Ile dziewczynek marzyło w dzieciństwie, by zostać łyżwiarkami? Niczym księżniczki – ubrane w tiulowe spódniczki pełne błyskotek, żyłyby jak w bajce. A jak bajka, to i szczęśliwe zakończenie. No cóż, nie tym razem.

Wszystkie, a przynajmniej większość biograficznych filmów o sportowcach kończy się happy endem. Jeśli nie jest to zdobycie podium, to z pewnością bohater historii postanowi kierować się w życiu innymi, ważniejszymi wartościami. Tak czy inaczej, wygrywa.
W przypadku filmu Craiga Gillespiego, nic bardziej mylnego. I, Tonya to opowieść bardziej gorzka, niż słodka. Całe życie kobiety właśnie takie było.
Film oparty na prawdziwej historii dawnej łyżwiarki figurowej Tonyi Harding. Myślicie, że niewielu ludzi wie, kim ona jest?  Uwierzcie, że po odwiedzeniu kina wszystko się zmieni.

Moim zdaniem nad samą fabułą obrazu, jako taką, nie trzeba się specjalnie rozwodzić. Ułożona w ciągu chronologicznym pokazuje jak zbuntowana, nieokrzesana dziewczynka zmienia się gruboskórną, ordynarną kobietę. Taką z głową pełną celów i marzeń. Porządek od czasu do czasu przerywają, stylizowane na archiwalne, fragmenty wywiadów z uczestnikami owego feralnego „incydentu”. No bo jak inaczej nazwać napaść na Nancy Kerrigan, największą rywalkę łyżwiarki?

Szorstka miłość i burzliwa młodość

To, jak zachowuje się Harding w codziennym życiu, jaki ma charakter i przyzwyczajenia, bez zwątpienia ma wiele wspólnego z jej matką, LaVoną Golden (Allison Janney). Stosowała ona wobec córki ostre metody wychowawcze, bijąc dziewczynkę i rzekomo znęcając się nad nią psychicznie. Mimo braku ciepłych uczuć, co później zaczęło działać w dwie strony, Golden wciąż pchała córkę do przodu. Wśród bluźnierstw i przykrych słów zaczęła się kariera 4 – letniej Tonyi Harding (Margot Robbie). Film świetnie pokazuje etapy rozwoju dziewczyny. Zawodowego i emocjonalnego. W drugiej klasie liceum, młoda dziewczyna porzuciła edukację, by w pełni zająć się karierą.

Łobuz kocha najbardziej…

Kiedy kilkanaście godzin na dobę na nogach nosisz łyżwy, a w dodatku ludzie Cię nie lubią, jak oceniasz swoje szanse na znalezienie księcia z bajki? Chyba, że ten „książę”, równie wulgarny jak Ty, nagle pojawia się na lodowisku. Tak Tonya poznała Jeffa Gillooly’ego (Sebastian Stan), najlepszego kumpla swojego ochroniarza. I tutaj życie chwilowo przypominało tę bajkę. Płomienny romans przerodził się w miłość, chwilę potem szybki ślub. Tonyi, która zaczęła odnosić wielkie sukcesy, pierwszy raz w życiu tak dobrze się wiodło. Jako pierwsza Amerykanka w dziejach wykonała potrójnego axla, czym zdobyła podium. Jej osiągnięcia rosły, za to spadały nadzieję na „…i żyli długo, i szczęśliwie”. Okazało się, że Gillooly, ten, który kochał tak najmocniej, równie mocno zadawał ciosy. Para rozchodziła się i schodziła, ale owe dramaty dekoncentrowały łyżwiarkę na tyle, że jej wyniki zaczęły się pogarszać.

Ot, incydent

Największą rywalką Harding od wielu lat była Nancy Kerrigan (Caitlin Carver). To z nią Tonya przegrywała w tabelach, to od niej gorzej wyglądała. Brakowało jej pokory, manier, wyszukanych strojów i pieniędzy. I mimo początkowej dobrej passy, Kerrigan znów zaczęła być górą. Wtedy do akcji wkroczyli były mąż i jego przyjaciel ochroniarz Shawn (Paul Walter Hauster). Celem było zastraszenie rywalki, wysłanie listów z pogróżkami. Mężczyźni jednak, bez zgody Tonyi poszli o krok dalej. Skutkiem była napaść na Nancy, w czasie której jej kolano zostało pokiereszowane.
Po tygodniach medialnego skandalu i skazaniu obu mężczyzn, również Harding odczuła konsekwencje. Najbardziej dotkliwym było usunięcie jej ze Związku Łyżwiarskiego.
W zamian Harding zajęła się boksem.

W zasadzie cała akcja filmu toczy się wokół konfliktu Harding – Kerrigan. Ale to nie on zwraca uwagę najbardziej. To patologiczne więzi łączące główną bohaterkę z jej matką i mężem wysuwają się na pierwszy plan. I choć skala problemów jest duża, a sytuacje poważne, akcja obrazu i sama jego konstrukcja często temu przeczy. Widz ma wrażenie, że ogląda czarną komedię, bo niektóre momenty bawią, a zdecydowanie nie powinny.
Świetny montaż. Choć jasne jest, że to nie Margot Robbie wykonuje te wszystkie skomplikowane figury na lodzie, sposób w jaki zostało to zamaskowane, nie razi.
Obsada iście superbohaterska, bo przecież niecodziennym widokiem jest duet Harley Quinn i Zimowego Żołnierza. Tutaj jednak zarówno Stan pozbył się wizerunku obrońcy, a stał się sprawcą. Także wizytówka Robbie, jako jednej z najpiękniejszych kobiet na świecie, okazała się niewiele warta, bo nie pracowała ona swoją urodą, a talentem. Absolutnie bezbłędnie zagrała również Allison Janney, co zostało docenione i zwieńczone Oscarem za najlepszą kobiecą rolę drugoplanową. Co do postaci P.W. Haustera, mogę tylko powiedzieć, że jeżeli jego zadaniem było irytowanie widza, spisał się w stu procentach.

„I, Tonya” – film prosty, ale głęboki. I choć nie znalazł się w głównej oscarowej puli, został doceniony za grę aktorską. I tego z pewnością nie można mu odmówić. Niezwykle ciekawa wizja artystyczna Gillespiego sprawiła, że ta dawna, pozornie nie aż tak interesująca historia łyżwiarki figurowej, rozkwitła na nowo. Prawie tak jak sukces Tonyi Harding w najlepszych latach jej kariery.


Autor: Karolina Szachniewicz
Zdjęcia: mat.pras., traileraddict.com, YouTube