Miało być widowisko i było! Podczas KSW 49 prawie każda walka dostarczyła emocji, a Ergo Arena kilka razy naprawdę mocno się zatrzęsła. Zarówno zawodnicy jak i fani świetnie się spisali.

Już przed galą kibice MMA ostrzyli sobie zęby na kilka pojedynków. To właśnie na KSW 49 poznaliśmy m. in. nowego mistrza wagi średniej. Poza tym byliśmy świadkami starcia legend i przekonaliśmy się, kto być może niesłusznie nazywany jest „freak fighterem”.

Leszek Krakowski vs Michael Dubois walka w kat. lekkiej do 70 kg Plan jest prosty, czyli iść na otwartą wojnę

Początek pierwszej rundy to mocny start Polaka. Szybko sprowadził on Francuza do parteru. Co więcej, gdy ten próbował wstać, Krakowski efektownie rzucił nim o matę!
Dubois w końcu udało się wydostać z uchwytu Polaka, ale w zamian otrzymał kilka silnych ciosów, po których ugięły mu się nogi. Udało mu się jednak przetrwać do końca rundy.

 

Runda druga przez długi czas przebiegała pod kontrolą Krakowskiego. Polak dominował nad rywalem w parterze i konsekwentnie zadawał mu kolejne ciosy. Nagle jednak Dubois odwrócił pozycję, a co za tym idzie polepszył nieco swoją punktową sytuację.

Ostatnia odsłona tego starcia to wielki powrót Francuza. Najpierw próbował poddać Krakowskiego kimurą, a gdy to się nie udało to wyprowadził kilka szybkich kombinacji ciosów. Polak przetrwał kryzys i pod koniec walki obalił jeszcze przeciwnika, ale mimo to runda nr 3 powędrowała na konto Dubois. Sędziów czekała bardzo trudna decyzja co do zwycięzcy, gdyż walka była efektowna i wyrównana.

Zwycięzca: Leszek Krakowski przez decyzję większościową (28×28, 29:28, 29:28)

Michał Andryszak vs Luis Henrique – walka w kat. ciężkiej do 120 kg – Triumf sprytu nad siłą

W pierwszej rundzie obaj zawodnicy próbowali realizować swoją taktykę. Specjalista od nokautów Andryszak starał się trafić Brazylijczyka, który z kolei za wszelką cenę chciał sprowadzić walkę do parteru. Polak skutecznie się jednak bronił i pierwsza runda, choć kosztem wielu sił, poszła na jego konto.

 

Luis Henrique walczył w wielu prestiżowych federacjach, co pozwoliło mu zdobyć doświadczenie z naprawdę silnymi rywalami. Toteż w drugiej rundzie błyskawicznie wyczuł, że Polak jest już nieco wykończony i raz za razem łapał go w klincz, czym powodował u niego regularną utratę energii. Poskutkowało to tym, że Brazylijczyk obalił wreszcie Andryszaka i pod koniec rundy wpiął duszenie, a sędzia zakończył walkę!

 

To jednak nie koniec emocji, gdyż Polak mocno protestował, twierdząc że wcale nie stracił przytomności. Jak wykazały powtórki sędzia popełnił duży błąd, a Andryszak faktycznie mógł dalej walczyć. W MMA nie ma jednak VAR i decyzja rozjemcy jest nieodwracalna.

Zwycięzca: Luis Henrique przez duszenie gilotynowe w II rundzie

Paweł Polityło vs Antun Racić – kat. lekka do 70 kg – Twój rywal cię irytuje? Urwij mu głowę!

Pierwsza odsłona walki to pokaz umiejętności strikerskich Polityły. Polak wyprowadzał silne ciosy, które jego rywal wyraźnie odczuwał. Ponadto Polityło dał również popis nonszalancji, regularnie opuszczając ręce i prowokując rywala.

W drugiej rundzie karma nieźle przywaliła Polakowi, gdyż Racić wykorzystał w końcu jego prowokacje i wstrząsnął nim naprawdę mocno. Odpowiedział też przy tym na pytanie dlaczego nigdy nie wygrał przez nokaut, bo albo Polityło ma tytanową szczękę, albo Chorwat ręce z pianki. Ciosów starczyło jednak, by przejąć kontrolę do końca rundy.

 

Ostatnie starcie było bardzo wyrównane, ale gdyby Racić miał choć odrobinę mocniejszy cios, to Polityło odleciałby w kosmos kilka razy. Stan rzeczy nie zmienił się do końca walki, a sędziowie znów mieli twardy orzech do zgryzienia.

 

Zwycięzca: Antun Racić przez niejednogłośną decyzję (28:29, 29:28, 29:28)

Martin Zawada vs Thiago Silva – walka z limitem do 95 kg – Tzw. „taniec wojenny”

Początek walki to sprytne low-kicki Brazylijczyka, który ograniczał w ten sposób mocno bijącego Zawadę. Jednak jak w końcu Polak trafił, to Silva najpierw padł jak rażony piorunem, a potem jak przetrwał kryzys to słaniał się na nogach jak po kilku drinkach czegoś naprawdę mocnego.

