Liverpool FC pokonał w rewanżowym spotkaniu FC Barcelonę 4:0! Tym samym odrobił starty z pierwszego meczu i cały dwumecz wygrał 4:3. Dzięki temu Anglicy zagrają drugi raz z rzędu w finale Ligi Mistrzów.

W zdecydowanie lepszych nastrojach do spotkania podchodzili zawodnicy FC Barcelony. Katalończycy mieli bowiem trzybramkową zaliczkę z poprzedniego meczu. Dodatkowo w Liverpoolu nie mógł zagrać Mohamed Salah, który doznał kontuzji w spotkaniu ligowym z Newcastle.

Liverpool, aby mieć nadzieję na awans musiał jak najszybciej strzelić bramkę. Z zadania wywiązał się wyśmienicie ponieważ już w 7. minucie na listę strzelców wpisał się Divock Origi. Belg dobił strzał Jordana Hendersona, który wcześniej otrzymał otwierające podanie od Sadio Mane. Warto zaznaczyć jak wielki błąd popełnił w tej akcji Jordi Alba. To właśnie od jego podania do Mane rozpoczęła się bramkowa akcja The Reds.

Katalończycy wiedzieli, że kolejna bramka dla Liverpoolu może wprowadzić w ich szeregi niepotrzebną nerwowość, dlatego natychmiastowo rzucili się na bramkę gospodarzy. Ich ataki były jednak nieskuteczne. Zawodnicy Ernesto Valverde albo nie potrafili trafić w światło bramki, albo na linii dobrze interweniował Allison.

Tuż przed przerwą swoich sił próbował jeszcze Lionel Messi. Argentyńczyk uderzył zza pola karnego, ale piłka przeleciała obok prawego słupka. Do szatni Liverpool schodził zatem z jednobramkowym prowadzeniem i do dogrywki brakowało mu jeszcze dwóch goli.

Starty te odrobili jednak niesamowicie szybko. Ten kto musiał dłużej czekać w przerwie na stadionowe piwo lub zatrzasnął się w toalecie mógł pluć sobie w brodę. W zaledwie dwie minuty Georginio Wijnaldum doprowadził całe Anfield Road do ekstazy. Holender najpierw dobrze odnalazł się w polu karnym Barcelony, a następnie najwyżej wyskoczył do uderzenia głową. Taki wynik oznaczał dogrywkę, ale patrząc na Liverpool można było się domyślać, że gracze Jurgena Kloppa nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa. Warto tutaj dodać, że niemiecki szkoleniowiec wprowadził Wijnalduma właśnie na drugą połowę.

To co stało się w końcówce spotkania przebiło jednak wszystko. Liverpool mając rzut rożny wykorzystał fakt, że sędzia nie kazał czekać na swój gwizdek. W pole karne szybko zagrał Trent Alexander-Arnold, a przytomnie zachował się jedynie Origi, który dobił bezradną Barcelonę.

Więcej bramek kibice na Anfield już nie zobaczyli. Liverpool wygrał 4:0 i tym samym odprawił Barcelonę z kwitkiem. Teraz Anglicy mogą już szykować się do finału rozgrywek w Madrycie, gdzie zagrają z kimś z pary Ajax Amsterdam – Tottenham Hotspur.


Liverpool FC – FC Barcelona 4:0 (1:0)
Origi 7′ 79′
Wijnaldum 54′ 56′

Liverpool: Allison – Alexander-Arnold, Matip, van Dijk, Robertson (45 Wijnaldum) – Henderson, Fabinho, Milner – Shaqiri (90 Sturridge), Mane, Origi (85 Gomez).

Barcelona: ter Stegen – Alba, Lenglet, Pique, Roberto – Vidal (75 Melo), Busquets, Rakitić (80 Malcom), Coutinho (60 Semedo) – Suarez, Messi.


Autor: Łukasz Leski
Zdjęcie: instagram.com