Współczesne spojrzenie na norweskie dramaty sprzed 139 lat. ACID SNOW [będzie jeszcze zimniej] już na deskach Teatru Polskiego we Wrocławiu.

Każdy kraj ma dzieło, które jest jak klejnot narodowego dziedzictwa. W Norwegii to dramat Henryka Ibsena pt. Dom lalki. Stworzony w 1879 roku przedstawia ówczesne problemy systemu patriarchalnego i sytuacji społecznej kobiety. Jednak reżyser Rolf Alme postanowił odświeżyć to wybitne dzieło i przedstawić je współczesnej, głównie polskiej widowni, łącząc teatralną tradycję i eksperymentalną formę.
Niezwykła prostota wizualna tego widowiska kontrastuje z wagą przedstawianych wydarzeń. Chociaż ACID SNOW [będzie jeszcze zimniej] w swojej historii zawiera oryginalny zamysł Ibsena dopieszczony odrobiną zagadki i tajemnicy, to sposób przedstawienia adaptacji zwraca uwagę no to, co naprawdę ważne.

Mimika doskonała

W wielu spektaklach rozpraszający jest ogrom scenografii, dekoracji czy przytłaczające kostiumy. Nie tym razem. Tutaj aktorzy świecili najjaśniej, bardziej niż światła. To oni zadbali o to, by widz w napięciu czekał na rozwój wydarzeń, a wizja Almego została zrealizowana. Paulina Chapko jako Nora Helmer, zagubiona kobieta w męskim świecie, przyciągała oczy niczym magnes, a jej twarz wyrażała emocje często pełne żalu i rezygnacji, pogodzenia z własnym losem. Reżyser odwołał się także do konwencji teatru greckiego, używając chóru jako przewodnika przedstawienia. I tutaj wielkie brawa dla Niny Godtlibsen (dramaturg – przyp.red.), dzięki której klasyczna teatralna dramaturgia ewoluuje, a aktorzy jako współtwórcy spektaklu zwracają uwagę bardziej na to, jak mówią niż to, co mówią. Chór złożony z siedmiu postaci, a każda z nich odgrywała w spektaklu osobną rolę, prowadził narrację, która moim zdaniem stosownie potęgowała wyrażane emocje. W różnych momentach rolę chóru odbierałam inaczej. Mówił to, czego Nora obawiała się powiedzieć na głos, poddawał w wątpliwość jej decyzje szydząc lub wspierał przytakując. Szczególną rolę wydawały się w tym odgrywać postacie Tomasza (Piotr Downar – Zapolski) i Andrzeja (Martyna Witowska). Symbolika takiego zachowania wydaje się być znajoma każdemu z nas, dlatego łatwiej było zrozumieć projekt samego reżysera. Każda z postaci dołożyła swoją cegiełkę do finalnej wersji. Jednocześnie bawiąc i szokując publiczność ironicznymi uwagami i absurdalnym humorem, uderzała w samo serce trafnością spostrzeżeń, na których budowane jest obecnie nasze społeczeństwo. Między niewypowiedzianymi wprost słowami i klasyczną opowieścią Ibsena, widz nie zapomniał, że wciąż oglądają sztukę. Użycie kamery sprawiło, że bardziej skupiałam się na tym, co za nią. Obraz zmniejszał dystans między aktorami a publiką, tworząc więź i prowokując do głębszej analizy.

W męskim świecie

Spektakl skupił się na postaci Nory, tytułowej lalki. Pojęcie to, wyjaśnione dopiero w finalnym monologu kobiety, zwraca uwagę na problemy społeczne nie tylko sprzed 139 lat, ale także współczesnego, rzekomo bardziej liberalnego świata. Dlatego Alme kieruje ACID SNOW w stronę młodej widowni (w czym pomaga zdecydowanie użycie młodych aktorów), by zwrócić ich uwagę na coraz większy powrót do dawnych przekonań. Do tego odnosi się drugi człon tytułu – [będzie jeszcze zimnej] brzmi jak groźba tego, z czym dane nam się będzie zmierzyć w przyszłości. Spektakl walczy z pojęciem kobiety, jako poddanej mężczyźnie i ocenianej według ich prawa. Tak samo jak bunt Nory przeciwko mężowi Torvaldowi ( w jednej roli Piotr Misztela i Tomasz Madej). Również jej relacje z Nielsem (Bartosz Cymbalista) czy doktorem Rankiem (Jakub Grębski) ukazywały jej niższą pozycję. Ze swoim losem bardziej wydawała się być pogodzona dawna przyjaciółka Nory, Christine (Iwona Kucharzak – Dziuda). Ale główna bohaterka, przez długi czas walcząc z samą sobą, postanowiła w końcu się uwolnić. Opuścić pozycję lalki w domu męża, wcześniej ojca. Uciec od zasad i przemocy, zakończyć los uciemiężonej.

Sztuka norweskiego reżyseria, niczym performance złożony z ruchu ciał i twarzy, czasami wręcz brutalnie uświadamiała, w jakim uprzedzonym społeczeństwie obecnie żyjemy. Pozwalała indywidualnie odebrać przekazane nam obrazy i słowa. Wizja Rolfa Almego sprawiła, że widz sam zadawał sobie pytania, w jakim świecie chce żyć. I to niezależnie od tego, na jakiej pozycji społecznej aktualnie się znajduje.


Autor: Karolina Szachniewicz
Zdjęcia: Marcin Drews

Spektakl obejrzałam dzięki uprzejmości Teatru Polskiego we Wrocławiu.