Była noc z 18 na 19 czerwca 1574 roku. Stała się rzecz niebywała w historii całej Europy. Oto król jednego z najpotężniejszych państw wieje z niego w podskokach pod osłoną nocy. Henryk Walezy pędzi na koniu, by jak najszybciej przekroczyć granice Rzeczypospolitej Obojga Narodów i nigdy do niej nie wrócić. Nie został wygnany, ani nie przegrał wojny. Jakimi przesłankami kierował się (już nie) nasz władca?

Gdy Walezy pojawił się w Polsce, nie budził specjalnego uznania. Z jednej strony wybrany przez szlachtę, z drugiej budził kontrowersje swoją „obcością”. Nosił makijaż, z uszu wisiały mu kolczyki, otaczał się kochankami obu płci. Realia szlacheckie zupełnie nie pasowały do sylwetki nowego władcy.

Umarł król, niech żyje „król”

Śmierć Zygmunta Augusta była druzgocącą stratą dla Rzeczypospolitej. Wraz z odejściem ostatniego króla z dynastii Jagiellonów, możemy mówić o wprowadzeniu ścisłej elekcji w państwie szlacheckim. Od tego momentu (1572 roku) każdy mógł starać się o polski tron: począwszy od nic nie znaczących książąt niemieckich i czeskich, a skończywszy na Habsburgach, Wazach i Romanowach. Wcześniej szlachta nawet nie myślała (choć miała taki wybór), by na tronie mógł zasiąść ktokolwiek inny niż Jagielloński władca.

Kandydatów chcących dorwać polską koronę było wielu. O tron zabiegali arcyksiążę Ernest Habsburg, Iwan Groźny, Jan III Waza (szwagier Zygmunta Augusta), czy Stefan Batory. Największym powodzeniem cieszył się jednak Henryk de Valois. Jako syn Henryka II, króla Francji i Katarzyny Medycejskiej i brat Karola IX, wydawał się niezwykle wpływową personą w świecie europejskich monarchów.

Pretendent nie był jednak zainteresowany władaniem Polską. O wiele bardziej pragnął tronu francuskiego, do którego nie mógł rościć praw. Matka Walezego zabiega mimo to o pozycję swojego syna. Mało kto dzisiaj wie, że Henryk z dynastii de Valois o mało nie został królem Algierii! Ostatecznie jednak wybór padł na Polskę, w której to szlachta chętnie upatrywała francuskiego monarchy.

Wielkie rozczarowanie

Walezy nie potrafił zrozumieć realiów państwa, którym zaczął rządzić. Nie znał polskiego, a przez to nie mógł pojąć debat sejmowych, dlatego nudząc się, opuszczał salę. O wiele chętniej zajmował się zabawy. Grał w karty, trwoniąc koronny majątek oraz wystawiał obfite uczty pełne rozpusty i zgorszenia. Taki stan rzeczy trwał prawie pół roku. Po tym czasie nadeszła wiadomość z zachodu o śmierci brata Henryka Walezego (króla Francji). W zaistniałej sytuacji Henryk stał się prawowitym następcą tronu w swoim ojczystym kraju. Kraju, którym od zawsze chciał rządzić. Parę dni po usłyszeniu tej radosnej dla króla  informacji, w nocy z 18 na 19 czerwca, Walezy zdecydował się na ucieczkę z barbarzyńskiej, pełnej sarmackich wzorców Polski.

Pościg

Walezy dobrze wiedział, że nigdy nie uzyska zgody na wyjazd z kraju, dlatego postanowił odejść bez uprzedniego poinformowania swoich podwładnych. Nad rankiem szybko zorientowano się, że król umknął. Cały krakowski dwór został zaalarmowany i szybko podjęto decyzję, by za uciekającym monarchą ktoś ruszył w pościg. Tego zadania podjął się Andrzej Tęczyński, starosta chełmski. Szlachcicowi udało się dogonić Henryka Walezego, jednak próby namowy króla na powrót okazały się daremne. Władca po długich prośbach obiecał jedynie, że po załatwieniu spraw wróci do kraju, ale jak dobrze wiemy, nigdy tak nie uczynił.

Karma wraca?

Henryk Walezy dopiął swego, zostając królem Francji. Do historii swojego kraju przeszedł niosąc tytuł Henryka III, który okazał się całkiem zręcznym władcą w swojej ojczyźnie. Swój żywot skończył mimo to tragicznie. Został podstępnie zasztyletowany po piętnastu latach panowania, 1 sierpnia 1589 roku, przez mnicha, który przybył do niego z listami. By lepiej zrozumieć przyczynę morderstwa należy dodać, że Walezy był protestantem, który w owym czasie wyruszył odbić z Paryż z rąk katolickich buntowników. Dominikanin, chcąc zabić władcę, kierował się wyłącznie względami religijnymi.

Profesor Janusz Tazbir trafnie określił koniec Henryka Walezego: „W barbarzyńskiej mroźniej i tak pod względem dla Walezego obcej Polsce mógłby on umrzeć z nudów, ale nigdy od sztyletu”.


Autor: Wojciech Kosek
Zdjęcia: wikipedia commons