Powiedzieć, że w 2018 roku działo się w polskiej siatkówce, to jak nie powiedzieć nic. Zmiana trenera, obiecujący występ w Lidze Narodów i wspaniała przygoda na Mistrzostwach Świata. Przedstawiamy siatkarski rok w pigułce.

Już początek roku przyniósł ważne wydarzenia. W lutym poznaliśmy nowego trenera kadry mężczyzn. Po nieudanej kadencji Ferdinando De Giorgiego, zdecydowano się postawić na kolejnego zagranicznego szkoleniowca. Wybór padł na Vitala Heynena. W oczach związku, Belg okazał się lepszym kandydatem od Piotra Gruszki i Andrzeja Kowala. W przeszłości Heynen z sukcesami prowadził reprezentację Niemiec i Belgii. Miał też styczność z polską siatkówką, gdy przez dwa lata trenował Transfer Bydgoszcz. Teraz miał przygotować reprezentację Polski do występu na mundialu.

Solidne przetarcie

Liga Narodów od początku nie była priorytetem reprezentacji Polski. Miała być tylko etapem przygotowań do wrześniowych mistrzostw świata. Polacy rozpoczęli zmagania od dwóch turniejów u siebie. W katowickim Spodku spisali się świetnie, wygrywając wszystkie trzy mecze. Na szczególną uwagę zasługuje zwycięstwo 3:0 z Rosją. Drugi turniej rozgrywany w łódzkiej Atlas Arenie również układał się dobrze dla biało-czerwonych. Pewne zwycięstwa z Francją i Chinami dawały kolejne punkty. Dopiero Niemcy znaleźli sposób na zawodników Heynena i wygrali 3:1. Kolejny turniej miał miejsce w Japonii. Polacy wygrali tam wszystkie trzy mecze i na kolejną serię spotkań do USA jechali pewni swego.

Właśnie w Stanach Zjednoczonych rozpoczęły się problemy polskiej kadry. Zmęczenie dalekimi podróżami oraz dotychczasowymi meczami zebrało żniwa i biało-czerwoni gorzko przegrali z USA, Iranem i Serbią. W ostatnim turnieju w Australii Polska musiała uznać wyższość Brazylii, ale wygrała z gospodarzami i Argentyną. Zapas punktowy z poprzednich turniejów okazał się wystarczający żeby awansować do Final Six w Lille z szóstego miejsca. We Francji zawodnicy Heynena nie potrafili nawiązać do formy z początku Ligi Narodów. Porażki 1:3 z Rosją i 0:3 z USA sprawiły, że nasi siatkarze wracali do domu już po fazie grupowej. `

Wzloty i upadki w Warnie

Reprezentacja rozpoczęła zmagania na mundialu w Warnie. W grupie z Kubą, Portoryko, Finlandią, Iranem i Bułgarią biało-czerwoni spisali się znakomicie i z kompletem punktów awansowali do kolejnej fazy turnieju. Mimo zwycięstw kadra borykała się z problemami. Jeden z liderów – Michał Kubiak, był przeziębiony i nie mógł wystąpić w spotkaniu z Argentyną. Polska w dramatycznych okolicznościach przegrała 2:3 i znacznie skomplikowała sobie sytuację. W kolejnym meczu biało-czerwoni mierzyli się z Francją i również przegrali, tym razem 1:3. Ostatnim rywalem w tej fazie była Serbia, która już wcześniej zapewniła sobie awans do najlepszej szóstki. Polacy, żeby awansować, potrzebowali zwycięstwa. Udało się wygrać 3:0, jednak wielu uważało, że Serbowie oddali mecz bez walki, ponieważ chcieli wyeliminować Francuzów. Sprawiedliwie czy też nie, to siatkarze Heynena znaleźli się wyżej w tabeli od trójkolorowych i to oni pojechali do Turynu by grać o medale.

Zaskoczyli wszystkich

Patrząc na dyspozycję z poprzedniej rundy, Polacy nie byli w gronie faworytów do medalu. Rywalami w kolejnej fazie turnieju byli doskonale nam znani Serbowie oraz Włosi. W pierwszym meczu tej grupy reprezentacja Serbii pokonała Włochów 3:0 i praktycznie zapewniła sobie awans do półfinału. Dzień później doszło do rewanżu za mecz w Warnie. Tym razem biało-czerwoni już bez żadnych kontrowersji wygrali z Serbami 3:0 i późniejszy mecz z Włochami stał się już tylko formalnością. Polska przegrała z gospodarzami turnieju 2:3, jednak awans do półfinału był pewny już po pierwszym secie.

W walce o wejście do finału rywalem były Stany Zjednoczone. Po niezwykle zaciętym i dramatycznym meczu Polacy pokonali faworyzowanego rywala 3:2. W finale doszło do powtórki z przed czterech lat i polskim siatkarzom przyszło się mierzyć z Brazylią. Będący na fali biało-czerwoni, całkowicie zdominowali Canarinhos i zwyciężyli 3:0 broniąc tytułu mistrzów świata.

Nasi siatkarze zgarnęli wiele nagród indywidualnych. Najlepszym libero został Paweł Zatorski, Michał Kubiak otrzymał nagrodę dla najlepiej przyjmującego, Piotra Nowakowskiego wybrano najlepszym środkowym, a MVP całego turnieju został Bartosz Kurek.


Autor: Grzegorz Krawczyk
Zdjęcie: Instagram