Ostatni raz koszykarze Tomasza Niedbalskiego wygrali na wyjeździe jeszcze w listopadzie. Czy w meczu z Górnikiem Wałbrzych uda im przełamać się złą passę?

WKK Wrocław nie zwalnia tempa. Jeszcze w sobotę – 19 stycznia, wrocławianie grali we własnej hali z AZS AGH Kraków, a już we środę czeka ich kolejne spotkanie. Tym razem rywalem będzie trzecia dolnośląska drużyna w 1. lidze, czyli Górnik Trans.eu Wałbrzych. Nadchodzący rywale wysoko przegrali dwa ostatnie mecze, ale było to w dużej mierze spowodowane absencją Piotra Niedźwiedzkiego. Podkoszowy wałbrzyszan jest zdecydowanym liderem zespołu – najlepszym strzelcem, zbierającym oraz blokującym. Został jednak zawieszony za niesportowy faul na Marcinie Sroce w 16. kolejce i nie mógł wspomóc swoich kolegów w starciach z Enea Astorią Bydgoszcz i Czarnymi Słupsk.

Problemy z urazami nie omijają WKK. Kontuzję kostki wyleczył Jakub Patoka, który powoli wraca do pełni formy, ale w poprzednim meczu nie wystąpił za to Fryderyk Matusiak, który ma problemy z kolanem. W takiej sytuacji wrocławianom nie pomaga bezlitosny terminarz – w ciągu ośmiu dni zagrają aż trzy spotkania. O ile zawodnicy Niedbalskiego wciąż są niepokonani we własnej hali, to na wyjeździe przegrali już w pięciu kolejkach z rzędu. Czy problemy „w delegacji” wynikają z utraty elementu zaskoczenia, który był po stronie WKK na początku sezonu?

Nie sądzę, że straciliśmy element zaskoczenia. Może mieliśmy jakąś przewagę, że jesteśmy beniaminkiem i każdy pochodził do nas lekceważącą, ale myślę, że po prostu dopadło nas zmęczenie. Mamy bardzo szybką grę, cały czas nie mamy prawdziwych centrów, tylko różnych skrzydłowych i bazujemy na tym, żeby zabiegać przeciwnika. Po tylu meczach możemy to czuć w nogach. Z drugiej strony element scoutingu też jest istotny – mówi Jakub Patoka, koszykarz WKK Wrocław.

Początek spotkania w środę – 23 stycznia, o godzinie 19:00 w hali Widowiskowo-Sportowej we Wałbrzychu.


Autor: Kacper Marciniak
Zdjęcie: R. Jędrzejewski