Toronto Raptors pokonało 123:109 z Golden State Warriors. Życiowy rekord w meczu play-off pobił Stephen Curry. Zdobył aż 47 punktów, jednak to nie wystarczyło do pokonania dobrze dysponowanych Dinozaurów.

Mecz numer trzy oznaczał przenosiny z Toronto do Oakland. Golden State Warriors musieli radzić sobie z kontuzjami. Wszystkie oczy skierowane były więc w stronę Stephena Curry’ego.

Drużyna lepsza od „One Man Show”

Curry świetnie rozpoczął spotkanie. Już po pierwszej kwarcie miał na swoim koncie 17 oczek z 29 całej drużyny. Warriors widocznie opierali własną grę na swoim gwiazdorze i jego koszykarskim talencie. To przyjezdni jednak prowadzili przez prawie cały mecz. Raptors skutecznie eksploatowali braki Klay’a Thompsona, Kevina Duranta i Kevona Looney’a i bajecznie rozpoczęli kolejne stracie. Na wyróżnienie zasługuje Danny Green, który trafił aż trzy trójki.

Podczas drugiej kwarty inicjatywę w zdobywaniu punktów dla Raptors przejął Kyle Lowry (15 punktów w pierwszej części). Z wysoką skutecznością rzucał również Kawhi Leonard. W ekipie Golden State ciężko wyróżnić któregokolwiek z zawodników pod względem zdobyczy punktowej. Obie drużyny dobrze wywiązywały się natomiast z założeń defensywnych. Warriors wymuszali faule w ataku, natomiast Raptors świetnie kryli dystans. Nie licząc Curry’ego, gospodarze rzucali rozczarowujące 1/11 zza łuku. Braki kadrowe koszykarzy Steve’a Kerra można było dostrzec gołym okiem. Do przerwy Toronto prowadziło 60:52.

„We, The North”

Mecze Warriors zaczynają się od trzeciej kwarty. Ci, którzy oglądają tegoroczne Finały przyzwyczaili się już do energicznego wejścia Wojowników po przerwie. Za trzy trafili jednak kolejno Marc Gasol i Kyle Lowry, co ostudziło zapędy koszykarzy Golden State. Gra się wtedy uspokoiła. Dobry moment w meczu zaliczył Andrew Bogut. Na parkiet powrócił Danny Green, który rozgrywał jeden z lepszych meczów w swoim życiu (ukrócony przez faule). Sześć trafionych trójek przy 75% skuteczności zza łuku mówi samo za siebie.

Ostatnia kwarta rozpoczęła się dwoma potężnymi blokami Serge’a Ibaki i Danny’ego Greena. Ofiarą dobrej obrony Toronto został Quinn Cook. Za każdym razem, gdy Warriors udało się zmniejszyć przewagę, Raptors zaczynało zdobywać łatwe punkty. Winny jest tu m.in. DeMarcus Cousins, który nie potrafił dzisiaj przykryć swoich zawodników, a przy tym rzucał z 14% skutecznością. Toronto powoli przybliżało się do zwycięstwa, dzięki świetnemu dowodzeniu Leonarda i Lowry’ego. W defensywie przodował natomiast Ibaka, który zakończył spotkanie z sześcioma blokami.

Toronto w tym meczu pokazali sztukę gry zespołowej – aż sześciu zawodników skończyło mecz z co najmniej dziesięcioma punktami na koncie. Świetny występ Curry’ego nie wystarczył. Raptors zdobywają przewagę boiska i mamy 2-1 w całej serii.


Golden State Warriors – Toronto Raptors 109:123 (29:36, 23:24, 31:36, 26:27) 

Warriors: Curry (47 – życiowy rekord play-off), Green (17), Iguodala (11), Cook (9), Bogut (6), Jerebko (6), Livingston (4), Cousins (4), McKinnie (3), Bell (2)

Raptors: Leonard (30), Lowry (23), Siakam (18), Green (18), Gasol (17), VanVleet (11), Ibaka (6)


Autor: Filip Skiba
Zdjęcie: Instagram