Pewnie wielu z was kojarzy profesora Filutka i jego uroczego pieska Filusia. Jak by nie było gościli oni na łamach Przekroju przez ponad 50 lat. Mało kto jednak pamięta, że w 2019 roku autor tej pamiętnej serii, Zbigniew Lengren, obchodziłby swoje setne urodziny. I wbrew pozorom, jego życie było o wiele ciekawsze, niż mogło by się zdawać. Bo kto by przypuszczał, że ten artysta był także fotografem, czy… żołnierzem?

Kilka dni temu, bo 2 lutego Zbigniew Lengren kończyłby równo 100 lat. Polski karykaturzysta, satyryk i grafik zmarł jednak 1 października 2003 roku, pozbawiając nas możliwości oglądania kolejnych jego dzieł, które regularnie pojawiały się na łamach Przekroju.

Zbigniew Lengren – kim był?

Przede wszystkim Zbigniew Lengren był pionierem powojennego komiksu prasowego. Tworzył między innymi serię o profesorze Filutku i jego psie Filusiu, którą można było oglądać na łamach Przekroju. Poza tym współpracował również z wieloma innymi czasopismami, a w tym z Playboyem, Trybuną Robotniczą, czy Szpilkami. Oprócz tego ilustrował także książki. Jego prace można było oglądać między innymi w Doktorze Dolittle. Jego kariera rysownika rozwijała się znakomicie, mimo że został nim zupełnie z przypadku. Jak sam mówił – do czasopism przynosił rysunki, bo nie miał maszyny do pisania, a wydawcy wymagali maszynopisów.

Czyli ilustrator?

Właśnie tu sprawa się komplikuje. Lengren był kimś znacznie więcej, niż tylko grafikiem, czy karykaturzystą. Oczywiście za swoje karykatury otrzymał m. in. prestiżową nagrodę Złotej Szpilki, ale to nie opisuje całej jego kariery. On sam pisywał również wiersze i przede wszystkim fotografował. Wydał nawet swoją własną książkę dla dzieci. Pomagał też w teatrze i uczestniczył w tworzeniu teatru satyrycznego, programów telewizyjnych i rozrywkowych. Innymi słowy był istnym człowiekiem renesansu. Jego bliscy wielokrotnie mówili, że Zbigniew lubił zajmować się rzeczami, które stanowiły dla niego wyzwanie. Stąd taki olbrzymi zakres zainteresowań.

Jak stał się tym, kim był?

Życie Lengrena nie było usłane różami. Urodził się w Toruniu, 2 lutego 1919 roku. Jego ojciec zmarł, a jego matka ponownie wyszła za mąż za mecenasa Monne. Zbigniew ukończył gimnazjum na rok przed rozpoczęciem II Wojny Światowej. Na studia wybierał się na architekturę, niestety atak Niemców na Polskę mu w tym przeszkodził. Zamiast tego Lengren powołany został do Wojska Polskiego. Wziął udział w Kampanii Wrześniowej, podczas której dostał się do niemieckiej niewoli. Z tego powodu resztę wojny spędził w więzieniach i obozach niemieckich. Jak sam twierdził, to właśnie w jednym z więzień, strażnicy odkryli u niego artystyczny talent. Jak sam mówił – miał wtedy zagwozdkę, bo nie wiedział, „jak narysować świnię tak, żeby wyglądała, jak człowiek”. Kiedy po zakończeniu konfliktu wrócił do Polski – zamiast na architekturę poszedł studiować malarstwo na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika.

Początki kariery

Pierwszą swoją karykaturę Zbigniew opublikował już w 1944 roku, w czasopiśmie Stańczyk, a już dwa lata później rozpoczął współpracę z Przekrojem. To właśnie na łamach tego tygodnika ukazywała się seria, która doczekała się nawet pomnika w Toruniu, czyli Profesor Filutek i jego pies Filuś. Oprócz niej Lengrena publikował również krótkie satyry, które pomimo upływu czasu, nadal bawią. W 1945 roku Zbigniew rozpoczął współpracę również z czasopismami takimi jak Szpilki, Tygodnik Świat, a także z teatrami Buffo czy Komedią. Za swoje osiągnięcia otrzymał wiele nagród państwowych, a w tym Order Uśmiechu.

Profesor Filutek i jego pies Filuś

To najbardziej znana seria komiksów, które wyszły spod ręki Lengrena. Co więcej, jedna z najdłuższych. Ukazywała się przez ponad 50 lat. Zaczęła się w 1948, a zakończyła się dopiero w 2003 roku, na kilka miesięcy przed śmiercią Zbigniewa. Zasadniczo opowiada ona o przygodach profesora Filutka – dobrze ubranego jegomościa, noszącego melonik i parasolkę. Na początku był tylko on, ale w latach 60. profesor znalazł pieska i go adoptował. Czytelnicy Przekroju nadali mu imię Filuś. Od tamtego momentu zwierzak wraz z profesorem pojawiali się w każdym kolejnym wydaniu gazety i stali się pewnym jej symbolem. Doczekali się nawet kilku wydań książkowych, pomnika oraz… animacji.


Autorka: Marta Ziółkowska
Źródło zdjęć: Instagram