Hala Stulecia wypełniona po brzegi. Fani recytujący tekst każdej piosenki. Zachwycony duet Taconafide. Tak wyglądał koncert chłopaków we Wrocławiu.
Taco Hemingway i Quebonafide odnieśli wielki sukces w pojedynkę. Ale tego, co powstało po połączeniu ich temperamentów, nikt się chyba nie spodziewał. Taconafide, bo pod taką nazwą występuje ten duet pobili rekordy wyświetleń na YouTube i Spotify, wyprzedzając nawet Eda Sheerana. Internet huczał, fani oszaleli. Pierwszą zapowiedzią wspólnego projektu chłopaków była piosenka Art – B, a z każdą kolejną ich popularność rosła. Utwory pojawiły się na płycie chłopaków SOMA 0,5 mg,w preorderze uzupełnioną o album SOMA 0,25 mg, na którym gościnnie występują na przykład Dawid Podsiadło, Bedoes, Białas czy Paluch. Bilety na trasę Taconafide wyprzedały się w każdym z siedmiu miast w błyskawicznym tempie, ale to zamykający Ekodiesel Tour Wrocław, pobił wszystkie rekordy.

Tłumy ludzi przed Halą Stulecia gromadziły się już od południa, choć bramki były otwierane ponad pięć godzin później, a sam koncert zaczynał się dopiero o godzinie 20.00. Pełen parkiet, pełne balkony czekające na swoich idoli. I o dziwo, Fifi i Kuba pojawili się tylko kilka minut po czasie. Przywitali się z publicznością, zapowiadając, że prawie każdy utwór będzie poprzedzany krótką anegdotką o nim. Pojawiły się Intro, Soma, Giro d’Italia, oczywiście tytułowy Ekodiesel i Sectumsempra. Przy każdym utworze tłum śpiewał, skakał, wprowadzając na twarze chłopaków uśmiechy i niedowierzanie. Kiedy Quebo zaczął się rozbierać zapowiadając kolejną piosenkę wiadome było, że czas na Kryptowaluty. Żartował z siebie, prosząc fanów o pomoc w zaśpiewaniu Visy, bo sam przyznał, że przesadził z autotunem w tym numerze. Duet swobodnie rozmawiał ze sobą na scenie, świetnie się uzupełniając, ale to Kuba był tym bardziej dzikim, szalonym. Oczywiście w porównaniu do raczej powściągliwego Taco Hemingwaya. Ale to właśnie on nazwał Wrocław czarnym koniem trasy!

Największy hałas pojawiał się przy najbardziej znanych, promujących SOMĘ kawałkach. Mowa oczywiście o Art -B, Tamagotchi, Metallice 808 i Kryptowalutach, które ponownie zabrzmiały w spektakularnym bisie. Dwa razy głośniejszym, energetyzującym i dającym kopa. Nie tylko publiczności, ale także Taconafide. Jedyny moment, w którym poprosili oni o chwilę spokoju, dotyczył, jak wyjaśnili, ważnych dla nich tekstów, czyli 8 kobiet w wersji z Bedoesem i Noża.
Poza utworami Ekodiesel Tour, chłopaki popisali się także własnymi piosenkami. Śpiewane jednak w duecie, a nawet trio (na scenie pojawił się także Krzysiek, hypeman Que). Ta wybuchowa mieszanka sprawiła, że Hala Stulecia niemal się zatrzęsła. Z repertuaru Filipa zabrzmiały nuty Dele, Chodź i Nostalgii, a Kuba postawił na Half Dead, C’est la Vie i Madagaskar. Szczęście, wręcz szał tłumu był tak duży, że Que, ogłosił Wrocław najlepszym koncertem całej trasy, bijąc tym samym na głowę publiczność z wcześniejszego występu w Poznaniu.

Wykonania na żywo różniły się oczywiście od tych studyjnych, ale to nie to było clou całego wydarzenia. A co nim było? Ludzie. Zarówno Ci na scenie, jak i pod tą sceną, za barierkami. Bo Taconafide z pewnością nie można odmówić świetnego kontaktu z publicznością, autentyczności w tym, że oni sami świetnie się bawili. I zarazili tym swoich fanów. Najbardziej wiwatujące trybuny, najgłośniejsze piski i krzyki wydobywające się z tysięcy gardeł w każdym wieku. To wszystkim niczym koło. Ludzie napędzali Fifiego i Que, oni napędzali nas. Skoro SOMA 0.5 mg pokryła się platyną, a chłopaki zjednali sobie serca w zaskakująco szybkim tempie, może doczekamy się wersji 2.0?


Autor: Karolina Szachniewicz
Zdjęcia: Karolina Szachniewicz

- POLECAMY -
Eleven Bike Fest