O spotkaniu z Taco Hemingwayem i jego fenomenie pisze Patrycja Duda.

W nocy z 2 na 3 listopada Filip Szcześniak, czyli Taco Hemingway, opublikował swojego pierwszego longplaya – Marmur, niespełna dzień przed początkiem zaplanowanej trasy koncertowej o tym samym tytule. Tydzień po opublikowaniu albumu piosenka tytułowa ma już sporo ponad milion wyświetleń. Miałam przyjemność być na drugim koncercie z trasy, w bardzo klimatycznym łódzkim klubie Wytwórnia. Nieprzypadkowo pierwszy koncert odbywał się w Gdańsku – akcja całego albumu toczy się w Trójmieście i opowiada o pobycie bohatera w jednym z hoteli o tajemniczej nazwie Marmur.

Album to zbiór utworów tworzących spójną opowieść o Szcześniaku, który mimowolnie zostaje zameldowany w hotelu, a jego spokój zaburza tajemnicza postać – brodacz, z którym dzielił wagon w pociągu relacji Warszawa-Trójmiasto. To tak naprawdę jedyne informacje, które podaje Taco po opublikowaniu albumu. Artysta jest znany z tego, że nie opowiada o sobie za dużo.

Sam koncert był tylko w części poświęcony Marmurowi. Hemingway przepraszał fanów, że płyta została wydana tak późno. Nie przeszkodziło to jednak artyście w zrobieniu świetnego show: mieszanka bardzo dobrze znanych rapów z mini albumów: Wosk, Umowa o Dzieło i Trójkąta warszawski, a także świeże piosenki z albumu Marmur, zapewniła niesamowity klimat wieczoru.

Kiedy na scenie pojawił się Taco i jego producent muzyczny Rumak, tłum jak zahipnotyzowany podążał wzrokiem i ustami za raperem. Obaj panowie stworzyli fantastyczny klimat. Teksty wcale nie są łatwe, a słuchając utworów na żywo zastanawiałam się, czy to aby nie playback, ponieważ wykonania były prawie idealne. O klasie artysty świadczy dodatkowo to, że w momencie awarii, jak gdyby nigdy nic, zaśpiewał fantastycznie a capella. To był jeden z nielicznych koncertów na których byłam, gdzie kontakt z publicznością był aż tak duży, zupełnie niewymuszony, naturalny. I to również sprawiło, że koncert był wyjątkowy. W momencie śpiewania piosenki Żywot Filip poprosił o zgaszenie świateł. Ciemność spotęgowała nastrój i klimat intymności między Taco a jego słuchaczami. Jak śpiewa sam: „przychodź na koncerty. Zależy mi, byś znał te teksty jak się zna kolędy.” I tak właśnie było – cała sala śpiewająca rozkład warszawskiego metra w utworze Następna stacja wywołała prawdziwy efekt wow!

Nie jestem wielką fanką rapu, tak jak wiele innych osób, które zauroczyły się Taco. Na czym polega fenomen artysty, którego pseudonim obecnie zna większość osób: od nastolatek aż po ludzi w wieku moich rodziców?

Przede wszystkim teksty – inteligentne i bardzo prawdziwe. Każdy dwudziestoparolatek walczył z problemami opisywanymi przez Taco albo był świadkiem zdarzeń, o których śpiewa. Jego spojrzenie na świat – nieidealny i pełen wewnętrznych frustracji ludzi z pokolenia Y – przyciąga słuchaczy, skłaniając do głębszej refleksji na temat słów jego utworów.

Taco jest artystą kompletnym, bardzo przekonującym. Lubiłam go za styl, podejście do świata i przede wszystkim za muzykę. Po koncercie lubię go jeszcze bardziej: za to, jak traktuje swoją widownię, za szacunek do odbiorców, ale także za to, że pozostawił mnie z lekkim niedosytem.

Dodanie, że we Wrocławiu odbędą się aż trzy koncerty z trasy, a na żaden z nich nie ma już biletów, jest tylko potwierdzeniem tezy, że Taco Hemingway to jeden z najciekawszych artystów ostatnich lat w Polsce. Co więcej, cieszy się on coraz większym zainteresowaniem, co po koncercie w Łodzi już mnie w ogóle nie dziwi.

Autor | Patrycja Duda

  • Zdjęcia | Patrycja Duda
Patrycja Duda na koncercie, ze swoimi towarzyszami
Patrycja Duda na koncercie, ze swoimi towarzyszami