Śląsk Wrocław przegrał z Arką Gdynia 1:2. Piłkarzy Tadeusza Pawłowskiego znów prześladuje brak skuteczności i pomysłu na atak pozycyjny. Arka pokonała gospodarzy grą z kontrataku. 

Od pierwszych minut to Arka wyraźnie zdominowała gospodarzy. Napastnicy starali się zagrozić bramce Jakuba Słowika, stale próbując przechwycić jego podania. Ofensywa Śląska była niezorganizowana, brakowało pomysłu i dokładności. Minuty upływały głównie na podaniach w środku pola i próbach stworzenia sobie bramkowych sytuacji. Dobrze we wrocławskiej obronie sprawował się Łukasz Broź. Grał uważnie, starając się przewidywać zagrania Michała Janoty.

Dobra okazja do zdobycia bramki pojawiła się w 18. minucie, jednak Robert Pich nie zdołał dobrze jej wykorzystać. Po chwili Śląsk znów stanął przed szansą na objęcie prowadzenia, tym razem czujny w bramce rywali pozostał Pavels Steinbros. Młody Maciej Pałaszewski świetnie się sobie radził w środku pola. Był ważną postacią we wrocławskim ataku, uspakajał grę i kreował nowe akcje. Liczba okazji, jakie miał WKS w pierwszej połowie była zatrważająca. To, co może niepokoić zarówno kibiców, jak i trenera Pawłowskiego to brak skuteczności. Gdy już wykreował sobie jakąś sytuację do strzelenia gola, nie potrafił jej celnie wykorzystać.

Arka starała się grać z kontry. W 33. minucie była bliska objęcia prowadzenia w tym spotkaniu, ale dobrą obroną popisał się Słowik. Chwilę później swoją sytuację wykorzystał Mateusz Młyński. 17-letni piłkarz bez problemu poradził sobie z wrocławską defensywą i zdobył bramkę na 1:0.

W końcówce pierwszej połowy za zagranie ręką w polu karnym sędzia po konsultacji z systemem VAR zadecydował o rzucie karnym. Na 11. metrze stanął Marcin Robak i nie pomylił się. Śląsk – Arka 1:1.

Druga połowa zaczęła się od dominacji gości. Już w 48. minucie bramkę zdobył Maciej Jankowski po asyście Aleksandra Kolewa. Arka szybko ponownie objęła prowadzenie. Kolejny gol przyjezdnych wyraźnie osłabił gospodarzy. Minuty upływały, a okazji do wyrównania brakowało. Na boisku pojawił się Farshad, który zastąpił Michała Chrapka. Arka grała o wiele swobodniej, cały czas próbując powiększyć swoją przewagę bramkową.

Pod koniec tego spotkania Tadeusz Pawłowski próbował rotować składem. Oprócz Irańczyka na murawie pojawili się Damian Gąska i Mateusz Radecki. Ich obecność na boisku niewiele wniosła do gry. W przeciwieństwie do pierwszej części gry, Śląsk nie potrafił zagrozić bramce rywali. Na kilka minut do końca meczu, próbował szukać braków w gdańskiej obronie, jednak na nic się to zdało. W bramce czujny do końca pozostał Steinbors. Śląsk przegrał 1:2.

Dość szarpane spotkanie, bardzo nierówne. Duży szacunek dla moich zawodników za zostawione serce do końca spotkania. Jesteśmy ambitni i głodni sukcesów. Pracujemy tak, jakbym tego oczekiwał. Było wielu bohaterów tego meczu i z tego zadowolony – mówi Zbigniew Smółka, trener Arki Gdynia.

Dziwny mecz mojego zespołu. Obie bramki straciliśmy po własnych błędach. Kontra na początku drugiej połowy nieco nas zdeprymowała. Nasza skuteczność znów nie zachwyca, choć okazji nie brakuje. Przegrywamy 1:2 i nasz cel na ten sezon nieco ucieka – podsumowuje Tadeusz Pawłowski, trener Śląska Wrocław.


Śląsk Wrocław – Arka Gdynia 1:2 (1:1)
35′ Młyński; 48′ Jankowski
45′ Marcin Robak

Żółte kartki:
21′ Augusto, 59′ Broź, 76′ Pich
35′ Młyński

Śląsk Wrocław: Słowik – Broź, Celeban, Golla, Cotra, Augusto, Pałaszewski (76′ Radecki), Cholewiak (74′ Gąska), Chrapek (64′ Farshad), Pich, Robak

Arka Gdynia: Steinbors, Marciniak, Zbozień (73′ Socha), Helstrup, Maghoma, Deja, Nalepa (80′ Danch), Młyński (56’Siemaszko), Janota, Janowski, Kolev


Autor: Zuzanna Kuczyńska
Zdjęcie: Ola Sopuch