Trzecia Rzeczpospolita rodziła się w bólu i podczas protestów. 30 lat temu zaangażowali się w nie także wrocławscy studenci. W ramach uczczenia tych wydarzeń włodarze miasta oraz rektor Uniwersytetu Wrocławskiego prof. Adam Jezierski odsłonili tablicę upamiętniającą.

Końcówka lat 80. była burzliwym okresem w państwie polskim. NSZZ „Solidarność” zyskiwała na sile. Historie chociażby księdza Jerzego Popiełuszki oraz strajków w Stoczni Gdańskiej utwierdzały ludzi w przekonaniu, że nadchodzą zmiany. Tym sprzeciwiał się ówczesny rząd, a za jego pośrednictwem Milicja Obywatelska i jej zmotoryzowane odwody, pacyfikujące protesty. Wśród grona takich wydarzeń szczególnie ważnym okazało się stłumienie strajku w Hucie imienia Lenina w Krakowie. Wybuchł on 26 kwietnia 1988 roku w momencie przerwania pracy na suwnicy Walcowni Zgniatacz. Drugiego maja do akcji dołączyła Stocznia Gdańska. Władza chciała pertraktować ze związkowcami i „Solidarnością”, która objęła kontrolę nad zrywami. Jednak nocą z 4 na 5 maja ZOMO wraz z oddziałem antyterrorystycznym zbrojnie wtargnęły na teren huty. Uwięzionych zostało ponad 79 osób.

Jacek Protasiewicz i Paweł Kocięba podczas studenckiego strajku w gmachu przy Nankiera 15

Te działania zmotywowały Niezależne Stowarzyszenia Studentów do wzięcia udziału w strajku. 5 maja 1988 studenci Uniwersytetu Wrocławskiego oraz 12 innych uczelni w całym kraju zorganizowali wiece. We Wrocławiu rozpoczął się on o godzinie 11 przy fontannie z szermierzem. Jak wspomina Jacek Protasiewicz, obecnie europoseł, a wtedy członek NZS UWr:

Wiec na placu Uniwersyteckim nie był bardzo liczny. Niektórzy uważali, że to błąd i trzeba strajk zacząć od razu, z tą grupą, która przyszła na wiec. Jednak do dziś pamiętam moment, kiedy około 8 rano byliśmy już w kilka osób-organizatorów przed zamkniętym jeszcze budynkiem Wydziału Filologicznego, zastanawiając się czy ktoś więcej do nas dołączy i niemal dokładnie o godzinie 8 zatrzymał się tramwaj, z którego wysypało się wielu studentów z plecakami i śpiworami…wtedy wiedzieliśmy już, że strajk wypali i pobiegliśmy otworzyć bramę wydziału. 

Na następny dzień zdecydowano się rozpocząć strajk w gmachu Instytutu Filologicznego UWr. Studenci nie posłuchali apelu rektora prof. Mieczysława Klimowicza, który nalegał, by się rozeszli. Zamknęli się w budynku na 24 godziny. Tak sytuację opisuje obecny europoseł Protasiewicz:

– Był to „strajk solidarnościowy”, bez konkretnych postulatów, ale zorganizowany w celu zamanifestowania sprzeciwu wobec użycia milicji do rozbicia robotniczego strajku w Nowej Hucie.  […] Byliśmy oburzeni użyciem siły wobec strajkujących robotników. Oczywiście część strajkujących studentów zaangażowana była w działalność opozycyjną -podziemną, tajną lub półjawną, ale akurat ten strajk nie był częścią wspólnego planu, lecz bardziej reakcją na wydarzenia. Atmosfera była bardzo poważna i cały czas czuć było napięcie związane z ryzykiem interwencji ZOMO. Zwłaszcza w nocy, gdy wokół budynku Wydziału Filologicznego demonstracyjnie zgromadzono ciężarówki z ZOMO napięcie było duże. Jednak władza nie zdecydowała się na rozbicie strajku. 

Wydarzenia te pozwoliły scementować się niezależnym organizacjom studenckim, dzięki czemu rok później stworzyły one Międzyuczelniany Komitet Strajkowy. Gromadził on w kluczowym momencie ponad 2000 studentów z wrocławskich uczelni. Jak wspomina historyk dr Łukasz Kamiński:

– W połowie lat 80. sytuacja znalazła się w zawieszeniu. Władza zgłaszała gotowość do zmian, ale do niczego poza referendum w 1987 nie doszło. Strajk [studentów – red.] zasiał ziarno zwycięstwa, bo gdy w sierpniu 1988 roku młodzi robotnicy zainicjowali kolejny protest, do zmian doszło błyskawicznie. 

To była ochrona honoru Wrocławia

Paweł Skrzywarek zapowiedział odsłonięcie tablicy przed gmachem Uniwersytetu Wrocławskiego

W piątek, o godzinie 13 odsłonięto pamiątkową tablicę, która znalazła się w przejściu historycznego gmachu Uniwersytetu Wrocławskiego. Na Placu Uniwersyteckim poza rektorem prof. Adamem Jezierskim pojawili się uczestnicy strajku sprzed trzech dekad. Wśród nich Paweł Skrzywarek, przewodniczący historycznego buntu. Wspominał on tamte wydarzenia:

– W trakcie strajku mieliśmy rozwinięte struktury, mieliśmy informatorów w całym Wrocławiu, liczyliśmy się z opresjami. Głównym celem przez cały czas było zalegalizowanie NZS. Udało się to osiągnąć dopiero po roku. […] Nie spodziewaliśmy się, że po dwudziestu czterech godzinach uda się zrealizować ten postulat. To był strajk solidarnościowy, to było myślenie [skierowane – red.] na wrażliwość społeczną. Wreszcie ktoś przeciwstawił się władzy.

Zawsze musimy pamiętać, że wolność nie jest dana nam na zawsze i trzeba o nią walczyć – z takim przesłaniem do zebranych skierował się rektor prof. Adam Jezierski. Tablica została opatrzona zdjęciem strajkujących studentów stojących na fontannie z szermierzem i krótkim wspomnieniem tamtych wydarzeń.


Autor: Michał Mielnik
Zdjęcia: Archiwum Niezależnej Agencji Fotograficznej Dementi; Ola Sopuch