Pod koniec II wojny światowej, w 1944 roku, Adolf Hitler ogłosił niemieckie Breslau twierdzą i nakazał, by bronić je do ostatniego człowieka. Na początku następnego roku Festung Breslau zostało okrążone przez Rosjan, którzy próbowali zdobyć je dwukrotnie. Po kapitulacji Niemców, datowanej na 6 maja 1945 roku, miasto było całkowicie zrujnowane.

Rosjanie po raz pierwszy zaatakowali twierdzę w lutym od strony południa. Sowieci przełamali w drugiej połowie lutego 1945 r. linię nasypu kolejowego na wysokości obecnej siedziby wrocławskich ośrodków radia i telewizji i wdarli się w głąb miasta na głębokość około 2-2,5 kilometra. Okazało się jednak, że 6. Armia Władymira Głuzdowskiego utknęła w gęstej zabudowie. W obliczu twardej obrony Niemców, sowiecki szturm zgasł. Inną przyczyną niepowodzenia mógł być również brak broni pancernej oraz doświadczenia – oddział był formowany na jesieni 1944 roku z wołyńskich chłopów, którzy nie przeszli dostatecznej liczby szkoleń. Co więcej, oddziały atakujących Sowietów były liczebnie zbliżone do formacji broniących miasto.
Ponowny atak Rosjan miał miejsce w Wielkanoc, 1 kwietnia 1945 roku. Jak przyznają historycy, decyzja o ponownym natarciu była podyktowana ambicjami marszałka Iwana Koniewa. Sowieci za wszelką cenę chcieli udowodnić swoją przewagę nad Niemcami. Drugi szturm został przygotowany lepiej niż pierwszy – atak został przeprowadzony od strony lotniska na Gądowie, gdzie Niemcy wywozili samolotami rannych i dostarczali do twierdzy amunicję oraz lekarstwa. Atak oprzedził tzw. nalot wielkanocny, w wyniku którego zniszczeniu uległo historyczne centrum Wrocławia. Rosjanie przewidywali, że straty w cywilach zmuszą Niemców do kapitulacji. Breslau był jednak stolicą prowincji Dolny Śląsk i ważnym punktem na mapie Niemiec. Można nazwać go ostoją nazizmu – w wyborach z 1933 roku NSDAP zdobyła w Breslau bezwzględną większość głosów.

Nadodrzańskie Monte Casino

W mieście codziennie dochodziło do starć. „Prawdopodobnie rzadko ludzkie oczy mogą zobaczyć to, co ja tutaj ujrzałem. Byłem zdumiony, oszołomiony, wstrząśnięty do głębi. Za mną wielkie płomienie wież katedralnych (…) , cały Ostrów Tumski był ogarnięty szalejącą i ryczącą burzą ogniową. Pięciopiętrowe kamienice stały w ogniu, wszystkie okna oświetlone, jak gdyby odbywał się jakiś festiwal świateł” pisał w swoim dzienniku po nalocie wielkanocnym ksiądz Walter Lassmann. W tak wielkim zamieszaniu musieli funkcjonować również inni cywile. Pomysł komendanta twierdzy, Johannesa Krause, z grudnia 1944 roku, by ewakuować z miasta 200 tysięcy starców i matek z dziećmi, został odrzucony. Gauleiter Dolnego Śląska, Karl Hanke, tłumaczył, że taka decyzja mogłaby ukazać brak wiary Niemców w zwycięstwo. Kat z Breslau chciał uczynić z miasta Monte Casino nad Odrą. Cywile w trakcie oblężenia zazwyczaj mieszkali w piwnicach. Budowali tam schrony, które łączyli ze sobą siecią korytarzy. Przemieszczanie się po mieście wymagało specjalnej przepustki. Wobec trudnej sytuacji i przegranej wojny część cywilów okazywała publicznie swoje niezadowolenie. Przykładem może być demonstracja kobiet pod siedzibą lokalnej Orstgruppe, które domagały się powrotu ich mężczyzn z frontu i zakończenia wojny. Niektóre z nich zostały aresztowane. Działaniom III Rzeszy sprzeciwiała się również część inteligencji oraz duchowieństwa. Na terenie twierdzy obowiązywały jendak w trakcie walk drakońskie zasady, które skutecznie zastraszały mieszkańców. Żandarmeria miała pełnię praw, włącznie z wykonaniem na miejscu egzekucji.

