Szeptucha to słowiańska znachorka, która dawniej zajmowała się kontaktem z bogami i leczeniem pomniejszych chorób. Dziś niestety nie natrafimy na kobiety o tej profesji ze względu na to, że Mieszko I przyjął chrzest, przez co nasze rodzime wierzenia zostały wyparte przez wszechobecne chrześcijaństwo… Co by było jednak, gdyby Mieszko zamiast pokornie przyjąć obcą religię, porwał Dobrawę i wytrwał w słowiańskiej wierze? O tej alternatywnej rzeczywistości opowiada książka pt. Szeptucha.

Książki o starych religiach już od dłuższego czasu brylują na szczytach list popularności. Dziecko Odyna, Percy Jackson czy Amerykańscy bogowie... wszystkie te tytuły dosłownie opierają się na różnych mitologiach. Długo jednak nie można było znaleźć niczego, co poruszałoby tematykę naszych rodzimych bogów i ich historii. Jakiś czas temu uległo to jednak uległo, kiedy na półkach księgarni pojawiła się powieść Katarzyny Bereniki Miszczuk pt. Szeptucha.

Seria Kwiat paproci w cyferkach

Szeptucha to pierwszy z czterech tomów spod serii zatytułowanej Kwiat paproci. Aż trzy z nich otrzymały tytuł fantastyki roku w plebiscycie lubimyczytać.pl. Tylko drugi tom nie dostał tego wyróżnienia, ale w roku swojego wydania przegrał… z Szeptuchą, czyli pierwszym tomem tejże serii.

No dobrze, ale o czym to jest?

Cała seria Kwiatu paproci rozgrywa się w świecie, w którym Mieszko I nie przyjął chrztu, a Polska po dziś dzień została krajem pogańskim. Nie dajmy się jednak zwieść opisowi – Szeptucha to nie jest typowa książka fantasy, podążająca losami bohaterki, której zadaniem zostało odnalezienie kwiatu paproci. Chociaż owszem, Gosia rzeczywiście dostała takie zadanie. Fabuła jednak skupia się bardziej na odkrywaniu przed czytelnikami świata słowiańskich bogów no i romansu, który zdaje się być głównym wątkiem historii.

Ale kwiat paproci…

Gosława, a może raczej Gosia, to główna bohaterka, którą można zarówno kochać, jak i nienawidzić. Przywiązana do cywilizacji, młoda lekarka, która panicznie boi się robaków i jest hipochondryczką to najwyraźniej przepis na komedię, bo nie raz śmiałam się z jej zachowania. Szczególnie, że los rzucił ją w ostatnie miejsce, do którego dziewczyna chciałaby jechać – na staż do szeptuchy. Starej baby, która zajmuje się, w oczach Gosi dość wątpliwej jakości, ziołolecznictwem i naciąganiem wieśniaków… to jest sprzedawaniem różnych czarów miłosnych. Albo takich na potencję. Szczerze mówiąc, na jej miejscu też bym była sceptyczna.

Może jednak jakaś recenzja?

Szczerze mówiąc, o jednoznaczną opinię jest mi dość trudno, bo… zwiodły mnie wybory książki roku na lubimyczytać.pl. Przesilenie, czyli czwarty tom serii, jest bowiem zakwalifikowane jako najlepsza fantastyka roku 2018, a według mnie to dość niezasłużona nagroda. Zanim jednak przejdę do wyjaśnienia, chciałabym omówić kilka podstawowych rzeczy. Powieść napisana jest dość prostym, przystępnym językiem. Opisy są obrazowe, sama mitologia ciekawa, a akcja… No właśnie. Akcja jest tam, gdzie trzeba, ale jest jej raczej niewiele w porównaniu do procentowej zawartości romansu w fabule. No i tu się zaczyna problem. Seria Kwiat paproci to raczej dość typowy przedstawiciel gatunku romansów, z fantasy w tle. Nie fantastyka. Dlatego gdybym kupiła ją, jako romans – byłabym zachwycona. Gdybym chociaż spojrzała na okładkę, zamiast wybrać ją, bo była na przecenie – pewnie nie miałabym problemu. Niestety nie zrobiłam ani jednego ani drugiego, przez co nie potrafiłam się nią do końca cieszyć, czekając, aż skończy się, niekończący się wątek miłosny…


Autorka: Marta Ziółkowska
Źródło: Instagram