Zabawa w klubie disco polo? “Najgorzej” – powie większość z nas. Tak to już jest, że to, co najbardziej polskie, jest często najbardziej wstydliwe. A jednak są ludzie, którzy z dumą spędzają tam piątkowe wieczory. Jak one wyglądają? – sprawdziła to dla Was Paulina Gruda.

To był niecodzienny clubbing. Miał odpowiedzieć na pytanie: dlaczego taką popularnością cieszą się kluby disco polo?

Pierwsze piwo – Banana Dance Club

Wystrojeni co najmniej jak na niedzielną mszę, stoimy pod tym nieszczęsnym klubem, szczury biegają dookoła, p…. jak w kieleckim, no ale nic, jeszcze trochę odwlekamy moment wejścia. A tu nagle Baśka. Tak, tak, dobrze myślicie, gwiazda youtuba we własnej osobie wychodzi z młodym adoratorem przy boku i petem w ustach, niczym ze swojej klatki B. Już wtedy wiedzieliśmy, że będzie hardkorowo.

Po trzecim papierosie decydujemy się na wejście. Urocza Karyna „na bramce” przy akompaniamencie dwóch karków rozdaje opaski. 15 złotych człowiek płaci i nawet usiąść nie ma gdzie! No ale dobra, czego się nie robi dla tekfullsizerender-1stu. Schodzimy coraz niżej, kule dyskotekowe dodają pikanterii, dziadziuś przyjmujący kurtki też.

Panowie, jakie tam pracują dziewczyny! Poza barem jest już trochę gorzej. Pierwszy stolik – napalone babki po czterdziestce rozwalają system od samego początku. Różowy kapelusz z małymi peniskami bije rekordy popularności w całym lokalu. To one jako najodważniejsze wychodzą szaleć na parkiecie w kozaczkach i opiętych legginsach. Trzeba przyznać, że całkiem nieźle im to wychodzi. Zabawa rodem z wiejskiej remizy trwa w najlepsze. Po chwili nieśmiało dołącza do nich płeć brzydka, a konkretnie dwóch osobników. Dużo więcej nie ma ich w całym klubie, więc to i tak niezły wynik. Poważnie, tam chodzą praktycznie same baby!

Impreza rozkręca się w najlepsze, a my, głodni dalszych wrażeń, ruszamy w poszukiwaniu kolejnych wrocławskich klubów kojarzonych z disco polo.fullsizerender-2

Drugie piwo – Papaya Dance Club

Po wywaleniu ponad czterech dych w Banana z duszą na ramieniu przekraczamy próg. Już na początku możemy odetchnąć z ulgą. Opłaty za wejście nie ma, ale frekwencja w środku nie powala. Przynajmniej mamy dla siebie całą kanapę, zajmujemy miejsce z piwkiem w ręku i obserwujemy. Jest tylko jeden problem, tam nie ma czego obserwować. Ludzi jak na lekarstwo, DJem jest spotify, a i playlista nas nie zadowala – nawet jednego kawałka dobrego polskiego disco polo. Idealnym podsumowaniem tego klubu są kamienie wrzucone do umywalek, niczym w fińskiej saunie. Tak, można je wyjąć – sprawdziliśmy.  Kolejny cel – istne centrum weekendowych uciech – Pasaż Niepolda.

Trzecie piwo – GreenHouse Club

Prawilny niegdyś klub disco polo zupełnie wtopił się w masę innych lokali na Niepolda. Miejsce osławione dziewczynami wijącymi się wokół betonowych kolumn do rytmów disco polo nie zachęca nas do dłuższego pobytu. Zamiast dobrej weselnej potańcówki mamy niczym nie wyróżniającą się  imprezę w klubie. Wchodzimy, patrzymy, pijemy, wychodzimy. Trzecie miejsce zaliczone, my już lekko rozochoceni ciężką pracą po godzinach idziemy dalej.

Czwarte i kolejne piwo

Mundo, Bezsenność i klub, którego nazwy nawet nie pamiętamy. Wszystkie są nasze. Zabawa jest przednia, choć wszędzie szybko kończy się znośna muzyka.

W porównaniu do poprzednich miejsc od samego początku widzimy uderzającą różnicę – przychodzący tam ludzie. Ich wiek, ubiór, sposób tańczenia… Niestety zwykłe kluby wypadają w tym zestawieniu bardzo marnie. Masa dziewczyn, których wiek jest dużą zagadką, wije się na parkiecie niczym szlaufy ogrodowe. Widok nienajgorszy, jednak wciąż z tyłu głowy mamy tylko jedno pytanie: w jakiej strefie klimatycznej znajdują się aktualnie one i ich krótkie spodenki? Faceci też są jakby z innego świata. Tu nie ma już wyprasowanych koszul w kratę, są za to dopasowane t-shirty i fullcapy, morze fullcapów

Zakończenie tej podróży jest równie niebanalne co jej początek. W końcu lądujemy na imprezie techno w Das Lokalu. Z pięcioma pieczątkami i dwoma opaskami na rękach wracamy do domu. Cóż, poranek zapowiada się równie ciężko jak poprzedzający go wieczór.

Autor | Paulina Gruda

  • Współpraca | Daniel Stojanowski