Reżyser David Shore wyspecjalizował się w opowieściach o genialnych i aspołecznych doktorach. Serial The Good Doctor to kolejna pozycja o zmaganiach lekarza ze swoimi słabościami z fascynującymi medycznymi przypadkami w tle.

Zapewne każdy z nas oglądał kiedyś Dr House’a. Historia charyzmatycznego, aczkolwiek aspołecznego, cynicznego i sarkastycznego doktora podbiła serca widzów na całym świecie. Pamiętam czasy dość już odległe, gdy chodziłam do gimnazjum, a w każdy czwartek około godz. 21 na TVP 2 były transmitowane dwa odcinki tego serialu. Połowa Polski wtedy na nie czekała! Program Drugi Telewizji Polskiej po raz kolejny zdecydował się na pokazanie swoim widzom obrazu o tematyce medycznej w reżyserii Shore’a. I tym razem główną postacią został szalenie inteligentny, ale społecznie nieprzystosowany lekarz. Obie produkcje łączy zatem bardzo wiele, ale czy The Good Doctor dorównuje poziomem swojemu uznanemu poprzednikowi?

Dr Shaun Murphy ma autyzm i zespół sawanta, czyli rzadko spotykany stan, gdy osoba z zaburzeniami rozwoju jest wybitnie uzdolniona, co jest zazwyczaj połączone z doskonałą pamięcią. To znaczy, że Shaun recytuje książki z pamięci i był prymusem na studiach, ale nie radzi sobie w kontaktach międzyludzkich. Chce być chirurgiem, ale ze względu na trudności z komunikowaniem, wiele osób jest mu nieprzychylnych. Przez to musi zmierzyć się nie tylko ze swoimi ograniczeniami, ale też udowodnić, że zasługuje na miejsce rezydenta w szpitalu św. Bonawentury w San Jose.

Oswajanie z autyzmem

Co ciekawe, media coraz częściej podejmują temat autyzmu, nie tylko w kontekście szczepień. Sam Gardner, główny bohater Atypowego Netflixa także borykał się z tą przypadłością. I o ile nastolatek miał spore problemy z przystosowaniem, tak w serialu możemy obserwować kolejne próby i starania Shauna, aby lepiej funkcjonować w społeczeństwie. Chłopak jest samodzielny i pomimo traumatycznych wydarzeń z dzieciństwa, radzi sobie nie najgorzej. Oprócz jego perypetii osobistych, możemy oglądać także procesy leczenia ciekawych przypadków medycznych. Pojawiają się głosy, że przedstawiane diagnozy czy sposoby przeprowadzania operacji są trochę naciągane, ale przecież nie chodziło o stworzenie filmu dokumentalnego o chirurgii, ale serialu, który będzie się przyjemnie oglądało, a ten cel jak najbardziej został osiągnięty.

Mocne strony serialu

Największym atutem The Good Doctor jest zdecydowanie gra aktorska. Freddie Highmore, odtwórca głównej roli, który wcześniej bardzo dobrze zaprezentował się w Bates Motel, jest bezbłędny. Idealnie odwzorowuje mimikę, gesty i sposób mówienia osoby autystycznej. Jest przy tym szalenie wiarygodny. Także pozostała ekipa – dr Claire Brown, dr Aaron Glassman, dr Neal Melendez czy Lea – to postacie określone, wyróżniające się pewnymi cechami, których działanie determinują niekiedy wydarzenia z przeszłości. Odnoszą spektakularne sukcesy, ale często też muszą przełknąć gorycz porażki. Są po prostu ludzcy, a przez to bliscy odbiorcy.

Zwrotów akcji w serialu nie brakuje. Zdarzają się happy endy, ale niektóre wątki kończą się tragicznie. Jak to w życiu. W każdym epizodzie został przedstawiony pacjent nie tylko z perspektywy swojej choroby, ale też sytuacji życiowej, przez co finał każdego odcinka naszpikowany jest wzruszającymi scenami. Mnie samej zdarzyło się kilka razy uronić łezkę. Być może to tani chwyt producentów, aby grać na uczuciach, ale twory kultury chyba od tego są, aby coś w nas poruszyć.


Autor: Karolina Kozłowska
Zdjęcie: Oficjalna strona na Facebooku