Zakończyły się półfinały konferencji wschodniej i zachodniej w NBA. Kibice byli świadkami wielu niezwykle zaciętych i emocjonujących spotkań. W dwóch przypadkach do wyłonienia zwycięzcy potrzebne było siedem meczów. Do kolejnej rundy awansowało Milwuakee Bucks, Toronto Raptors, Golden State Warriors i Portland Trail Blazers. 

W pierwszej rundzie nie byliśmy świadkami niespodzianek. Wszystkie wyżej rozstawione zespoły rozprawiły się ze swoimi przeciwnikami. Dopiero w półfinałach konferencji można było poczuć atmosferę play-off.

Golden State Warriors (1) – Houston Rockets (4) 4:2

Seria określana mianem przedwczesnego finału. Rockets po ubiegłorocznej porażce z Warriors w finale zachodu byli żądni rewanżu, a James Harden wydawał się być w życiowej formie. Dwa mecze w hali w Oakland padły łupem Golden State (104:100, 115:109). To w drugim meczu nastąpił pierwszy punkt zwrotny tej serii. Po kontakcie z Draymondem Greenem urazu oka doznał Harden. Zawodnik kontynuował grę, jednak odczuwał wyraźny dyskomfort.


Rockets nie poddali się i kolejne mecze rozgrywane na własnym parkiecie rozstrzygnęli na swoją korzyść. W trzecim meczu Warriors nie pomogło nawet 46 punktów Kevina Duranta. Rakiety wygrały po dogrywce 126:121. W kolejnym spotkaniu wynik również był na styku. Tym razem Houston wygrało 112:108.

W piątym meczu lepsi okazali się Warriors (104:99). W pierwszej połowie kontuzji doznał Durant i zawodnicy Steve’a Kerra musieli sobie radzić bez swojego lidera. Spawy w swoje ręce wzięli Splash Brothers (Stephen Curry i Klay Thompson) zapewniając swojej drużynie zwycięstwo. Game 6 w Houston miało być tylko przystankiem przed decydującym siódmym meczem w Oakland. Nikt nie spodziewał się, że Golden State bez Duranta będzie w stanie wygrać na wyjeździe. Stało się jednak inaczej. Curry, który w pierwszej połowie nie zdobył ani jednego punktu, w drugiej stał się prawdziwym liderem i rzucił aż 33 punkty. Warriors wygrali 118:113 i całą serię 4:2.

Denver Nuggets (2) – Portland Trail Blazers (3) 3:4

Seria znajdująca się nieco w cieniu pozostałych. Dwie drużyny, które dopiero aspirują do wejścia na sam szczyt stanęły naprzeciw siebie. Pierwszy mecz zakończył się zwycięstwem Nuggets 121:113, jednak już w drugim spotkaniu zawodnicy Mike’a Malone’a stracili przewagę własnego parkietu, przegrywając 90:97. Game 3 to prawdopodobnie najbardziej szalony mecz w tych play-off. Po czterech dogrywkach Blazers wygrali 140:137. Denver zdołało się podnieść i zwyciężyło w czwartym spotkaniu 116:112. W kolejnych dwóch meczach wygrywali gospodarze (124:98 dla Nuggets, 119:108 dla Blazers). Decydujący siódmy mecz na parkiecie w Denver rozpoczął się dobrze dla miejscowych. Mieli już nawet 17 punktów przewagi, jednak Portland wróciło do gry i głównie za sprawą CJ’a McColluma (37 punktów w całym meczu) wygrało 100:96.

Milwuakee Bucks (1) – Boston Celtics (4) 4:1

Najbardziej jednostronna seria tej rundy, choć na początku wcale się na to nie zanosiło. Pierwszy mecz na parkiecie w Milwuakee zakończył się zdecydowanym zwycięstwem Celtics (112:90). Zawodził Giannis Antetokounmpo, który był bardzo dobrze pilnowany przez Ala Horforda. Drugi mecz to już zupełnie inna historia i zwycięstwo Bucks 123:102. Wydawało się, że Boston będzie w stanie odpowiedzieć na własnym parkiecie, jednak w TD Garden również dominowali Giannis i spółka. Zwycięstwa 123:116 i 113:101 sprawiły, że Milwuakee było już o krok od awansu. We własnej hali zawodnicy Mike’a Budenholzera dokończyli dzieła wygrywając 116:91. W zespole Celtów zawiódł ich lider – Kyrie Irving, który w dwóch ostatnich meczach zagrał na fatalnej skuteczności. W czwartym spotkaniu trafił 7 z 22 rzutów, a w piątym zaledwie 6 z 21.

 

Toronto Raptors (2) – Philadelphia 76ers (3) 4:3

Prawdopodobnie najbardziej emocjonująca seria w tej rundzie. Byliśmy świadkami ciekawych spotkań i przede wszystkim indywidualnych rywalizacji między zawodnikami. Fani podziwiali niesamowite występy Kawhi Leonarda i Jimmy’ego Butlera, oraz rywalizację podkoszową Joela Embiida z weteranem Marciem Gasolem. Pierwszy mecz to zdecydowane zwycięstwo Raptors 108:95, jednak już w drugim spotkaniu 76ers odpowiedzieli i wygrali 94:89. Trzecie starcie to również zwycięstwo Philadelphii 116:95, ale czwarty mecz padł już łupem Toronto (101:96). Kanadyjski zespół wygrał też piąty mecz (125:89), ale szósta potyczka tych zespołów zakończyła się zwycięstwem 76ers 112:101, co oznaczało, że o awansie zadecyduje Game 7 w Toronto. Było to najbardziej wyrównane spotkanie w całej serii. Od początku do końca wynik oscylował wokół remisu, a o zwycięstwie Raptors 92:90 zadecydował rzut Leanarda w ostatniej sekundzie.


Pierwszy mecz kolejnej rundy już w nocy z wtorku na środę. O 03:00 Golden State Warriors podejmą Portland Trail Blazers. Dzień później Milwuakee Bucks zagrają z Toronto Raptors.


Autor: Grzegorz Krawczyk
Zdjęcie: Instagram