Nowy rok niesie ze sobą zmiany. Nie inaczej jest w e-sporcie. Sceny w wielu grach przechodzą wtedy burzliwy okres. Mowa tutaj przede wszystkim o aktualizacjach technicznych, a także o wielkiej rotacji graczy po poprzednich sezonach i latach.


2019 nie zapowiada się inaczej. W kilku tytułach czekają nas aktualizację poprawiające rozgrywkę. Mowa tutaj między innymi o League of Legends, gdzie jak co roku, wraz ze styczniem powitamy nową wersję gry. Jeśli chodzi o sprawy rotacyjne i organizacyjne, to sytuacje mamy podobną do wielu dyscyplin sportowych. Jest przerwa międzysezonowa, a więc okienko transferowe zostało otwarte, a władze zastanawiają się, jak uatrakcyjnić system rozgrywek w kolejnym sezonie.

Czy 2019 będzie rokiem przełomowym w porównaniu do poprzednich?

Społeczności na całym świecie zastanawiają się, czy w nadchodzącym roku można spodziewać się nowej odsłony danego tytułu. Taka zmiana poważnie wpłynęłaby na ekosystem e-sportowy. Najlepszym tego przykładem w przeciągu kilku ostatnich lat, była premiera CS:GO w 2012 roku. Nie dość, że nowy silnik gry, a także nowy silnik graficzny przyciągnęły ogromną liczbę graczy, to jednocześnie zrewolucjonizowały ówczesną strukturę e-sportową.

Dzisiaj już każdy, z wyjątkiem twórców gry Valve, jest w stanie przyznać, że Global Offensive przeżył już swoje najlepsze lata. Liczba aktywnych graczy, jak i liczba ludzi oglądających turnieje na Twitchu ciągle spada. Jest wiele powodów spadku zainteresowania CSem. Community twierdzi, że aby tchnąć życie w Counter Strike’a potrzeba już nowej odsłony gry, ponieważ jedna czy dwie łatki, nie dadzą rady wszystkiego naprawić. Tym bardziej, że Valve zamiast starać się naprawić grę, dodaje zbędne rzeczy, takie jak tryb Battle Royale. To wszystko sprawia, że każdy wierzy, iż właśnie w nowym roku dostaniemy nową odsłonę gry. Na nowym silniku, z lepszymi serwerami i drabinką rankingową, mniejszą liczbą oszustów oraz nowymi mapami (oczywiście nadal z Dustem 2).  Czy tak będzie naprawdę, czekamy na informację od Gabe’a Newella i ekipy. Oczywiście, kiedy przestaną grać w Dotę i naprawiać Artifacta.

Kogo jeszcze będziemy reanimować?

Pozostałe tytuły nie zaoferują zbyt wielkich zmian. Poza wcześniej wymienioną aktualizacją LoLa, która wprowadzi nas do 9 sezonu, nie mówi się o innych łatkach. Inne produkcje również obejdą się bez rewolucji: Overwatch, Dota, czy PUBG już wypuściły nowe update’y.

Osobnym problemem jest obecny stan Hearhtstona na rynku gier. Jego popularność spada, a zarówno casualowi jak i profesjonalni gracze szukają innych karcianek. Konkurencja nie śpi, bo wraz z premierą Artifactu, HS zanotował olbrzymie straty. Można także zauważyć, że Magic: The Gathering przeżywa małe odrodzenie. Jeśli sytuacja ta nie ulegnie zmianie, to właśnie Hearthstone w następnym dziesięcioleciu może stać się tą „niszową” grą, oddając koronę innej karciance.

