Panther Wrocław rozgromili u siebie Patriotów Poznań aż 64:0 Wrocławianie tym samym udanie wrócili na Stadion Olimpijski po trwającej ponad miesiąc tułaczce na wyjazdach.

Spotkanie można określić krótko: do jednej bramki. Wrocławianie, podrażnieni po sromotnej porażce ze Swarco Raiders Tirol, chcieli szybko się odkuć. Akurat na tapecie znaleźli się Patrioci z Poznania.

Przyłożeniem już w drugiej minucie zaczął Konrad Starczewski. Pantery zaliczyli trzy udane biegi i szybko wyszli na prowadzenie 7:0. Następnie wrocławianie przechwycili kick-off. Tim Morovick uruchomił podaniem Bartosza Dziedzica i skrzydłowy zdobył swój pierwszy touch-down.
Chwilę później brat Bartosza, Tomasz pozazdrościł bliźniakowi i sam zdobył przyłożenie.

Trudno nazywać ten mecz emocjonującym. Już pod koniec pierwszej połowy trener gości, Nick Johansen rotował w składzie i dawał grać rezerwowym. Mimo tego, Panthers wygrali pierwszą część spotkania aż 48:0.

Po przerwie nie zmieniło się w zasadzie nic. Kolejne minuty to ciągle dominacja miejscowych i następne przyłożenia. Cały mecz zakończył się rezultatem 64:0 a swoje TD dołożyli zawodnicy głębokiej rezerwy: Kacper Fiedziuk i Kamil Muller. Goście z Poznania nie mieli nic do powiedzenia i ze stolicy Dolnego Śląska wyjechali jedynie z cennym bagażem doświadczeń.

Następny mecz Panthers zagrają z…Panthers, tylko z  tymi czarnymi Pragi. Pojedynek Panthers Wrocław – Prague Black Panthers już w sobotę – 12 maja na Olimpijskim.


Autor: Dawid Paluch
Zdjęcie: Łukasz Skwiot / pantherswroclaw.com