Pustelnik zwany Bartkiem z Piekła żył przed laty w Wielkopolsce, w zaborówieckim lesie. Z wdzięczności, że Polska odzyskała niepodległość postanowił usypać kopiec, który stał się dziełem jego życia. O historii, która rozpoczęła się 99 lat temu – pisze Małgorzata Adamczewska.

Jak się nazywał naprawdę nikt już prawie nie pamięta. Już w XIX wieku wołano go Bartkiem z Piekła i takie miano pozostało do dzisiaj. Pozostało też dzieło jego życia. Kiedy Polska odzyskała niepodległość Bartek docenił przy tym wkład Thomasa Woodrowa Wilsona, prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej i postanowił uczcić go sypiąc mu pamiątkowy kopiec. Własnymi rękoma, z prostymi narzędziami, usypał sporej wielkości górę. Z początku wykorzystywał do tego taczkę, która po paru latach się zepsuła. Wtedy zawiesił dwa wiadra na nosidłach (tzw. wymborkach), które też z czasem się zużyły. Swoją pracę kontynuował za pomocą dwóch uplecionych przez siebie koszyków. Podobnie jak wiadra, zawiesił je na szujndach i nosił. Gdy także ona się rozpadły uparty Bartek dokończył swoją pracę ciągnąc za sobą piach na szufli, jak na sankach. Trwało to prawie 20 lat. Kopiec istnieje do dziś, pokryły go drzewa, na jego szczycie jest wbita mała flaga amerykańska, a nad nią jest zawieszona na drzewie flaga Polski. Stoi też tam znicz – ku pamięci Bartka.

Bartek z Piekła – bo tak go nazywano –  żył w XIX wieku. Wszyscy go wtedy znali, był ikoną zaborówieckiego lasu, znajdującego się w Wielkopolsce, w okolicach Boszkowa, Brenna, Włoszakowic. Nietypowy samotnik – być może dlatego każdy o nim mówił. Bartek, a właściwie Jan Kowalewicz nie miał łatwego dzieciństwa. Brakowało pieniędzy na podstawowe potrzeby. Po śmierci najbliższych został samotnym, leśnym dziadem, który mieszkał w starej chacie. Pseudonim prawdopodobnie wymyśliły dzieci, które chodziły w jego tereny zbierać jagody i jeżyny. Piekło w jego przypadku miał odzwierciedlać miejsce odludne, nieprzyjazne, gdzie nawet owoce miały gorszy smak – tak powiadali okoliczni mieszkańcy.

Pustelnik pozostał w starej, rozwalającej się chałupie. Dom po rodzicach, w którym początkowo wszyscy mieszkali, uległ całkowitej ruinie. Ostatnie lata swego życia przespał w stodole na sianie. Najgorzej było, kiedy przyszły mrozy. Nocami, gdy z zimna nie mógł zasnąć wychodził na dwór i brał się do roboty. Jak się porządnie rozgrzał, kładł się spać. Żył skromnie, ale ubierał się starannie. Wynajmowano go do różnych prac. Z wiekiem tracił siłę. Żył z plonów i uprawy własnej ziemi.

Żył według dewizy Ora et labora, czyli módl się i pracuj. Powstał też o nim film, pt. „Duchowe dziecko Cystersów”,  który realizowano w ramach serii: „Śladami Przeszłości Regionu”.

– Wiedzieliśmy, że wiele osób w ogóle nie słyszało o takiej postaci, ona nas ciekawiła, sprawiała, iż w nasze piękne lasy był wpisany jakiś pierwiastek metafizyki, wiszący razem z koronami drzew. Chcieliśmy głośno wykrzyczeć, że istniał taki ktoś i to właśnie taśma filmowa pozwoliła nam na to wykrzyczenie – mówi Łukasz Ławecki, jeden z autorów filmu.

Bartek mimo bardzo trudnej sytuacji życiowej był kreatywny, błyskotliwy, oczytany. Miał bardzo staranne pismo, czego dowodem jest prowadzony przez niego dziennik. Wyznaczył on w nim jedną stronę na 30 dni. Na górze kartki był podany rok i miesiąc, a po lewej stronie, w rubryce wypisane dokładne daty i pierwsze litery dni tygodnia. Oryginalne zapiski zachowały się od lipca 1877 roku do sierpnia 1922 roku.

(8 I 1919) „Apel we Włoszakowicach. Bombardowanie Włoszakowic”
(2 V 1921) „Pierwszy raz wybory do Sejmu Polskiego”
(2 VII 1921) „Kardynał Ralti obrany papieżem pod imieniem Pius XI” .

Były też takie, których my nie zrozumiemy, autor pisał je, ponieważ stanowiły dla niego, jakąś wartość, np. (1 IV 1919) „Frania z Westfalii przyjechała”.

Bartek z piekła zmarł mając 87 lat – 21 maja 1945 roku. Cztery dni przed śmiercią wezwał księdza i dokładnie dookreślił w co ma być ubrany. Osób, które znały go osobiście nie ma już wśród nas. Jego grób też już się zapadł. Pamięć jednak nie zanika.


Autor: Małgorzata Adamczewska
Zdjęcia: Małgorzata Adamczewska, arch. e-Boszkowo.pl


REKRUTUJEMY