Na poważnie rozważasz wyjazd do Gaziantepu? Nie boisz się o swoje życie? Jesteś szalona, ja bym nigdy… – słysząc tak „pozytywne” nastawienia od niemal każdej osoby ze swojego otoczenia, nie mogę powiedzieć, że się nie bałam wybrać do tureckiego miasta, położonego zaledwie 50 km od granicy z Syrią. Ale chęć obalenia stereotypów zwyciężyła.

Chyba tym razem ucieczkę od rzeczywistości można uważać za udaną. Bo uciec za 3000 km to już jest coś. Można byłoby nazwać tę podróż „Lot donikąd” – do ludzi, których się nie widziało, kultury, której się nie zna, języka, w którym się nie rozmawia. Jednak południowa Turcja, zaskoczyła, bardzo. W ciągu tygodnia udało się zwiedzić nie tylko Gaziantep, ale też doświadczyć stopą brzegów rzeki wypływającej z Edenu – Eufrat (Biblia, Rdz 2,14) i zobaczyć dawne miasteczka: Halfeti i Birecik. Oto 7 nieprzeciętnych rzeczy, które doświadczyłam w podróży.

Nietypowa kuchnia

Jest jedno tureckie słowo, którego warto się nauczyć przed przyjazdem w Gaziantep – fıstık (pistacje). W tym mieście się znajduje około 180 cukierni produkujących najlepszą na świecie baklawę z pistacjami. Poza tym, wyjątkowo tu robi się pistacjową kawę. 

Tureckie słodycze

– Vegans are not welcome in Turkey – rzucił mi żartobliwie Turek, i miał rację. Na południu Turcji nawet kurczaka nie traktuje się jako mięso, więc prawie zawsze dostawałam posiłki… z kurczakiem, mimo tłumaczenia po raz setny:

– nie umrę jak nie zjem kurczaka, albo innego mięsa!

Pistacjowa kawa

 Trudności językowe

– Ręce już mnie bolą od gadania po turecku – śmiała się Rumunka. Jeśli w Stambule jest normalne spotkać osobę, która mówi po angielsku, to w Gaziantepie prawie płakałam ze szczęścia, kiedy trafiałam na osobę, która rozumiała podstawowe: „How much? How can I get there? What is time…” Przez cały tydzień spotkałam zaledwie trzy takie osoby.

Odcięcie od zachodniej kultury

Podczas przygotowania projektu chciałam sprawdzić kilka rzeczy w Wikipedii… która się nie wyświetlała, jak mi się wydawało, przez wolny internet. Rzuciłam śmieszne „no nie, nawet Wikipedia nie pracuje w tym kraju!”. Okazało się, że jest zakazana. W tym, wszystko, co się pokazuje w telewizji – wiadomości, seriale, filmy, czy muzyka, jest tureckiej produkcji.

Telewizja kontra świat

Praca przeciętnego mieszkańca Gaziantepu i okolic kończy się o godz. 18:00 i wtedy kończy się życie mieście. Zamiast przyjacielskich wyjść na kolację, imprezę czy do kina, Turcy wolą oglądać świat w telewizorze. Jest on cały czas włączony.

Znalezienie ceny

Znaleźć chociaż jakiś cennik w sklepie, na targowisku czy menu w knajpie – to już jest niebywały sukces. W przypadku jego braku, następuje długa i prawie że jednostronna negocjacja cen, dlatego że – patrz punkt „Trudności językowe”.

Łapanie stopa po turecku

Jako doświadczona autostopowiczka, myślałam że w Turcji też się powiedzie. Dlaczego nie. Po raz koleny – patrz punkt „Trudności językowe”, kierowcy po prostu podrzucali mnie i znajomych do autobusów, dogadując się po swojemu z ich kierowcami. Zdarzyło się też, że jednak udało się nam i podrzucono nas do Halfeti…, które sie okazało nie tym Halfeti, do którego zmierzaliśmy. A jak już trafiliśmy do celu końcowego, na pytanie, kiedy jest autobus powrotny, otrzymaliśmy nieoczekiwaną odpowiedź: jutro.

Ruch drogowy

Jazda po autostradzie tylem do kierunku jazdy? Parkowanie na środku drogi? Sygnalizacja całemu światu, że się stoi w korku w Gaziantepie? Jak widać, trzeba mieć supermoc, żeby prowadzić samochód w Turcji.

– Słychać strzały?
– Nie.
– Dużo jest armii w mieście?
– Nie widziałam żadnego żołnierza.
– Nie boisz się sama wychodzić na spacer?
– Nie, czasami dziwnie patrzą, ale to głównie przez odzież i krótkie włosy.

Czyli nic śmiertelnego. Znajdowanie się tak blisko granicy z Syrią wydaje się niebezpieczne tylko dla ludzi, którzy nigdy nie przełamią blokady między wygodną kanapą w domu, a spotkaniem z nieznanym.


Autor: Zlata Veresniak
Zdjęcia: Zlata Veresniak