Lewis Hamilton wygrał Grand Prix Bahrajnu. W wyścigu pełnym zwrotów akcji i niespodziewanych wydarzeń, Brytyjczyk wykorzystał pecha rywali i dojechał do mety na pierwszym miejscu. Robert Kubica ukończył wyścig na szesnastej pozycji.

Weekend w Bahrajnie miał dać odpowiedź na pytanie, który zespół przygotował na ten sezon najszybszy samochód. Tor o dużo bardziej klasycznej charakterystyce, niż Albert Park w Melbourne wymagał przede wszystkim mocnego silnika.

Dramat Leclerca i Ferrari

Włoski zespół od początku weekendu prezentował szybkie tempo. Zarówno Charles Leclerc jak i Sebastian Vettel spisywali się znacznie lepiej niż ich główni rywale z ekipy Mercedesa. W kwalifikacjach Leclerc zdobył Pole Position a Vettel zajął drugie miejsce i wydawało się, że nikt nie będzie w stanie zagrozić Ferrari w wyścigu. Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna. Już na starcie Vettel wyprzedził swojego kolegę z zespołu, a następnie z Leclerciem uporał się jeszcze Valtteri Bottas.

Wydawało się, że zespół z Maranello odzyskał swoje tempo na dystansie wyścigu. Bottas nie był w stanie utrzymać za sobą Monakijczyka i spadł na trzecie miejsce. Kilka okrążeń później, Leclerc wyprzedził również Vettela i odzyskał pozycję lidera.

Ferrari kontrolowało wyścig mając swoich kierowców na pierwszych dwóch miejscach. Kłopoty zaczęły się po drugim pit stopie. Hamilton znacznie zbliżył się do jadącego na drugim miejscu Vettela i zdołał go wyprzedzić. Chwilę później bolid Niemca obrócił się, a kilka zakrętów dalej stracił przednie skrzydło i nie miał już szans na dobry wynik.

Leclerc kontrolował wyścig, jadąc bardzo dobrym tempem i z komfortową przewagą, aż do momentu, gdy na 45. okrążeniu zaczął mieć problemy z silnikiem i nie mógł osiągać wysokich prędkości na prostych. Wykorzystał to Hamilton, który szybko odrobił stratę i bez problemu wyprzedził kierowcę Ferrari. Kilka okrążeń później to samo zrobił Valtteri Bottas. Leclerc utrzymał miejsce na podium, dzięki samochodowi bezpieczeństwa, który wyjechał na tor w samej końcówce wyścigu. W innym przypadku Monakijczyk straciłby jeszcze jedno miejsce na rzecz Maxa Verstappena. Było to jego pierwsze podium w karierze, ale z pewnością zasłużył dziś na zwycięstwo. Vettel ukończył wyścig na piątej pozycji.

Bottas jednak nie taki szybki

Po zdecydowanym zwycięstwie Valtteriego Bottasa w Grand Prix Australii eksperci zastanawiali się czy Fin będzie w stanie nawiązać walkę z Lewisem Hamiltonem na dystansie całego sezonu. Wyścig w Bahrajnie pokazał jednak, że Bottasowi jeszcze sporo brakuje. Świetny start sprawił, że znalazł się na drugiej pozycji. Szybko stracił miejsce na rzecz Leclerca, a kilka okrążeń później popełnił błąd, co wykorzystał Hamilton. Fin miał znacznie gorsze tempo wyścigowe od swojego kolegi z zespołu i prawdopodobnie zakończyłby zawody na czwartym miejscu, jednak problemy Ferrari sprawiły, że dojechał do mety na drugiej pozycji. Bottas jest liderem klasyfikacji generalnej, ale jeśli w kolejnych wyścigach będzie się prezentował tak jak w Bahrajnie, trudno sobie wyobrazić żeby był w stanie walczyć o tytuł mistrza świata.

Co się stało z Renault?

