Studiowanie w nowym kraju otwiera wiele możliwości. Przez te pół roku (rok dla niektórych szczęśliwców) prowadzisz kompletnie inne życie. Ale jakie są, według mnie, największe walory takiej wymiany? – zdradza Joanna Kowalska.

 

Erasmus to…

Podróże. Jest taki cytat Susan Sontag, który brzmi – „I haven’t been everywhere, but it’s on my list”, który w surowym tłumaczeniu znaczy „Nie byłam wszędzie, ale jest to na mojej liście”. Wymiana międzynarodowa to świetna okazja do podróży. Szkoda by było nie skorzystać. Oczywiście sam Erasmus jest podróżą – miasto, do którego przyjechałam, jest nowe. Ale po kilku tygodniach zaczęłam się do niego przyzwyczajać, pokój w akademiku stał się tymczasowym „domem”, a mnie zachciało się więcej. Pierwszy wypad – weekend w Paryżu. Z racji, że była to moja pierwsza wizyta w tym przysłowiowym mieście miłości, podstawowe punkty turystyczne musiały być zaliczone. Wieża Eiffla nocą i pokaz świateł. Luwr (dla studentów wejście za darmo) i ogrody Tuileres. Łuk Triumfalny i… zakupy! Czuję, że muszę tam wrócić, widziałam za mało, ale to co widziałam  – miało ten paryski klimat, którego wyczekiwałam. Dalej, jednodniowa wycieczka do Brugii, położonej godzinę od Lille. Wycieczka organizowana była przez międzynarodowe stowarzyszenie studenckie, specjalnie dla studentów Erasmusa. Jak się wpisze Brugia w Google i wejdzie na grafikę, to widać mnóstwo mostów, urzekającą architekturę i dużo kolorowych domków. Dodajcie do tego jeszcze dziesiątki sklepów z czekoladą i waflami i to jest właśnie Brugia. Aż ciężko w to uwierzyć, ale wygląda jak na zdjęciach. Jeden dzień zdecydowanie wystarczy, by obejść to malutkie miasteczko. Jedyny minus – mnóstwo turystów, czego ja osobiście nie lubię, ale była to sobota, więc z drugiej strony można się było tego spodziewać.

Obowiązkowy gwóźdź programu w Belgii – wafle, mniam / fot. Joanna Kowalska

Najbardziej aktualny wypad – Bruksela. Nie wiem, co to było, czy fakt, że byłam z dobrym towarzystwem, belgijskie frytki i piwo, czy sama aura tego miasta, ale po (również jednodniowym) wyjeździe tam, Bruksela trafiła do mojego prywatnego top 5 miejsc, które kiedykolwiek odwiedziłam. Bruksela miała luz, dużo młodych ludzi, klimatyczne uliczki z knajpkami, przepiękny rynek i była trochę hipsterska. Polecam każdemu, ja zdecydowanie wracam tam jeszcze na dłużej.

Zachód słońca nad Brukselą / fot. Joanna Kowalska

Kultura (mentalność). Jeszcze nie wiem czy lubię mentalność Francuzów. Ciężko jest ją określić. Ale powiedziałabym że są oni, niestety, dość zamknięci i obojętni. Nie chce generalizować, ale w większości z tym się tutaj spotkałam. Co mam przez to na myśli? Jeżeli ktoś by do mnie podszedł na uniwersytecie w Polsce i powiedział że jest z Erasmusa, to zbombardowałabym go pytaniami, skąd jest, co studiuje, czy nie potrzebuje jakieś pomocy z profesorami, jak się nazywa na fejsbuku i czy nie chce dziś wieczorem wyjść na piwo. Może to tylko ja, dlatego że sama obecnie jestem na Erasmusie i to doświadczenie ze mną zostanie, ale mam wrażenie że większość moich znajomych w Polsce postąpiłaby tak samo. Tutaj, zarówno studenci, jak i niektórzy profesorowie na zdanie: „Jestem studentem Erasmusa” wzruszają ramionami i pytają, czego chcemy. Tak jak wspominałam, nie chcę generalizować, bo kilku nauczycieli sympatycznie nas przywitało, i kilku studentów zaoferowało pomoc w postaci notatek, ale ewidentnie nie są zainteresowani spędzaniem z nami czasu po zajęciach czy lepszym poznaniem nas. I to nie tylko moja opinia. Rozmawiałam o tym ostatnio z innymi „erasmusami” i mówią, że u nich w grupach na zajęciach sytuacja wygląda podobnie. Nie wiem czy to wynika z tej samej mentalności, która mówi że to turyści z zagranicy powinni znać francuski przyjeżdżając tu, a nie oni angielski, ale nie powiem, wpisuje się to w podobny schemat takiego delikatnie zamkniętego i mało rozwijającego myślenia.

Ludzie.  Ten aspekt wymiany jest dla mnie najważniejszy. Ludzie. To oni sprawiają, że to doświadczenie staje się takie, a nie inne. Ujmę to tak: wyjeżdżając na Erasmusa, musisz wiedzieć, że nie zawsze będzie komfortowo, będzie dużo stresu, niezręcznych sytuacji i trochę problemów. Ale jeżeli przejdziesz przez to wszystko, to czeka Cię ta najlepsza część. I poznajesz ludzi, którzy tak jak Ty musieli wypełniać mnóstwo dokumentów, papierów, i tak jak Ty milion razy zastanawiali się czy ten cały Erasmus jest tego wart. Poznałam super ludzi, wystarczająco ambitnych, żeby pojechać studiować do innego kraju, lub nawet na inny kontynent. Mam kilku znajomych ze Stanów i z Australii, którzy pierwszy raz są w Europie, i których życie do tej pory wyglądało zupełnie inaczej. Tak jak wspominałam wyżej, francuscy studenci są średnio zainteresowani integracją poza zajęciami, dlatego główną część mojej ekipy stanowią inni „erasmusi”. Razem podróżujemy, imprezujemy, rozmawiamy, uczymy się. Dla mnie, jest to pierwsza tego typu wymiana. Ale wiele ludzi było już na różnych, podobnych wyjazdach, zarówno międzynarodowych, jak i wewnątrz swojego kraju, co sprawia, że można porównać doświadczenia i usłyszeć ciekawe anegdotki. Wiadomo, jedzie się dla poznania nowego języka, dla kultury, dla podróży, ale to ludzie, których tu poznajemy sprawiają, że doświadczenie może być jednym z najlepszych z naszym życiu.

 


Autor: Joanna Kowalska
Na zdjęciu głównym: Urodzinowe świętowanie w akademickiej kuchni / fot. Joanna Kowalska