Jesteś na spokojnej emeryturze. Codziennie rano pijesz z przyjaciółmi kawę i jesz ciasto w pobliskim barze. Chadzasz do klubu seniora. Całe życie ciężko pracowałeś na to, żeby mieć godną starość, aż nagle… okazuje się, że bank, z którego usług korzystałeś całe swoje życie, postanawia zlikwidować twój fundusz emerytalny. Już niedługo skończą ci się pieniądze na opłacenie mieszkania, na jedzenie, a przede wszystkim na codzienne ciasto. Co robisz? Oczywiście postanawiasz okraść swój bank. Chwila, chwila. Kto – ty?! Przecież jesteś praworządny i jedyne, co w życiu zrobiłeś złego, to podkradanie firmowych długopisów z pracy. Tak samo myśleli Willie, Joe i Al – bohaterowie filmu Zacha Braffa – „W starym, dobrym stylu”.

„Going in style”, będąc typową amerykańską komedią, z ciętym dowcipem, strzelaninami, absurdalnymi zwrotami akcji czy wyolbrzymieniem wszystkiego, co da się wyolbrzymić, zahacza też o ważny społecznie, lecz często będący tabu, temat – starość. Jako młodzi ludzie albo nie mamy czasu myśleć, albo odrzucamy od siebie temat swojej przyszłej emerytury. Tymczasem w filmie pokazane są realia życia staruszków – często pracujących całe życie, by pod jego koniec dowiadywać się, że ich praca poszła na marne i nie mogą ze spokojem ducha przeżyć swoich ostatnich lat. Emeryci z „W starym, dobrym stylu” nie zamierzają jednak czekać z założonymi rękami na śmierć głodową i postanawiają odebrać to, co im się należy. Planują napad na bank, który ich okradł, jednak ma być to napad nietypowy – chcą zabrać tyle pieniędzy, ile dostaliby, gdyby ich fundusz emerytalny nie został rozwiązany.

W rolach specyficznych staruszków obsadzono równie specyficznych aktorów. Morgan Freeman, Michael Caine i Alan Arkin nadają swoim postaciom tyle prawdziwości i charyzmy, że zaczynamy wierzyć, że taka historia mogła wydarzyć  się naprawdę. Mimo braku moralizatorskich aspiracji filmu, niesamowicie zaangażowani aktorzy nadają swoim bohaterom czegoś bardzo ważnego – charakteru. Ten zaś wyróżnia „Going in style” od innych obrazów z gatunku komedii. Elegancja, klasa i pokaz aktorskich umiejętności są tu na najwyższym poziomie.

Jedyne, czego brakuje w „W starym, dobrym stylu”, to nienasycenie fabularnymi zabiegami charakterystycznymi dla filmów z podgatunku heist movie. Zwroty akcji co prawda są, napięcie jest – jednak mogłoby trwać trochę dłużej. Bohaterowie wpadają w tarapaty, ale już po chwili wszystko układa się po ich myśli. Mimo, że cały czas kibicujemy trzem przyjaciołom, chcemy dłużej oglądać, jak radzą sobie w stresowych sytuacjach – te w filmie okazują się być dla nich zupełnie niegroźne. Widz do końca czeka na coś, co wywróci akcję do góry nogami i… nie doczekuje się.

Komedia zdecydowanie ma ambicję, żeby stać się jedną z tych z wyższej półki. Udaje się jej to głównie z powodu genialnych kreacji aktorskich i humoru, który, będąc ostrym i ironicznym, jest przy okazji pozbawiony wulgarności obecnej w większości amerykańskich komedii. Zawiłe intrygi w wykonaniu emerytów, ich przygotowania do skoku na bank czy relacje między nimi zdecydowanie zasługują na pochwałę. To wszystko rekompensuje brak należytego napięcia, sprawiając, że „W starym, dobrym stylu” staje się jedną z lepszych komedii ostatnich lat. Koniecznie pokażcie ten film swoim dziadkom!