Za nami inauguracja Ligi Futbolu Amerykańskiego. Najlepsza polska drużyna Panthers Wrocław podjęła na stadionie olimpijskim Primacol Lowlanders Białystok. Wrocławianie wygrali 37:13, a kibice, pomimo ataku zimy, oklaskiwali swoich sportowców.

Liga Futbolu Amerykańskiego (LFA) to nowy twór na krajowym podwórku. Panthers Wrocław postanowili odłączyć się od Polskiej Ligi Futbolu Amerykańskiego (PLFA) i założyły własną ligę. Do niej zaprosiły kilka drużyn z PLFA i rozpoczęli zmagania. Choć spór między obiema organizacjami trwa, sezon trzeba było zacząć. Na inaugurację do Wrocławia przyjechali goście z Białegostoku. Przygotowanie murawy, która rano jeszcze była przykryta kilkucentymetrową warstwą śniegu, nie było łatwe, organizatorzy podołali jednak zadaniu i o godz. 13:00 drużyny wyszły na murawę Stadionu Olimpijskiego.

Lowlanders pierwsi wykopywali owalną piłkę, więc Panthers rozpoczynały atakiem. Od początku było widać jednak, że wobec minusowej temperatury, z łapaniem piłki będą trudności. Rozgrywający miejscowych, Tim Morovick próbował więc częściej zdobywać kolejne jardy biegiem. Wrocławianie mozolnie ciułali kolejne metry, a goście próbowali przechwytów. Raz było bardzo blisko, ale sędziowie zauważyli, że futbolówka dotknęła boiska. Morovick wybrał sobie dwójkę graczy, do których najchętniej podawał: Ernesta Rogowicza i Tomasza Dziedzica. to właśnie ten drugi zdobył też pierwsze przyłożenie (Touchdown). Quarterback posłał długie podanie w prawą stronę strefy końcowej, gdzie niepilnowany Dziedzic pewnie piłkę złapał. Gospodarze zdobyli też punkt ekstra przez kopacza i na tablicy wyników widniało 7:0.

Drugą kwartę rozpoczęli przyjezdni. Piłkę stracili już jednak w pierwszym posiadaniu. Przy 4 próbie rozegrania (4&down) play-maker Lowlanders, Ryan Kasdorf pojął ryzykowną decyzję o graniu podaniem, miast dalekim puntem (wykopem z powietrza) odgonić przeciwników. Akcja była nieudana i Pantery dostały posiadanie, którego jednak nie potrafiły wykorzystać. Kolejne próby gości znów nie przybliżały ich do end-zone Wrocławia. Przy kolejnym 4&down, pomni wcześniejszych doświadczeń, Białostoczanie zagrali punta, który wylądował zaledwie 2 jardy od strefy dającej przyłożenie. Panthers, co prawda, miały piłkę w ofensywie, fatalny błąd popełnił jednak Morovick, który podał w ręce przeciwników. Goście mieli więc aż 4 próby na zdobycie Touchdown’a z zaledwie jednego jardu. Już w pierwszym rozegraniu sekcja specjalna przepchnęła piłkę w strefę. Po chwili kicker pewnie trafił między słupki bramki i Lowlanders doprowadzili do remisu 7:7.

Mecz był bardzo wyrównany, a formacje defensywne obu drużyn nie pozwalały zdobywać kolejnych metrów. Wrocławianie mieli piłkę w posiadaniu, po trzech nieudanych próbach celnym puntem wykopali ją jednak pod linię końcową rywali. Przyjezdni atakowali z odległości zaledwie 3 jardów od własnego pola punktowego. Po raz kolejny świetnie zareagowała obrona panter. Środkowi zdołali wepchnąć zdezorientowanych atakujących w strefę i tym sposobem do dorobku Wrocławia zostały dopisane dwa punkty za Safety. Kronikarskim obowiązkiem należy dodać, że obalenia dokonał Szymon Adamczyk. 9:7 do przerwy.

Trzecią kwartę rozpoczęli goście. Już po czterech próbach pokonania 10 jardów musieli oddać piłkę zeszłorocznym mistrzom kraju. Kolejny raz kapitalnie pokazywał się Dziedzic. Najpierw złapał 30-metrowe podanie, w kolejnej akcji zdobył drugie w meczu przyłożenie. Morovick przeczekał obronę, zrobił zwód i zagrał na lewą stronę do uciekającego Wide Receivera. Ten przebiegł kilka metrów i znalazł się w strefie punktowej. Kolejne udane kopanie i gospodarze prowadzili 16:7. Do końca kwarty Wrocław przeważał, nie potrafił jednak zdobyć kolejnych punktów.

Ostatnią część spotkania miejscowi rozpoczęli z przytupem. 3 TD i trzeci raz Dziedzic. Zawodnik ten najpierw zdobył kilka jardów po podaniu, by w kolejnej próbie wyrwać się obrońcom i pognać do strefy. Jeszcze punkt ekstra od kopacza i Panthers prowadzili już 23:7.

Goście nie zamierzali się jednak poddawać. Szybko odpowiedzieli swoim przyłożeniem. Ryan Kasdorf kapitalnie rozegrał akcję środkiem i goście powiększyli swój dorobek do 13 punktów. Wiedząc, że mają dużą stratę, zaryzykowali i próbowali zdobyć kolejne dwa ekstra punkty. Akcja jednak się nie powiodła i ciągle przegrywali dziesięcioma.

Panthers pokazali już w kolejnych minutach, kto tu gra w roli faworyta i kto planuje się z niej wywiązać. Swój kunszt pokazał Morovick, który najpierw sam zdobył kilka jardów, by następnie znaleźć sobie nowych, zupełnie niespodziewanych bohaterów akcji. Najpierw świetnie dwukrotnie uruchomił Damiana Kwiatkowskiego, by wreszcie posłać długie podanie na prawą stronę wprost w ręce Wiktora Zięby. A, że Zięba znajdował się już w strefie punktowej, mógł sobie dopisać do dorobku pierwsze przyłożenie w sezonie.

Obrona, obawiając się, że całe show skradnie im quaterback, postanowiła też pokazać, jak się gra. Najpierw Hubert Ogrodowczyk ruszył mocno do przodu i powalił na ziemię rozgrywającego gości. Tym sposobem dopisał sobie pierwszy sack tego roku. Chwilę później przy 3&down dla Lowlanders ten sam zawodnik przerwał akcję gości. Wtedy też definitywnie przesądził o wygranej swojej drużyny.

Końcówka należała do debiutanta. Gospodarze mieli 1&down, gdy grający pierwszy mecz Damian Kwiatkowski dostał piłkę na 20 jardzie od end-zone gości, zwiódł obrońcę i pognał pewnie do strefy. Touchdown dla nowego w drużynie i na tablicy wynik 37:13.

Takim wynikiem też się spotkanie zakończyło. Lowlanders próbowali jeszcze zdobyć ostatnie punkty, skuteczna obrona Panter powstrzymała ich zakusy.

Panthers Wrocław wygrali więc inauguracyjne spotkanie. Choć wynik na to nie wskazuje, nie był to spacerek dla utytułowanych gospodarzy. Teraz wrocławian czeka seria czterech wyjazdowych spotkań. Za tydzień pojadą do Tychów poszukać kolejnego zwycięstwa. Na przeciw nim staną miejscowi Falcons. Mecz będzie można obejrzeć na kanale ligi na Youtube.

Poniżej zdjęcia z dzisiejszego spotkania.


Autor: Dawid Paluch
Zdjęcia: Andrzej Tomaszek