. Na rodzimym gruncie doprowadziło to do antysemickiej nagonki. „Syjoniści”, będący uosobieniem „piątek kolumny”, jak określał publicznie Żydów Władysław Gomułka, byli zwalniani ze swoich stanowisk w strukturach wojskowych, robotniczych oraz uniwersyteckich. Praska wiosna nasiliła nastroje liberalne wśród naszych południowych sąsiadów. Polacy czuli, że zbliża się czas protestów. Brakowało tylko czegoś, co przechyli szalę. Okazało się tym zdjęcie przez władze warszawskich „Dziadów”.

Najbardziej aktywni w kwestionowaniu decyzji partii odnośnie sztuki ponieśli konsekwencje swoich czynów. Relegowani z uczelni zostali m.in. Adam Michnik i Henryk Szlajfer. W obronie tych i wielu innych studentów odbył się 8 marca wiec protestacyjny w murach Uniwersytetu Warszawskiego. Akcja pacyfikacyjna ZOMO dokonana na studentach, a także pracownikach UW w czasie trwania wiecu wzbudziła szczególne oburzenie wśród opinii publicznej. Wieści docierały do innych miast m.in. do Wrocławia.  

O wszystkim było wiadomo już następnego dnia. Sporo informacji przepływało dzięki wsparciu i zapleczu technicznemu studentów politechnik. W kraju istniały przecież domowe rozgłośnie, drukowano także ulotki. Ponadto w Warszawie wielu świadków tego wydarzenia informowało różnymi kanałami swoich bliskich o całym zajściu. Nie można zapomnieć o tym, że władze państwowe również dysponowały własnym środkiem przekazu.

W Warszawie iskra – zróbmy z niej płomień!

Pierwsze ulotki rozpoczęto drukować w miejscu najbardziej intrygującym – w siedzibie Związku Socjalistycznej Młodzieży Polskiej mieszczącej się przy ul. Mazowieckiej. Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że w początkowych fazach protestów koordynatorami działań byli studenci działający w strukturach i zgrupowaniach państwowych m. in.  prof. Wojciech Witkiewicz – obecny dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego we Wrocławiu. Następnie inicjatywę w głównej mierze przejął ZMW – Związek Młodzieży Wiejskiej oraz inne organizacje posiadające możliwości zarządzania ludźmi.

Wychodząc 14 marca na ulicę wiedzieliśmy, że w drodze na wiec może dojść do większej manifestacji. Dostaliśmy nawet zalecenia, żeby ubrać się grubiej w razie zetknięcia z “siłami porządku”.

Ostatecznie większość studentów pozostała na terenie uczelni i udało się uniknąć przemocy. Spowodowało to olbrzymie zaskoczenie wśród młodych ludzi, którzy liczyli na pełny protest. Wiece szybko przekształciły się jednak w okupację budynków szkół wyższych, która trwała 48 godzin.

Trzeba zaznaczyć: w protestach na wszystkich wrocławskich uczelniach brało udział blisko sześć, siedem tysięcy studentów. To jedna trzecia ogółu studentów w mieście.

Jak przyznał tamtego czasu rektor Uniwersytetu Wrocławskiego Alfred Jahn – „Rozpoczęliśmy żywot oblężonego grodu”.

Droga porozumienia

Uczelnię otaczały kordony milicji i w każdej chwili obawiano się masakry. Tabliczka z nazwiskiem Bieruta – patrona UWr,  na głównej ścianie budynku została zamazana. 15 marca nad ranem milicja próbowała wejść do środka. Dysponowała listą 10 studentów o rzekomym pochodzeniu żydowskim. W międzyczasie na Politechnice rektor zdelegalizował protest, a na AM podstawieni studenci straszyli pozostałych złymi konsekwencjami. W obliczu tego Alfred Jahn prosi studentów, aby wrócili do domu.

Rektor Uniwersytetu Wrocławskiego stał się symbolem tamtych wydarzeń przez swoją postawę. Musiał podejmować trudne decyzje i zapłacił za to utratą posady.

Komitet koordynujący został postawiony pod ścianą i ogłosił koniec wiecu na popołudnie 16 marca. Rektor UWr postanowił negocjować z milicją. Przy butelce wódki próbował namówić dowódcę oddziału, by nie zrobiono studentom żadnej krzywdy. Po dwóch godzinach obie strony doszły do porozumienia.

Głównym ośrodkiem marca 1968 była Warszawa, jednak ta po działaniach milicji i SB straciła na znaczeniu. Ze względu na łagodny przebieg protestów Wrocław mógł nadal pełnić rolę punktu oporu.

Wystąpienia młodzieży w Polsce zostały wprawdzie zgaszone, a w niektórych miejscach brutalnie spacyfikowane. Idee marca przetrwały jednak do pochodów pierwszomajowych, na których pojawiły się transparenty dotyczące postawy studentów.

Pokolenie owego czasu zostało z całą pewnością dla władzy PRL-u stracone. Ci ludzie w tamtych czasach wybrali inną stronę.

1968 rok bez wątpienia przyczynił się do powstawania kolejnych manifestacji. Manifestacji jeszcze większych i intensywniejszych, których kulminację stanowił Sierpień 1980.

 


Autor: Wojciech Kosek
Zdjęcia: marzec1968.pl, Wojciech Kosek

  • 3 marca w ramach cyklu „Misja Polska: Misja Wrocław” odbyło się spotkanie dotyczące powojennych losów Dolnego Śląska oraz Wrocławia. W Muzeum Pana Tadeusza swój wykład wygłosił prof. Włodzimierza Suleja. Tematem przewodnim był okres strajków studenckich z marca 1968 roku. To kwestia niezwykle ważna dla nas – w tym miesiącu mija bowiem 50. rocznica owych wydarzeń.