Nowy rok, nowy zespół

Tak jak wcześniej wspomniałem, okres nowego roku to także okienko transferowe. Pod tym względem e-sport nie różni się niczym chociażby od piłki nożnej. Wielu profesjonalnych graczy zmieniło na niedawno swoje klubowe barwy. W Counter Strike’u trzeba by zacząć od odejścia lidera drużyny Faze – Karrigana. Może nie jest to niespodzianka, ale na pewno wielka zmiana, jako że skład Faze utrzymywał się ze sobą przez ponad rok, co jest długim okresem jak na standardy csowe. Trudno ocenić czy to dobre posunięcie, ale jedno jest pewne – Faze od dawna nic nie wygrało, więc przyda im się powiew świeżości i nowy pomysł na grę. Na razie nie znaleziono zastępcy Duńczyka, a on sam nie wybrał kolejnego klubu.

Zeus – lider zespołu Natus Vincere, mówi, że planuje w 2019 zakończyć swoją karierę. Nie podał jeszcze konkretnej daty, ale widać, że jego pomysły nie działają. Potrzeba nowego podejścia, żeby Na’Vi mogło wrócić na szczyt. Ponadto krążą pogłoski o wielkich zmianach w Mibr i Team Liquid. Ta pierwsza formacja podobno chce wrócić do w pełni brazylijskiego składu, zamieniając Stewiego i Tarika na Taco i Felpsa. To jednocześnie rodzi problem w formacji Liquid, której to właśnie Brazylijczyk Taco, jest obecnie integralną częścią. Jedyne co się nie zmienia, to skład Astralis i ich pozycja światowego lidera. Trudno się też dziwić konkurencji, że po pół roku nieudanych prób obalenia ich z tronu, zmieniają zawodników. Może nowy rok, nowy skład, nowy światowy lider? Przekonamy się.

Wielkie pieniądze przybywają do Europy

Stało się, tak jak wszyscy oczekiwali – franczyza zawitała do europejskich rozgrywek w LoLu. Wszyscy się tego spodziewali, gdyż nastąpiło to w amerykańskiej lidze już rok temu. Było więc tylko kwestią czasu, aż zawita to do starego kontynentu. W ten sposób powstało LEC, czyli League European Championship. Pojawiły się większe pieniądze, a organizacje diametralnie się rozrosły. Zaczęto przez to sprowadzać topowych graczy z historycznie najlepszego regionu – Korei Południowej. Mowa tutaj między innymi o Pireanie czy o Gorilli, gdzie pierwszy z nich był zastępcą Fakera w SKT. Zaczęli też wracać Europejczycy grający w Ameryce, gdzie skusiły ich początkowo wysokie stawki. Tutaj można wymienić np. Febivena i Mithy’ego. W sezonie 8 Europa osiągnęła historyczny wynik w postaci dojścia do finału. Patrząc na to, jak się teraz wzmocniła w off-seasonie, można liczyć na powtórzenie sukcesu.

Z drugiej strony, trzeba pamiętać, że inne regiony nie śpią. Korea obudziła się po zimnym prysznicu, jakim był ostatni sezon, i wygląda lepiej niż kiedykolwiek. Chiny wygrały dosłownie wszystko i nie planują się zatrzymywać. Amerykanie w końcu zaczęli inwestować w swój talent, co jak pokazało C9, opłaca się i wychodzi najlepiej. Czego można się zatem spodziewać po 2019? Bardzo wysokiego poziomu produkcji, emocji i rozgrywek.

LEC, tak jak większość lig w LoLu, wystartuje w okolicach 19 stycznia. W innych grach turnieje również wznowią się w podobnym terminie. Dla przykładu, pierwszym poważnym turniejem w Csie w nowym roku będzie IBP Masters, 19-20 stycznia w Los Angeles. Koniec końców, w 2018 nie brakowało nam w e-sporcie świetnych, wielkich, wzruszających momentów. Od Majora w Bostonie, po finał Worldsów na stadionie Munchak w Inczonie. To właśnie takie wydarzenia, sprawiają, że to kochamy. I zdecydowanie nie mamy dość. Z niecierpliwością czekamy na 2019, który przyniesie więcej takich momentów.


Autor: Mateusz Miter
Zdjęcie: Instagram