Smartfony z podświetlonym ekranem potrafią wytrzymać średnio od 3 do 7 godzin. W większości przypadków wystarcza to na jeden dzień średnio intensywnej pracy. Co jednak, jeśli zabraknie wam energii? Odpowiedź na to pytanie można znaleźć we Wrocławskim Parku Technologicznym i siedzibie Erly

Choć z powodu święta większość miejsc pracy  jest zamkniętych, z Arkadiuszem Terpiłowskim umówiliśmy się we Wrocławskim Parku Technologicznym. Najwyraźniej lubi on wypełniać puste przestrzenie – swego czasu był odpowiedzialny za wprowadzenie do Polski serwisu ign.com. W 2017 roku założył Erly – start-up, który poświęcony jest wypożyczaniu przenośnych akumulatorów do ładowania chociażby telefonów.

Taki widok na pewno nie należy do codzienności

W jego biurze – niecodzienny widok. Przynajmniej dla osób postronnych, bo w firmie to chleb powszedni. Na podłodze ładuje się ponad trzydzieści powerbanków. Świecą one złowieszczo swoimi czerwonymi lampkami, podpięte do samodzielnie skonstruowanego zasilacza. Pytam, czy nie ma problemów ze zbyt dużym napięciem. – Nie, nie ma problemu, wszystko jest bezpieczne. Po Pyrkonie było tego więcej. 

Zapas mocy

W dzisiejszych czasach większość osób posiada przynajmniej jeden przenośny akumulator. Co jednak zrobić, gdy zapomni się do niego kabla albo zapomni się go naładować, a trzeba pilnie zadzwonić lub nasz powrót do mieszkania się opóźni? Przed takimi pytaniami stanęli twórcy Erly, którzy we Wrocławiu chcą stworzyć wypożyczalnię powerbanków. Jak zapewnia sam twórca:

– Wrocław jest jednym z najbardziej otwartych na innowacje miast. Jest to taki pierwszy projekt w Polsce, nawet śmiem się pokusić, że w Europie. 

Sprawdziliśmy. Idea dzielenia się powerbankami wykiełkowała w Chinach i na ten moment tam jest najpopularniejsza. Na tamtejszym rynku są już firmy (np. Ankerbox), które pozwalają wypożyczyć urządzenie i oddać je w dowolnym automacie w kraju. Wszystko przy pomocy autorskich aplikacji, ale i też popularnego komunikatora WeChat. W Europie o takich projektach nie dało się jeszcze słyszeć, a to dlatego, że Erly pojawiło się najwcześniej.

Polski start-up czerpie garściami z rozwiązań popularnych za granicą, adaptując je do możliwości współczesnego użytkownika. Nie mogło oczywiście zabraknąć aplikacji mobilnej: Daje użtytkownikom benefity w postaci chociażby powiadomień, gdzie jest najbliższa stacja ładująca z powerbankami. Przypomina też o tym, że telefon powoli zaczyna się rozładowywać – zapewnia Arkadiusz Terpiłowski. Dla tych, którzy nie lubią zużywać mobilnego internetu, jest możliwość skorzystania z witryny erly.pl, gdzie można założyć konto.

W takim pojemniku będą ładowaly się powerbanki

W założeniach przypomina to nieco rowery miejskie Nextbike – na mapie będzie można sprawdzić, gdzie znajdziemy dostępne urządzenia. Po zasileniu konta przedpłaconego albo podpięciu naszej karty bankowej uzyskamy dostęp do wypożyczalni. Dzięki aplikacji będziemy mogli wybrać typ kabla i naładujemy telefon, aparat albo przenośny router. Do wyboru będą ładowarki ze złączem Lightning (do iPhone’a), Micro USB oraz USB typu C (nowszy standard w smartfonach). Nie będzie jednak możliwości podpięcia własnego kabla. W ten sposób zmniejszona zostanie awaryjność urządzeń. Urządzenie wyjmiemy z kiosku takiego jak ten powyżej.

Ograniczenia?

4000 miliamperogodzin to pojemność powerbanków. Ma to zagwarantować jedno-dwa ładowania telefonu od zera do stu procent. W tym momencie część ludzi może uznać, że to za mało (w końcu na rynku są telefony z akumulatorami o większej pojemności). W obliczu takich wątpliwości, CEO Erly odpowiada:

-Też się nad tym zastanawialiśmy i to też nie było tak, że usiedliśmy pewnego dnia i powiedzieliśmy: Dobra, robimy 4000 miliamperogodzin, bo tak. To wszystko podyktowane jest potrzebą użytkownika, a ludziom wcale nie zależy na tym, żeby to była nie wiadomo jak duża pojemność, żeby można było nie wiadomo ile razy naładować telefon. To przede wszystkim ma być backup, kiedy faktycznie są w kryzysowej sytuacji i potrzebują szybko i w miarę komfortowo naładować telefon. 

