Już Archimedes zauważył, że „Ciało zanurzone w cieczy traci na wadze…”. Filozof, formułując swoje prawa, nie miał na myśli pływania jako formy aktywności. Jestem jednak przekonany, że byłby pod wrażeniem, gdyby poznał choć część jego zalet – pisze Kamil Rzetelski.

Pływać każdy może…

Gdy wchodzimy do wody, natychmiast  zmniejsza się napięcie naszych mięśni i stawów. Stąd właśnie uczucie lekkości, które towarzyszy nam w basenie. W trakcie pływania nie ma możliwości abyśmy się potknęli i upadli. Nie obciążamy też kręgosłupa, jak np. przy przerzucaniu ton żelaza na siłowni. Właśnie z tych powodów wiele osób stawia pierwsze kroki na basenie z zalecenia ortopedy bądź fizjoterapeuty.

– Metody rehabilitacji w wodzie, to jedna z podstawowych umiejętności, które nabywają studenci w trakcie nauki – mówi dr Wojciech Seidel, wykładowca na wydziale fizjoterapii wrocławskiej AWF.

Pływanie to najskuteczniejsza metoda powrotu do zdrowia po wypadkach i urazach. Świetnie sprawdza się też w korygowaniu wad postawy. Nawet osoby ze znaczną niepełnosprawnością, która ogranicza im ruchy na lądzie, w basenie mogą poczuć się swobodnie. Jednym słowem – każdy może pływać i odnosić dzięki temu ogromne korzyści.

pływanie, woda, rehabilitacja, sport, zdrowie. urazy
Rehabilitacja w wodzie to jedna z najlepszych metod powrotu do formy, nawet po ciężkich urazach.

Sylwetka spod dłuta Fidiasza

Budowa ciała wyczynowych pływaków zawsze budzi podziw wśród osób śledzących ich zmagania. Dlaczego uprawianie właśnie tego sportu skutkuje rzeźbą rodem z posągów greckich bogów?

Po pierwsze, pływając wykorzystujemy niemal wszystkie partie mięśni. Nie tylko jeden, wybrany, jak w przypadku wielu ćwiczeń na siłowni. Dlatego muskulatura rozwija się bardzo równomiernie. Szczególnie angażujemy jednak ramiona, barki i klatkę piersiową. U pływaków są one zawsze bardzo mocno rozbudowane.

Podczas pływania spalamy więcej kalorii niż w przypadku innych aktywności. Jest to sport wytrzymałościowy, ale także siłowy, bo żeby poruszać się w wodzie, musimy pokonać jej opór. Dzięki temu w basenie dużo szybciej gubimy tkankę tłuszczową. To właśnie pływacy są grupą sportowców o jej najniższym procentowym udziale w składzie ciała.  Woda  powinna być zatem największym przyjacielem osób z nadwagą, chcących zrzucić parę kilo.

Pan Maciej, stały bywalec basenu sportowego wrocławskiego aquaparku, podsumowuje, co dało mu regularne pływanie: „Od trzech lat, jestem na emeryturze. Od dwóch zacząłem pływać, regularnie, 3 razy w tygodniu. Zrzuciłem 16 kilo i cały czas waga idzie w dół. Wyhodowałem taki kawał brzuszyska przez 30 lat siedzenia w stróżówce. Teraz nie męczą mnie już nawet te cholerne bóle kręgosłupa.”

Weź głęboki oddech

Niestety człowiek nie rodzi się ze skrzelami i pływając musi pamiętać, by zaczerpnąć czasem tchu. Oddech w trakcie pływania jest krótszy niż np. podczas biegu. Zmusza nas to do mocniejszej pracy mięśni wdechowo-wydechowych. W rezultacie zwiększa się ich siła i pojemność płuc. Skutek: łatwiejsze oddychanie i lepsze dotlenienie organizmu.

Fakt ten może być szczególnie ważny dla astmatyków. Zaleca się im jednak pływanie w otwartych akwenach, bo na dusznych basenach poddawani są szkodliwemu działaniu chemikaliów i oparów. Innymi słowy – nie jest to najlepsze środowisko do wysiłku przy tym schorzeniu.

Brudna strona medalu

Musimy pamiętać, że wielu ludzi odwiedzających pływalnie nie dba należycie o higienę osobistą. Dodatkowo wilgotne środowisko sprzyja rozwojowi bakterii, grzybów i drobnoustrojów. Przeprowadzono  liczne badania składu wody w basenach na całym świecie. Wykazały one obecność bakterii kałowych, moczu i wielu innych rozmaitości, z którymi nikt nie chciałby dzielić kąpieli. Chodząc po basenie na boso (co z całego serca odradzam) bardzo łatwo nabawić się grzybicy. Dlatego należy pamiętać o umyciu się, zarówno przed pływaniem jak i po. Oczywiście z użyciem mydła. Nie zaszkodzi też dokładne wyszczotkowanie zębów. Nie ma jednak co panikować. Zastosowanie się do tych prostych rad pozwoli uniknąć zagrożeń i cieszyć się korzyściami, które niesie ze sobą pływanie. No chyba, że wzdrygacie się na samą myśl o tych wszystkich bakteriach niczym detektyw Monk. Wtedy – no cóż – polecam jednak jogging.


Autor: Kamil Rzetelski

Zdjęcia:

  • flickr.com
  • commons.wikimedia.org