Po ponadrocznej przerwie do Wrocławia wrócił Tomasz Stańko. Światowej renomy trębacz jest jednym z trzech Polaków mających kontrakt płytowy z prestiżową wytwórnią jazzową ECM. Pod koniec marca jej nakładem ukazał się album December Avenue, nagrany we współpracy z nowojorskimi muzykami. W czwartek panowie wspólnie zaprezentowali nowe kompozycje na deskach Teatru Polskiego.

Koncert miał bardzo klimatyczny, intymny charakter. Lekko spóźnieni jazzmani przywitali wrocławską publiczność bez słów – postawili na wprowadzenie muzyczne. Zespół rozpoczął delikatną improwizacją, do której dopiero po jakimś czasie dołączył jego lider. Na scenie szalał perkusista Gerald Cleaver, który nieustannie wzbogacał rytm dynamicznymi przejściami na werblu i tomach. Gra Amerykanina przypominała trochę rozdawanie kart, a nawet najbardziej akrobatyczna gra nie wywoływała u niego grymasów na twarzy. Po drugiej stronie półkola stworzonego przez muzyków i ich instrumenty – David Virelles na fortepianie. Kubańczyk grał odwrócony plecami do publiczności, ale dzięki temu ta mogła obserwować nieszablonowe zagrania muzyka. Obaj panowie współpracują ze Stańką od 2013 roku, a December Avenue jest już drugim wspólnie nagranym albumem. Nie sposób pominąć również Erica Revisa, który wystąpił gościnnie na kontrabasie i wielokrotnie ubarwiał eklektyczną muzykę swoimi wstawkami. Brzmienie prezentowane przez zespół było podzielone na dwa klimaty. Dynamiczne i energiczne kompozycje uzupełniały się z melancholijnymi balladami prowadzonymi przez trąbkę Stańki. Szczególną uwagę przykuł Yankiels Lid, oparty na chwytliwym motywie kontrabasowym i charakterystycznej grze dęciaka. Większość kompozycji miała podobną strukturę. Rozpoczynały się one od znamiennej frazy, by później przejść w improwizacje poszczególnych członków zespołu. W takich momentach Stańko często przerywał swoją grę i schodził na bok sceny. Obserwował swoich muzyków w akcji, a sam nieprzewidywalnymi gestami wczuwał się w rytm. Ostatecznie wracał do półkola, by na zakończenie wspólnie z pozostałą trójką przejść do początkowego motywu. W Blue Cloud wirtuozerski popis dał Virelles, który grał wyjątkowo przestrzenne dźwięki. W trakcie całego koncertu stosował wiele metod gry – w mocniejszych momentach uderzał w klawiaturę całą pięścią, a na potrzeby stworzenia lekkiego tła muskał dłońmi struny swojego fortepianu. Niecodzienne umiejętności zaprezentował także Revis. W długich pasażach kontrabasowych śpiewał dźwięki, które jednocześnie wydobywał z instrumentu. Stańko grał w większości kompozycji niespiesznie, sennie i odpowiednio do tytułu swojej ostatniej płyty. Doskonałą ilustracją grudnia może być tytułowy December Avenue, w którym gra trębacza wyraźnie dawała sygnał, w których momentach pozostali muzycy mają zagrać kolejne akcenty. Jak na lidera zespołu przystało. Po półtoragodzinnym występie Stańko po raz pierwszy podszedł do mikrofonu, przedstawił muzyków i wraz z nimi opuścił scenę. Na bis New York Quartet zagrał rozciągnięty i melancholijny Bright Moon.

Koncert był znakomitą ilustracją pogody i atmosfery panującej w listopadzie czy grudniu. Odbiór takiej muzyki na wiosnę czy latem nie byłby tak łatwy. Stańko pokazał wachlarz swoich umiejętności, jednocześnie wiedząc, kiedy i w jakim stopniu oddać pole do popisu pozostałym muzykom. Z uśmiechem na twarzy można było również podziwiać jego spontaniczne, delikatne ruchy sceniczne, świadczące o niemałym zaangażowaniu emocjonalnym w tworzoną muzykę. Zespół wiernie i przejmująco oddał klimat uwieczniony na płycie.


Autor: Marcin Obłoza
Foto: Antonina Tucka (Antgraphy)