 

Druga runda to kontynuacja dominacji Zawady. Jego brazylijski rywal dalej negocjował warunki współpracy z własnym mózgiem i starał się bronić. Gdy wydawało się, że Silva wraca do gry to otrzymał kolejny potworny cios i znów dość osobliwym tańcom nie było końca.

 

W rundzie nr 3 Brazylijczyk wrócił jednak z „imprezy” i zdominował Zawadę, pokazując niezwykły hart ducha. Polak odpowiadał czasami sierpowymi, ale Silva nie miał znów ochoty na szukanie błędnika. Pomimo dobrej rundy Brazylijczyka, oczywiste było kto zostanie zwycięzcą walki.

Zwycięzca: Martin Zawada przez jednogłośną decyzję sędziów

Akop Szostak vs Erko Jun – walka w kat. ciężkiej do 120 kg – Przybył, huknął ile fabryka dała, zwyciężył.

Tutaj nie ma co za dużo pisać! Po chwilowym wybadaniu przeciwnika, Jun posłał prawdziwą bombę i tuż po tym dobił oszołomionego Szostaka. Polska gwiazda Instagrama wytrzymała 36 sekund w walce z Bośniakiem, który najpewniej podejmie teraz prawdziwie sportowe wyzwanie.

 

Zwycięzca: Erko Jun przez TKO w I rundzie

Artur Sowiński vs Norman Parke – walka z limitem do 73 kg – Parke jak profesor, tylko że ten nudny

Opisywanie tutaj trzech rund po kolei nie jest tu potrzebne. Oprócz efektownego ciosu obrotowego w wykonaniu Polaka w pierwszej rundzie, wszystkie starcia wyglądały niemal identycznie. Silniejszy fizycznie Parke bez większych problemów sprowadzał Sowińskiego do parteru i kontrolował go do końca każdej z rund. Szacunek dla Parke’a za umiejętne poprowadzenie walki, ale respekt należy się również widzom, którzy przetrwali to po prostu nudne starcie.

Zwycięzca: Norman Parke przez jednogłośną decyzję sędziów

Karol Bedorf vs Damian Grabowski – walka w kat. ciężkiej do 120 kg – Jak wychodzić z kryzysu to w wielkim stylu

Pierwsza runda to świetna wymiana potężnych ciosów, w której dominował Grabowski. Był nawet bardzo blisko skończenia walki, ale Bedorf przetrwał nawałnicę i do końca rundy starał się odpowiedzieć rywalowi.

 

Co nie udało się byłemu mistrzowi w pierwszej, udało się w drugiej rundzie. Bedorf szybko obalił przeciwnika, a w parterze doszedł do dosiadu. Gdy wydawało się, że szczecinianin wkrótce rozbuja ręce i wykończy Grabowskiego. Wtedy jednak „Polski Pitbull” w niezwykły sposób wyślizgnął się Bedorfowi i zaczął obijać rywala młotkami i łokciami czym zakończył walkę!

Zwycięzca: Damian Grabowski przez TKO w II rundzie

Michał Materla vs Scott Askham – walka o pas mistrzowski kat. średniej do 84 kg – Mówił że kopie mocniej niż polska wódka i miał rację!

Już na początku pierwszej rundy Anglik próbował wykończyć Materlę swoimi middle-kickami, jednak Polak udanie sprowadził go do parteru. Tam obaj zawodnicy okładali się bezlitośnie, ale minimalnie lepszy był Materla.

 

Druga runda to fantastyczna wymiana ciosów. Gdy wydawało się, że Askham wykorzystując swój wzrost znokautuje Polaka, ten trafił go potężnym prawym. Anglikowi ledwo udało się przetrwać, ale jednak wytrzymał do końca rundy.

Trzecie i jak się okazało ostatnie starcie to pełna dominacja Scotta Askhama. Mocno porozbijany Materla nie był w stanie obronić się przed szarżującym rywalem, który zasypał go kombinacją kopnięć oraz ciosów, którą zakończył skutecznym kolanem na głowę. Tym samym Anglik potwierdził swą wyższość i w pełni zasłużenie zdobył tytuł mistrza wagi średniej KSW.

Zwycięzca i nowy mistrz: Scott Askham przez TKO w III rundzie

Roberto Soldić vs Krystian Kaszubowski – walka o pas mistrzowski kat. półśredniej do 77 kg – Jak ON rąbnie to nie ma co zbierać…

Roberto Soldić raz jeszcze udowodnił, że gdyby uderzył pięścią w mur chiński to rozwaliłby go na kamyczki. Już w pierwszej rundzie Chorwat wykorzystał lukę w obronie Kaszubowskiego i lewym sierpowym wyłączył mu światło. Przed „Robocopem” świetlana przyszłość zapewne w UFC, ale póki co jest on wciąż mistrzem federacji KSW w wadze półśredniej!

Zwycięzca i wciąż mistrz: Roberto Soldić przez TKO w I rundzie

Następna gala KSW odbędzie się 14 września 2019r. na stadionie Wembley w Londynie. Będzie to wyjątkowa, bo już pięćdziesiąta gala największej polskiej federacji MMA.


Autor: Bartosz Królikowski
Zdjęcie: Instagram