Ilu z was będąc dzieckiem marzyło o zdobyciu nadprzyrodzonych zdolności czy też strojów, które pozwolą nam wykonywać przeróżne, nieludzkie akrobacje? Shazam to historia bardzo podobna do tej koncepcji, a co najważniejsze, pełna serca, humoru, zapewniająca dwie godziny dobrej rozrywki.


Patrząc na dwóch największych komiksowych gigantów – Marvela i DC, oraz na to jak sobie obecnie radzą w kinie, bez wątpienia można przyznać, że studio pod Disneyem ma się lepiej. DC do tej pory, poza paroma wyjątkami, brakowało silnych, niezależnych pozycji w swoim uniwersum. To się może zmienić, jako że Shazam! to kolejny, tuż po Wonder Woman i Aquamanie, świetny film DC.

Wypowiedz jedno słowo a staniesz się… Zacharym Levim

Na tym głównie opiera się superbohaterskość nowego dzieła Davida F. Sandberga. Jest to reżyser, który poprzednio pracował głównie nad tytułami z gatunku horror, między innymi Annabelle czy Kiedy gasną światła. Shazam naturalnie takim nie jest – ten film najlepiej wpasowuję się w gatunek familijny.

Czerwony strój obcisły strój i wielkie logo na klacie – nic bardziej charakterystycznego dla superbohatera.

Główny bohater, Billy Batson(Asher Angel), to piętnastolatek, który nie potrafi się odnaleźć w dzisiejszym świecie. Jako małe dziecko został bez rodziców, a obecnie ucieka od każdej rodziny zastępczej, w poszukiwaniu swojej matki. To zmienia się, kiedy trafia do rodziny Vazquezów, dla których Billy będzie szóstym dzieciakiem, nad którym mają opiekę.

W mieszance różnych charakterów w nowym domu, Billy jako tako potrafi złapać kontakt jedynie z niepełnosprawnym Freddym Freemanem, który grany jest przez Jacka Dylana Grazera. Jak się szybko okazuję, Freeman jest ogromnym geekiem i fanem superbohaterów, których w całkiem nieźle zbudowanym już świecie DCEU, nie brakuje. Jest to w zasadzie ich główny temat do rozmów, jako że Billy bardzo szybko zyskuje supermoce legendarnego, magicznego obrońcy. Wystarczy tylko, że wypowie imię Shazam i Billy zmienia ciało na muskularnego, dorosłego mężczyznę – tutaj w rolę alter ego wciela się Zachary Levi. Nie wiem co jest większym atutem tej postaci. Fakt, że włada się między innymi elektrycznością, można latać i jest się super szybkim czy to, że jest się Zacharym Levim, który w tej roli czuje się niewiarygodnie dobrze?

Kto by się nie cieszył widząc siebie na Times Square?

Kto jest złym charakterem?

Jak to w przypadku każdej produkcji o superbohaterach, skoro mamy dobrą postać, musi istnieć również jego przeciwnik, jakiś supervillain. Tutaj Sandberg nie wyciąga bardzo znanej, interesującej osobowości. Nie najpopularniejszy z komiksów Black Adam, a Thaddeus Sivana, bardzo dobrze odgrywany przez Marka Stronga, walczy z Shazamem. Aktor stara się wnieść w postać jak najwięcej życia i intrygi, dlatego Thaddeus jest dobrym wyborem na origin story, na pierwszą część. Pomimo naprawdę wiarygodnej motywacji i kilku scen scen rodem z horroru, Sivana nie jest jednak przerażający, jako że jego celem jest zniszczenie świata. Czy dzisiaj ktoś naprawdę może uwierzyć, że w produkcji z tego gatunku, czarny charakter naprawdę wygra i unicestwi cały świat? W 2019 roku nikt nie powinien się na to złapać.

Humor występuję również między Strongiem a innymi postaciami.

Na tym powinno się budować DC

Wspominam o tym już teraz, jako że jest to jedyna rzucająca się w oczy wada, której mogę się czepić. Sandberg i Warner Brothers naprawdę pozytywnie nas zaskakują. Fakt faktem, jest to trochę z powodu małych oczekiwań, ale dajmy im szansę. Bardzo miło ogląda się świetną chemię pomiędzy postaciami, głównie między postacią Grazera, a Angelem i Levim. Główna nagroda i największe brawa zdecydowanie kierowane są w ich stronę. Zwłaszcza młodszym aktorom. Trudno jest dzisiaj znaleźć potencjalnie dobrych młodych artystów, którzy sprawdzą się w Hollywoodzkiej produkcji. Shazam zawiera sceny, w których siedemnastoletni Asher Angel potrafi złapać widza za serce i to niejednokrotnie.

Levi fantastycznie odgrywa niewinność i prawdziwość danych sytuacji

Aczkolwiek to samo można powiedzieć o całej zastępczej rodzinie. Ich problemy, dialogi i interakcje, są ludzkie. Momenty, przez które postacie przechodzą, są jednocześnie trudne i smutne, ale znajdziemy również wiele tych zabawnych i pozytywnych. To właśnie dzięki współpracy rodziny podczas seansu można doznać tego świetnego uczucia. Mówię tutaj o sytuacji, kiedy jako widz, nawet nie zwraca się uwagi na prostotę samej fabuły. Jesteśmy oczarowani szczerymi dialogami, sytuacjami, rodziną pełną serca. Humor w połowie pisze się sam – dzieciak w ciele dorosłego, w dodatku z supermocami. W filmie jest między innymi montaż filmików na Youtube robionych przez Freemana i Batsona, o tym jak odkrywają moce. Bądź też wiele chwil, kiedy wymyślają pseudonim dla Billy’ego. Bądźmy szczerzy, kto by dzisiaj tego nie udokumentował.

Obrabowanie bankomatu na małą sumę, żeby mieć na Cheetosy i colę, to też pewnie pierwsza rzecz którą bym zrobił, otrzymując takie moce.

David Sandberg przygotował dla nas dzieło, które w porównaniu z innymi produkcjami gatunku superhero z zeszłego roku, jest najbardziej wyluzowane, proste i świadome tego czym jest. Scenariusz, reżyseria i aktorzy, nadają na tych samych falach, a Warner Brothers w końcu nie zakłóca tego połączenia. Życzę DC jak najwięcej takich sukcesów, a całej ekipie Shazama jak najszybszego pozwolenia na sequel.


Autor: Mateusz Miter
Zdjęcia: Instagram @shazammovie, Youtube