O „Projekcie: Prawda”, rozmowie i reportażu z Mariuszem Szczygłem  – rozmawiał Mariusz Bartodziej.

*


Mariusz Szczygieł – reporter związany od 1990 r. z „Gazetą Wyborczą”. Autor takich reportaży jak „Gottland”, a od 2016 r. także „Projekt: Prawda”. W 2013 r. otrzymał Nagrodę im. Andrzeja Woyciechowskiego za reportaż „Śliczny i posłuszny” oraz został wybrany Dziennikarzem Roku w konkursie Grand Press. Tegoroczny laureat „MediaTorów” w kategorii „AuTORytet”.


Mariusz Bartodziej: Pan również odnosi wrażenie, że ludziom coraz trudniej się ze sobą porozumiewać? Bo „Projekt: Prawda” opiera się w dużym stopniu na zwyczajnej rozmowie.

Mariusz Szczygieł: – Im jestem starszy, tym łatwiej mi się rozmawia i nie mam takiego kłopotu. Ale rzeczywiście, w dzisiejszych czasach widać, nawet w pociągu, że  ludzie mało ze sobą dyskutują. Kiedyś osoby poznawały się w podróży. Każdy mówił, dokąd jedzie, skąd pochodzi. Dziś to rzadkość.

Rozwój internetu spowodował, że całe pokolenia wolą kontaktować się za jego pomocą niż osobiście. Rozmawia się trudniej, może mniej, może bardziej zdawkowo. Ale z drugiej strony, dzięki temu taka książka jak moja, będąca zapisem różnych rozmów i obserwacji, ma ostatnio duże wzięcie, więc wnioskuję, że jest w nas wciąż głód wiedzy o drugim człowieku.

Mariusz Bartodziej: Ma Pan sprawdzone sposoby na rozpoczęcie dialogu?

Mariusz Szczygieł: – Wszystkich traktuję, jakbym ich znał – to moja metoda. Nie czuję obciachu, nie ma we mnie żadnej oficjalności. Nie lubię sytuacji formalnych.

Drugą kwestią jest słuchanie. Wcale nie zadaję dużo pytań. Dla mnie „słuchać”, to nie mówić drugiemu, że jego życie nie jest takie, jak sobie wyobrażamy. Nie pouczać go.

Przeczytaj również – wywiad z Piotrem Gładczakiem, autorem bloga Wrocławskie Podróże Kulinarne

Mariusz Bartodziej: Poszukiwanie prawd ma wyznaczony koniec?

Mariusz Szczygieł: – Do końca życia chcę to robić. Bolesław Prus pisał swoje Kroniki Tygodniowe czterdzieści lat. Przewiduję, że będę żył jeszcze z trzydzieści pięć, więc prawie go dogonię.

Mariusz Bartodziej: Dlaczego chcę czytać reportaże?

Mariusz Szczygieł: – Bo świat jest na tyle skomplikowany, że media nie dają Panu odpowiedzi na pytania, nie tłumaczą go. Informacje są powierzchowne. A gdy bierze Pan do ręki książkę reporterską, przed napisaniem której reporter spędził w danym kraju jakiś czas, poznał tych ludzi i wszedł w ich życie, głębiej drążył temat, to otrzymuje Pan cały mikrokosmos. Telewizja zawsze będzie bardziej powierzchowna niż książka, a Pan nie chce naskórkowego kontaktu ze światem.

Po drugie, moim zdaniem, każdy z nas ma potrzebę, żeby opuścić na chwilę swoje życie i stać się kimś innym. A pozwala nam na to reportaż. Czyta Pan książkę Åsne Seierstad „Księgarz z Kabulu” o Afganistanie i nagle znajduje się w tamtejszej rodzinie. Żyje Pan z nimi i zaczyna rozumieć różne sprawy. Reportaż czytamy, by poznać drugiego człowieka.

Powieść także może nam pomóc. Czytając ją, opuszczamy swoje życie i wchodzimy w inne. Tyle że to są zmyślone dramaty, a część osób woli prawdziwe. Reportaż pozwala nam określić się we świecie. Pomyśleć „gdzie jestem” i jak się mam wobec tych wydarzeń. Gdy czyta Pan książkę z tego gatunku, to ma Pan szansę na zastanowienie się „co ja bym zrobił w opisywanej sytuacji”. Reportaż, który przecież opowiada o faktach, daje tę szansę.

Przeczytaj również – wywiad z Piotrem Kistelą, autorem jeszcze niewydanej powieści grozy „Litnati”

Mariusz Bartodziej: Niedawno przeczytałem „Eli, Eli” Wojciecha Tochmana. W tej książce pojawia się refleksja o roli reportera i jego zobowiązaniach wobec rozmówcy. Czasem oczekują pomocy i czują się zawiedzeni, gdy reporter temu nie sprostał. Pan miał podobne doświadczenia?

Mariusz Szczygieł: – Zdarzyło mi się, że pisałem o kimś i ten ktoś poprosił mnie później o pomoc finansową. To były osoby naprawdę w potrzebie. Pomogłem, ale z jedną bohaterką miałem kłopot, bo właściwie co chwilę chciała pieniądze. Dlatego każdy musi to rozsądzić w sercu: tylko opisuję, czy jeszcze pomagam? Nie musi być to tylko wsparcie finansowe. W „Eli, Eli” Wojtka Tochmana on buduje dom dla bohaterów. Jest reporterem, który angażuje się całym sercem i całymi emocjami w los swoich rozmówców.

Uważam, że reporter nie ma obowiązku pomocy. Ma opisywać świat. Natomiast czy człowiek ma obowiązek pomagać, to każdy musi odpowiedzieć sobie sam.

Mariusz Bartodziej: Czy takie zaangażowanie emocjonalne reportera może pomóc czy zaszkodzić?

Mariusz Szczygieł: – Nie ma na to jednoznacznej odpowiedzi. Dla jednego jest to dobre, dla drugiego nie. To zależy od człowieka i od charakteru. Sądzę, że nie ma żadnego wzorca reportera ani reportażu. Niech każdy zachowuje się, jak chce.


Rozmawiał: Mariusz Bartodziej

Zdjęcia: Magdalena Wdowicz-Wierzbowska, archiwum własne