Mnożące się problemy Niemców

Sytuacja obrońców oblężonego miasta stawała się coraz trudniejsza. Heinz Liedtke pisał pod koniec kwietnia do swojego brata: „Siedzimy w Breslau jak szczury schwytane w pułapkę i czekamy na koniec. Już prawie straciłem wszelką nadzieję, że kiedyś wydostanę się z tego gówna. Walczymy, pijemy z rozpaczy (jeśli zdołamy załatwić coś do picia) i prowadzimy rozwiązłe życie z dziwkami różnych narodowości – nie brakuje ich tutaj”. Obrońcy twierdzy musieli zmienić siedzibę kwatery głównej dowództwa. Ich wcześniejsza lokalizacja, bunkier pod obecnym Wzgórzem Partyzantów, znajdował się od strony ataków Sowietów. Idealny okazał się budynek Biblioteki Uniwersyteckiej przy ul. Świętej Jadwigi, który znajdował się za Odrą i miał solidne mury. Mieszkańcy mieli coraz większe problemy z zaopatrzeniem. W jedną noc niemieckie samoloty mogły przetransportować do Breslau nawet sześćdziesiąt ton amunicji, co nie pokrywało jednak rosnących potrzeb. Po kwietniowych nalotach przestało działać lotnisko na Gądowie i do miasta docierała tylko niewielka część zaopatrzenia poprzez nowe lotnisko stworzone na obecnym Placu Grunwaldzkim. Obrońcy mieli coraz mniej amunicji. Co więcej, 30 kwietnia Adolf Hitler popełnił samobójstwo w berlińskim schronie. To był moment, w którym komendant twierdzy, generał Hermann Niehoff, doszedł do wniosku, że dni obrony Breslau są policzone. Reakcje Niemców na śmierć Führera były skrajne. Niektórzy, tak, jak oficer Herbert van Burck, wciąż namawiali do propagowania nazizmu i wierzyli w zwycięstwo. Dalszą walkę zapowiadał też gauleiter Karl Hanke. Inni cieszyli się ze śmierci Hitlera. „Zapanował radosny nastrój, teraz mamy kluczowy warunek do pokoju” stwierdził ksiądz Helmut Richter.

Niedotrzymana umowa

Koniec walk obronnych miał miejsce 4 maja. Generał Niehoff odbierał coraz więcej sygnałów od duchowieństwa i żołnierzy, by ogłosić kapitulację. „Hitler nie żyje. Berlin upadł. Alianci ze Wschodu i Zachodu podali sobie dłonie w sercu Niemiec. Nie ma już żadnego powodu, żeby kontynuować bitwę o Breslau. Jakiekolwiek dalsze poświęcenie byłoby zbrodnią” mówił 5 maja swoim żołnierzom komendant Breslau. Dzień później Niehoff udał się do willi Colonia przy obecnej ul. Rapackiego, by podpisać warunki rozejmu. Zapewaniły one niemieckiemu garnizonowi przeżycie, żywność oraz pozostawienie osobistego majątku i odznaczeń. W innym punkcie wspomniano również o udzieleniu pomocy wszystkim chorym. Cywile mieli mieć zagwarantowane bezpieczeństwo i normalne warunki życia. Później okazało się, że obietnice te nie zostały spełnione. „Była niedziela, przepiękny wiosenny dzień. Ale nie było nam wesoło. Nie padł już żaden strzał i ludność cywilna wyległa na ulice. Nasza kampania przemaszerowała siódmego maja przez ul. Legnicką (…), wkraczając na mroczną ścieżkę ku wieloletniej niewoli, z której wielu z nas miało już nigdy nie powrócić do ojczyzny” pisał kapitan Hartmann. Przywitanie Sowietów we Wrocławiu było dość ciepłe. Mieszkańcy dziękowali rosyjskim żołnieżom, wywieszając napisy oraz wręczając kwiaty i butelki wina. Traktowano ich, przynajmniej oficjalnie, jak wybawicieli. Okazało się jednak, że mieszkańców miasta miały czekać tygodnie grozy – gwałtów, rabunków, rozbojów i irracjonalnych dewastacji. Ich kres miał nastać dopiero po wycofaniu z miasta większości jego „wyzwolicieli”.

Ślady po oblężeniu

„Wydawało się, że z miasta prawie nic nie pozostało” pisał bibliotekarz Friedrich Grieger. Ustalenia mówią, że zniszczono około siedemdziesięciu procent budynków w mieście. Do dzisiaj zauważalny jest pas bombardowania wielkanocnego, które zdewastowało Wrocław w pasie od północy do okolic Placu Dominikańskiego oraz całej wschodniej części Starego Miasta i Ostrowa Tumskiego. W trakcie oblężenia Sowieci zrównali również z ziemią Popowice. Po wojnie władze stopniowo tworzyły nową tkankę miejską. Ślady walk były jednak zauważalne przez kolejne dziesiątki lat. Uważni obserwatorzy jeszcze dziś mogą znaleźć strzałki z niemieckimi napisami, które niegdyś kierowały ludność Breslau do schronów przeciwlotniczych. Wrocław powoli, ale systematycznie zaleczał wojenne rany, wracając do swej roli stolicy Dolnego Śląska.


Tekst: Marcin Obłoza
Zdjęcie: commons.wikimedia.org