Gdy w sierpniu 1914 wybuchła I wojna światowa, młodzi żołnierze z całej Europy ruszyli na front popchnięci cesarską lub republikańską propagandą. Wierzyli, że będzie to heroiczne starcie, które przyniesie im chwałę, a wróg po kilku potyczkach się podda. Myśleli, że szybko zwyciężą i zdążą wrócić na święta do swoich domów. Tak się nie stało. 

Front zachodni zgotował im piekło. Zamiast wspaniałej walki, czekała ich rzeź, w której codziennie ginęły tysiące. Wśród huku armat, w błocie, z widokiem na leżące ciała poległych towarzyszy, modlili się, by przetrwać kolejną dobę. Od Atlantyku aż po Szwajcarię powstały linie okopów, które stały się ich nowym domem. Nie było tam miejsca na rycerską walkę, którą im obiecywano. Jedynym krajobrazem ukazującym się ich oczom była tzw. ziemia niczyja – obszar pozbawiony wszelkiego życia, bez drzew, krzewów, zwierząt i ludzi.


Teren ten składał się wyłącznie z osmolonych dołów po bombach, rozerwanych części ciała, brudu i dymu. Pozbawiał człowieka tego, co najważniejsze – nadziei na przetrwanie. Właśnie w takim miejscu w Wigilię Bożego Narodzenia miał zdarzyć się cud.

Jeszcze 7 grudnia 1914 papież Benedykt XV zaapelował do wszystkich stron biorących udział w wojnie o odłożenie broni na czas Bożego Narodzenia. Jak nie trudno się domyślić, dowódcy brytyjscy, francuscy i niemieccy nie chcieli o tym w ogóle słyszeć. Na wojnie nie było miejsca na chrześcijańskie słabości. Okazało się jednak, że główne ofiary I wojny światowej, chłopcy z bronią, wzięli sobie te słowa do serca. W okolicach belgijskiego miasta Ypres, 24 grudnia 1914 roku niemieccy żołnierze z pułków saksońskich i bawarskich zaczęli ustawiać wzdłuż okopów choinki.

Francuzi i Anglicy początkowo nie wiedzieli jak zareagować. Obawiali się, że jest to podstęp, który może doprowadzić do ich śmierci. Po krótkim czasie wątpliwości te stawały się coraz mniejsze. Niemcy zaczęli śpiewać Stille Nacht – Cichą Noc. W tym momencie szkoccy dudziarze postanowili się zrewanżować, uznając germańskie wykonanie za jazgotliwe. Rozpoczęła się muzyczna rywalizacja. Chórki żołnierzy Ententy zaśpiewały Silent Night. Mijały minuty, aż okazało się, że melodia przybrała jednolity ton. Po odśpiewaniu kolędy Niemcy zdobyli się na dosłowny „pierwszy krok”. Wyszli z okopów i z podniesionymi rękoma wtargnęli na ziemię niczyją. Anglicy zdobyli się na zaufanie i postanowili wyjść wrogom na spotkanie bez broni. W samym środku piekła podali sobie ręce i zaczęli składać życzenia.

Żołnierze zaczęli ze sobą rozmawiać, wymieniać się racjami żywnościowymi i ustalać warunki tymczasowego zawieszenia broni. Przez cały okres Bożego Narodzenia nie padł ani jeden strzał. Nie brakowało żartów, przepychanek, chłopięcej rywalizacji. Rozegrano nawet mecz piłki nożnej.

Mecz piłki nożnej rozegrany na ziemi niczyjej między Anglikami i Niemcami.

Zadbano o szacunek dla poległych. Zebrano z ziemi niczyjej ciała martwych żołnierzy i odprawiono im piękną, ekumeniczną mszę.

Centralne dowództwo, zarówno niemieckie jak i angielskie, wpadło w szał, gdy dowiedziało się o zawieszeniu broni. Zadaniem żołnierza w mniemaniu dowództwa było zabicie wroga. Obawiano się dalekosiężnych skutków rozwoju takiej sytuacji. Takie zachowania mogły doprowadzić do buntów i chęci wprowadzenia pokoju przez pospolitych rekrutów. Postanowiono wywieźć większość jednostek stacjonujących w Ypres i przenieść je w inne miejsca frontu. Saksończyków i Bawarczyków szybko zastąpili Prusacy, pełni rygoru oraz o niezachwianym morale.

Historia ta, choć niezwykle krótka i bez „happy endu” w jasny sposób pokazuje, że nawet w najgorszym miejscu na Ziemi, człowieka stać na odrobinę dobra, wbrew odgórnemu przymusowi.

Współcześnie rzadko mówi się o tym wspaniałym wydarzeniu, które chociaż na chwilę potrafiło przywrócić wiarę w ludzkość. Wspaniałym ukłonem w stronę historii była reklama wypuszczona przez sieć sklepów Sainsbury w 2014 roku, w 100. rocznicę pokoju bożonarodzeniowego.


Autor: Wojciech Kosek
Zdjęcia: wikipedia commons, youtube.com, flickr.com