Kierowcy Renault po problemach w sesji kwalifikacyjnej jechali bardzo dobry wyścig. Nico Hulkenberg startując z siedemnastej pozycji miał szansę nawet na szóste miejsce, jednak w samej końcówce wyścigu jego bolid uległ awarii. Kilka metrów dalej swój samochód musiał zaparkować Daniel Ricciardo, ponieważ przestała działać elektryka. Do mety nie dojechał również Carlos Sainz, którego McLaren również jest napędzany silnikiem Renault. Jednostka napędowa francuskiego zespołu poprawiła osiągi, jednak wyraźnie pojawia się problem z awaryjnością. Ricciardo i Hulkenberg zaprezentowali świetne tempo wyścigowe, ale jeśli samochód nie będzie dojeżdżał do mety, postępy w osiągach nie będą miały znaczenia.

Williams znowu na końcu

W zespole Williamsa, weekend w Bahrajnie przyniósł kolejne problemy. Bolidy były ustawione tak samo jednak prowadziły się zupełnie inaczej. Robert Kubica miał ogromne problemy z dociskiem i nie był w stanie dorównać tempem swojemu koledze z zespołu – George’owi Russelowi. Dopiero w kwalifikacjach, Polak mógł jechać nieco szybciej, jednak na swoim ostatnim okrążeniu pomiarowym stracił element przedniego skrzydła i nie poprawił swojego czasu. Do wyścigu ruszał z dwudziestego pola.

Kubica zaliczył dobry start i po pierwszym zakręcie awansował na siedemnaste miejsce. Długo utrzymywał się przed Russellem, jednak po drugim pit stopie był już wyraźnie wolniejszy od Brytyjczyka. Ostatecznie ze stratą dwóch okrążeń do lidera, ukończył wyścig na szesnastej pozycji. Nie miał tylu przygód co w Australii, jednak nie może być zadowolony z tego jak spisuje się bolid Williamsa.

Sytuacja zespołu jest trudna i nie wygląda na to żeby miała się poprawić. Światełkiem w tunelu może być powrót Patricka Heada. Inżynier, który przez lata był jedną z najważniejszych postaci Williamsa, będzie nadzorował prace nad ulepszeniami w fabryce. Trudno się jednak spodziewać, że Kubica i Russell będą w stanie nawiązać walkę z przeciwnikami już w najbliższych wyścigach.

Świetny występ Norrisa, rozczarowujące tempo Haasa

Lando Norris od początku sezonu imponuje. Debiutant awansował do trzeciej części kwalifikacji w Australii i udało mu się powtórzyć ten wyczyn w Bahrajnie. Tym razem Brytyjczyk przełożył dobry występ w kwalifikacjach na wyścig. Nie popełniał błędów i prezentował dobre tempo co pozwoliło mu na zajęcie szóstego miejsca. Norris skorzystał z awarii bolidów Renault, oraz swojego kolegi z zespołu – Carlosa Sainza, jednak jest to dla niego świetny wynik i dobry prognostyk na przyszłość.

Jednym z największych rozczarowań Grand Prix Bahrajnu było tempo wyścigowe bolidów zespołu Haas. Kevin Magnussen i Roman Grosjean na pojedynczym okrążeniu byli w stanie rywalizować nawet z Red Bullem, jednak wyścig sprowadził na ziemię obu kierowców. Grosjean uszkodził bolid w pierwszym zakręcie i musiał zjechać do alei serwisowej żeby naprawić uszkodzenia. Po długiej jeździe w ogonie stawki, Francuz ponownie pojawił się u swoich mechaników, jednak tym razem nie wrócił już na tor.

Po problemach z chłodzeniem silnika, dobry wyścig przejechał Kimi Raikkonen. Fin był w stanie utrzymać dobre tempo na dystansie całego wyścigu i przejechał przez linię mety na siódmej pozycji. Alfa Romeo miała przed sezonem spore oczekiwania. Nie są najszybszym zespołem środka stawki, jednak Raikkonen z pewnością spełnia pokładane w nim nadzieje.

Liderem klasyfikacji generalnej pozostał Valtteri Bottas, jednak ma już tylko punkt przewagi nad Lewisem Hamiltonem. Trzecie miejsce zajmuje Max Verstappen. Szóste miejsce Lando Norrisa oznacza, że Willams pozostał jedynym zespołem, który nie zdobył jeszcze punktów w tym sezonie.


Autor: Grzegorz Krawczyk
Zdjęcie: Twitter