Po sukcesie Somy 0,5
Taco bez duetu walczył, lecz go ciągnie mocno w dół
I nim uderzycie wszyscy z nienawiścią pięścią w stół
Ja w nawijce wam wyjaśnię, co w tej Café Belga spsuł.

Zainspirowany naszym redakcyjnym MC
Co podobną reckę sklecił dla wrocławskich dzielnic 
Postanowiłem podejść do tematu bez górnolotnej treści
Zrobić nawijkę o tym, co ten Hemingway znów sklecił
Co poszło, a co nie i zmieścić to w jego konwencji
Wy wszyscy piszcie na poważnie, my bawimy się tym.

– Czy on żyje w prawdziwym świecie w ogóle jeszcze?

Skupcie się proszę na moment
To szósty solowy Taco*
I uznał, że koniec omert
Próbuje wszystkim pokazać
Że jego życie różowe
Jest pełne kłopotów
Że w sławie widzi swój problem

EPka przez to jest całkiem nierówna
Bo choć bity w niej to atrakcja główna
Znowu zamietli tu Borucci oraz Rumak
To warstwa tekstowa się wydaje wtórna

– Czy sława, poklask, nie jest przeceniana przez ludzi, którzy jej nie zaznali?
– No jest, no pewnie, że tak.
– A to nie jest dziwne, że się brukowce za ciebie jeszcze nie zabrały?

Ona leży nago i to wieść jest zbędna
Żyłem nadzieją, że ta epka będzie ciut mądrzejsza
Że mniej frustracji się pojawi na tych sprytnych wersach
Że Taco będzie pisać z sercem, a nie dla jej serca
Bo w Cafe Belga się wyróżnia pewna dziewczyna
Choć nie wiadomo czy to ona Taco da syna
Plotkami huczą główne strony w dużych serwisach
Nie jest geniuszu oznaką, że w tekście to przewidział

Mam przeczucie, że ta Cafe Belga ma dwie części
Tę pierwszą ciężką, co ma wryć się głęboko w pamięci
Co niby jest na niby, ale jest w niej dużo chęci
By młodszym fanom rzucić trochę lepszej treści

(I być przy tym mniej ordynarnym od tekstu z eski
Choć mam wrażenie, że go Kubrick ciut za mocno kręci)

A w drugiej olał trasę koncertową i z tej trasy skręcił
Ważniejsze stały się w niej niedostępne abonentki
Znów trochę wizją brudnej stolicy ponęcił
I posmucił, że koniec jest prędki

– Wróćmy jeszcze do tej sławy trochę…

Upłynęło tyle lat
Nie wiem kiedy to minęło nawet
A to wszystko brzmi mi tak
Jakby on się nie rozwijał wcale.

Trójkąt Warszawski 2 – wielu tak głosi w necie
Lecz w dwa-osiemnaście to już po prostu nie przejdzie
Bo Fiji to tak naprawdę świat jest WFem
I niezbyt sensowne jest Dwa-Zero-Trzy-Jeden
I mimo niejednej starannej metafory
Czasem z tego wychodziły demony
Bo w sumie to żaden z niego Modigliani
I jak mieli wyciąć go z głównej roli skoro w Marmurze dopiero chciał grać w niej?

-[…]Trudno nie odnieść wrażenia, że cię rzucało po świecie dość mocno…

Choć ta płyta jest o bagnie
To fałszywie brzmi mi „Taco na dnie”
I nie kupię tego nagle
Że problemów ma on całą masę
Jest to wszystko zbyt nachalne
Trochę smutne, bardziej miałkie
Miało być dość oryginalnie
Ale wyszło dość nieskładnie.
Jednak chce mu się biadolić jaki Taco biedny
Szkoda, że swym słowom nie jest już zbyt wierny.


*Tunarzywo nie wliczam w pulę, chodzi o płyty


Autor: Michał Mielnik