Mówią, że jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. Twórcy Light Camera L16 nie wzięli sobie tego powiedzenia do serca. Ich podręczny aparat składa się z 16 obiektywów o odmiennych parametrach. Dlaczego jest ich aż tyle?

Nie tak dawno internetową sensacją stał się Huawei P20 Pro ze swoimi trzema obiektywami. Usta krytyków zostały jednak zamknięte w momencie pierwszych porównań fotograficznych, gdzie propozycja Chińczyków niejednokrotnie górowała nad Iphonem X i Samungiem Galaxy S9+. Co do zaoferowania ma Light Camera L16, w której rejestratorów obrazu jest jeszcze więcej?

Siła algorytmów czy algorytm siły?

Aby 16 obiektywów mogło się zmieścić, urządzenie musiało nabrać słusznych rozmiarów

Na Light Camera L16 składa się 16 obiektywów. 5 z nich o ogniskowej 28 mm służy do zdjęć szerokokątnych ze światłem f/2.0. Kolejne 5 mających 70 mm ma pomagać przy codziennych fotografiach o jasności f/2.0. 6 obiektywów 150 mm ze światłem f/2.4 pomaga przy zbliżeniach, dając na trzykrotny bezstratny zoom optyczny. Tak wiele podzespołów sprawiło, że urządzenie ma 2,5 centymetra grubości. Całość waży 435 gramów, przy czym wspomniany Huawei P20 Pro to 180 gramów, a kompaktowe aparaty cyfrowe mają od 200 do 350 gramów z baterią.

Najważniejsze jest jednak to, co oprogramowanie potrafi wypracować z połączenia tych modułów. Dzięki algorytmom oraz liczbie obiektywów można płynnie przechodzić pomiędzy parametrami i zrobić zdjęcie o ogniskowej od 40 do 150 mm, jeśli mamy taką potrzebę. Daje to większą elastyczność, niż ma to miejsce w przypadku jakiegokolwiek smartfona. L16 potrafi także zrobić zdjęcie wielkości 13 megapikseli po skompresowaniu, przy czym istnieje opcja wykonania fotografii mającej 52MPx, jednak z gorszą rozpiętością tonalną.

Pytanie: po co?

Taki aparat jest raczej pokazem możliwości technologicznych i sprytnego algorytmu. Nie zastąpi podręcznego aparatu cyfrowego, bo zoom jest wyłącznie cyfrowy. Zabrakło także tak podstawowej funkcjonalności, jak optyczna stabilizacja obrazu. Nie zastąpi też smartfona pod względem poręczności – choć L16 napędza procesor Snapdragon 820 i Android, nie można z niego korzystać jak z telefonu. Jeśli chcemy przesłać zdjęcia na telefon, musimy najpierw przerzucić do autorskiej aplikacji Light do retuszu. Nawet jeśli ktoś miałby korzystać z ogniskowej 150 mm, to z reguły chciałby mieć to zdjęcie w dobrej jakości. Skorzysta więc z eksperckiego obiektu. Możliwości nie uzasadniają też prawie 2000 dolarów, jakie przyjdzie zapłacić za ten eksperyment. Jest to pokaz możliwości i wiele wskazuje na to, że Light podejmie współpracę z producentami z rynku smartfonów, by zaimplementować rozwiązania z L16. Sam sprzęt raczej nie ma przyszłości na rynku, ani jej nie zapowiada.


Autor: Michał Mielnik
Zdjęcia: Materiały producenta