Tych czterech Irlandczyków od ponad siedmiu lat podbija świat. Kodaline zdobyli serca swoich fanów muzyczną mieszanką alternatywnego rocka i popu. W ramach swojej europejskiej trasy, 15 października wystąpili w krakowskim Klubie Studio.

Kiedyś 21 Demands. Od 2011 roku lepiej znani jako Kodaline, czyli irlandzka formacja muzyczna, która z niepozornej licealnej kapeli stała się jednym z najsławniejszych zespołów indie na świecie.

Chociaż chłopaki jako grupa istnieją już od trzynastu lat, dopiero występując pod aktualną nazwą podbili światowe sceny i listy przebojów. Ich pierwszy album In a Perfect World, a szczególnie utwór All I want, zapewnił im trwającą do tej pory sławę. W 2015 roku ukazał się kolejny krążek Irlandczyków – Coming up for Air, gdzie główną rolę odgrywały piosenki The One i Honest. Powyższe utwory niejednokrotnie pojawiały się w ekranowych soundtrackach, np. w Grey’s Anatomy czy Gwiazd naszych wina.

Jednak to ich najnowsze, trzecie dziecko Politics Of Living, tak naprawdę zatrzęsło alternatywną sceną. Wydany 28 września tego roku album promuje trasa, której częścią był występ Kodaline 15 października w krakowskim Klubie Studio.

Narodziny gwiazdy?

Nie warto wspominać tym razem o kolejkach czy tłumie. Oczywiście i to, i to miało miejsce, ale dzięki świetnej organizacji Klubu Studio obyło się bez problemów. Mimo że kilkaset osób znajdujących się na sali czekała stricte na występ Kodaline, pojawienie się na scenie młodego, uśmiechniętego chłopaka, było przyjemnym zaskoczeniem. Supportem okazał się pochodzący z Portaferry Ryan McMullan. W kolorowej koszuli i gitarą. Nie potrzebował więcej, by zdobyć serca i uszy publiczności. Proste, płynące z serca teksty przypominały trochę Eda Sheerana pomieszanego z Passengerem. Piosenki Oh Susannah czy Bowie on The Radio znajdują się już na mojej playliście, a McMullanowi pozostaje tylko życzyć takiej kariery, jaką osiągnął występujący po nim zespół.


Wszystko, na co czekaliśmy

Chociaż wspomniany wyżej Ryan skutecznie rozruszał tłum, to dzięki Kodaline w Klubie Studio naprawdę zapłonęło. Na wejście chłopaki zagrali Follow Your Fire, czyli jeden z czołowych hitów swojego nowego albumu. Na szczęście skupili się także na starszych kawałkach, które mojemu sercu są jednak bliższe. Z jednym wyjątkiem. Mowa tutaj o niezwykle pięknym i wzruszającym utworze Brother. Pierwszy raz usłyszałam go na Orange Warsaw Festival w 2017 roku, kiedy zespół zaprezentował Warszawie jego jeszcze niedopracowaną wersję. Słowa: I’ve got you, brother śpiewane przez kilkaset osób robią wrażenie. Nie da się ukryć, że to spokojne melodie królują w ich rockowo-popowym repertuarze. Dowodem na to było wykonanie starszych The One i Honest czy najnowszych Hide and Seek oraz Shed a Tear. Przełamaniem tego czarującego spokoju były na przykład Head Held High czy Raging – piosenka stworzona w duecie z Kygo. Po ponad godzinie i zakończeniu oficjalnej części koncertu, przyszedł czas na bis. Wiadome było, co musi się na nim pojawić, bo ani All I want, ani High Hopes wcześniej nie zabrzmiały. Przeczucia nikogo nie zawiodły, a High Hopes jako jedna z moich ulubionych piosenek w całej dyskografii zespołu, zdecydowanie uhonorowała ten wieczór.

Co do ogólnych przemyśleń na temat występu Kodaline w Krakowie, raczej nie mogę napisać nic negatywnego. Jednak wiem, że podczas ich występu w Warszawie dzień wcześniej, atmosfera była trochę inna. Może to kwestia ludzi, otoczenia i miejsca. Jednak ten koncert, chyba jeden ze spokojniejszych na jakich kiedykolwiek byłam, jest warty zapamiętania. I chociaż zabrakło mi dwóch piosenek – Ready to Change i Perfect World, Kodaline, zgodnie z ich słowami, kocha polskich fanów i ich energię. A Polska kocha ich.


Autor: Karolina Szachniewicz
Zdjęcia: Karolina Szachniewicz