W opcji zawsze będą dwa kable – jeden dla iPhonów, drugi dla urzadzeń z portem USB

Biorąc pod uwagę, że zazwyczaj nie rozładowuje się telefonu do zera brzmi to sensownie. Część ludzi także używa swojego smartfona z ładowarką i jedynie nie chce tracić energii podczas tego procesu. Tu z pomocą przychodzi QuickCharge 2.0 – standard pozwalający na szybsze napełnianie baterii telefonów. Dodając do tego, że na ten moment wypożyczyć powerbank można na 24 godziny, a sami nie naładujemy urządzenia, staje się to logiczne.

Sens ten potwierdzają wspomniane wcześniej badania, które przeprowadzono na ponad 4500 osobach. Zostały one m.in. zapytane o to, czego oczekują po takim powerbanku.

– Z badań wyszło, że nie tyle na pojemności zależy użytkownikom, co przede wszystkim na wielkości tego powerbanka, żeby był on mały, smukły i można było go łatwo włożyć do torebki, plecaka czy nawet do jednej kieszeni wraz z telefonem.

Mniejszy i lżejszy od telefonu, ma przede wszystkim nie przeszkadzać

I ten cel rzeczywiście został osiągnięty. Urządzenie waży kilkadziesiąt gramów i nie jest nadmiernie wyczuwalne, a na pewno nie tak, jak telefony, które w znakomitej większości ważą ponad dwa razy więcej. Zwykłe powerbanki o podobnej pojemności też zazwyczaj są cięższe – tutaj poza lekką (ale solidną) plastikową obudową za lekkość odpowiada też odchudzone i cienkie ogniwo.

Miliony możliwości… w przyszłości

Rozglądając się po biurze Erly na półce można znaleźć garść smyczy z Pyrkonu. Na ten moment firma zbiera doświadczenie na imprezach zbiorowych i festiwal fantastyki był jedną z nich. Jak zapewnia Arkadiusz Terpiłowski: – Przez niecałe 3 dni eventu udało się wypożyczyć powerbanki prawie 1500 razy. Odbiór był naprawdę pozytywny i widać, że ludzie faktycznie potrzebują takiego doładowania telefonu. 

Dlaczego więc mobilne powerbanki nie atakują nas na każdym rogu? Odpowiedź jest prosta: projekt jest we wczesnej fazie. Wszyscy zainteresowani mogą wypożyczyć akumulator wyłącznie na ulicy Świdnickiej 6 – w Punkcie Informacji Turystycznej. Ale to dopiero początek. Erly ma w planach nawiązać współpracę ze sklepami i stacjami paliw. Jak zapewniają przedstawiciele, dzięki dużej liczbie placówek oraz długim godzinom otwarcia każdy mógłby wypożyczyć i oddać powerbanka o dogodnej dla niego porze.

Niewielkie pojemniki z powerbankami nie zajęłyby wiele przestrzeni w restauracjach czy sklepach

Współpraca nie musi być jednak ściśle komercyjna. -Wrocław jest jednym z miast, które są najbardziej otwarte na innowacje wPolsce, ma mocne korzenie start-upowe. Miasto mocno inwestuje w rozwiązania z sektora sharing economy – tak mówi Terpiłowski. Więc może rozmowy z miastem? Są planowane, będziemy niedługo rozmawiać. 

Za ile premiera?

Zarówno po optymizmie Arkadiusza, jak i konsekwencji działania widać, że projekt ma szansę dobrze się rozwinąć. Według deklaracji firmy, pojawili się inwestorzy, są propozycje obecności na imprezach masowych.

A za ile złotych będzie można wypożyczyć powerbanka?

– Testujemy cały czas próg cenowy tak, żeby był on optymalny. W przypadku Pyrkonu to było osiem złotych za trzy godziny wypożyczenia, natomiast miasto to jest inna specyfika […] więc tutaj te ceny będą zdecydowanie mniejsze. Na ten moment, jeżeli chodzi o wypożyczanie na Świdnickiej – jest to 5 złotych za 24 godziny. 

Wiadomo, za ile, ale nie jest powiedziane, kiedy. Do czasu rozmów z miastem szef Erly trzyma w niepewności, mówiąc jedynie, że więcej szczegółów nadejdzie jeszcze w tym roku. Na ekspansję musimy zatem jeszcze poczekać i nie zapomnieć o ładowaniu swoich urządzeń.


Autor: Michał Mielnik

- POLECAMY -
Eleven Bike Fest