Ćwierćfinały Ligi Mistrzów za nami. W meczach rewanżowych nie zabrakło przede wszystkim bramek, których trochę brakowało w pierwszych meczach. W półfinałach znalazły się: FC Barcelona, Ajax Amsterdam, Liverpool FC oraz Tottenham Hotspur. 

18 bramek bramek padło w czterech spotkaniach rewanżowych ćwierćfinałów Ligi Mistrzów. To aż trzy razy więcej niż miało to miejsce w pierwszych meczach. Fakt ten będzie jednak mało pocieszający dla obu ekip z Manchesteru oraz dla zespołów FC Porto i Juventusu, które już na tej fazie rozgrywek musiały pożegnać się z najbardziej prestiżowymi rozgrywkami w Europie.

To jeszcze nie ten czas

Po odejściu Jose Mourinho Manchester United przeszedł ogromną metamorfozę. Przyjście na Old Trafford Ole Gunnara Solskjaera spowodowało, że gra Czerwonych Diabłów zaczęła w końcu cieszyć oko kibiców. O ile na Premier League to jeszcze starcza, tak w starciu z FC Barceloną Manchester nie miał szans. Po porażce u siebie 0:1, Paul Pogba i spółka musieli dokonać wręcz niemożliwego, bowiem w tym sezonie Katalończycy przegrali na Camp Nou tylko raz. Cudu jednak nie było. Już po 20 minutach Leo Messi miał na koncie dwa trafienia. W drugiej połowie rywali dobił Coutinho, ustalając tym samym wynik dwumeczu na 4:0.

Młodzi dali lekcję futbolu

Zdecydowanym faworytem w parze Ajax Amsterdam – Juventus byli turyńczycy. Pierwszy, zremisowany 1:1 mecz w stolicy Holandii pokazał jednak, że młodzież Ajaxu nie pozostaje bez szans, a może sprawić kolejną sensację. Tak też się stało, chociaż ich fani musieli uzbroić się w cierpliwość. Pierwszego gola strzelili bowiem gospodarze, a konkretnie Cristiano Ronaldo. Radość Juventusu nie trwała jednak długo. Kilka minut później swoim trafieniem odpowiedział Donny van de Beek. Ajax z każdą minutą nabierał rozpędu. Stara Dama była bezradna, co w końcu przerodziło się w stratę drugiej bramki. Tym razem na listę strzelców wpisał się Matthijs de Ligt. Dla Juventusu to był nokoaut. Ajax wygrał i tym samym odprawił kolejnego faworyta z kwitkiem. Po tym meczu na pewno można powiedzieć jedno: W Ajaxie nie grają chłopaki, tam grają młode wilki.

Jedni atakowali, drudzy strzelali

W rewanżu FC Porto nie sprawiło niespodzianki i nie odrobiło strat do Liverpoolu. Anglicy nie dali żadnych szans Portugalczykom ogrywając ich aż 4:1. Dla The Reds strzelali Sadio Mane, Mohamed Salah, Roberto Firmino oraz Virgil Van Dijk. Honorową bramkę dla Smoków zdobył Eder Militao. Wynik nie oddaje jednak do końca przebiegu spotkania. Gospodarze oddali bowiem 20 strzałów na bramkę Liverpoolu, z czego osiem było celnych. Z kolei zawodnicy Jurgena Kloppa zaledwie pięć razy posłali piłkę w światło bramki. Jak widać Anglicy byli wręcz do bólu skuteczni. Pozwoliło im to po raz drugi raz rzędu zameldować się w półfinale Ligi Mistrzów.

Grad goli w Manchesterze

Ten kto się spóźnił na to spotkanie może pluć sobie w brodę, ponieważ już w 21. minucie gry Manchester City prowadził z Tottenhamem… 3:2. Po pierwszym spotkaniu, w którym londyńczycy wygrali 1:0 nikt się raczej nie spodziewał takiego festiwalu bramek. Wynik otworzył najpierw Raheem Sterling, następnie dwukrotnie odpowiedział mu Heung-Min Son, a ponowne prowadzenie Obywatelom przywrócił Bernardo Silva razem ze Sterlingiem. Po zmianie stron gospodarze dążyli do zdobycia czwartej bramki, która dałaby im awans do półfinału. Cel udało się zrealizować Kunowi Aguero, po świetnej asyście Kevina de Bruyne. Tottenham podniósł się jednak po tym ciosie. Do bramki Edersona trafił tym razem Fernando Llorente. Bramka Hiszpana była dość kontrowersyjna, ponieważ piłka trafiła go w rękę, ale sędzia po obejrzeniu powtórki nie dostrzegł złamania przepisów. W prawdziwą euforię kibiców wprawił w doliczonym czasie znowu Sterling. Radość nie trwała jednak długo. Podający do niego Aguero był bowiem na spalonym, co po konsultacji z VARem odgwizdał arbiter spotkania. City wygrało mecz 4:3, ale nie dało im to awansu do półfinału. O ich losie zadecydowały bramki na wyjeździe, których więcej miał zdobytych Tottenham.


Autor: Łukasz Leski
Zdjęcie: instagram.com