Ameryka Zachodnia, lata 50. Społeczeństwo usilnie walczy z wszelakimi przejawami zaburzeń psychicznych, rośnie popularność kontrowersyjnych zabiegów. Rick Alverson, znany z przytłaczająco – depresyjnych dzieł Entertainment i The Comedy, tym razem odsłania nam zupełnie inną rzeczywistość osób psychicznie chorych.

Piąta i najbardziej skrupulatnie wypolerowana fabuła amerykańskiego reżysera kina niezależnego – Ricka Alversona, wylądowała na polskich ekranach w trakcie 9. edycji Americal Film Festival. Już po kilku minutach wyraźnie dostrzegamy stylistyczne nawiązania do dorobku Lanthimosa i Lyncha. Wizualny charakter Góry wdraża nas do  hopperowskich motywów – zimna szpitalna izolacja, ciasna zamknięta przestrzeń motelu, odosobnienie głównego bohatera od bolesnej rzeczywistości. Nie jest to zwykłe ćwiczenie w sztuce filmowego performensu: zimnokrwiste uczucia Alversona służą surowej tezie o naszym rozwijającym się rozumieniu zdrowia psychicznego, jak również wątpliwej amerykańskiej romantyczności serca zaburzeń psychicznych.

Eksperymenty reżyserskie w Górze

Oczywiście, należy udowodnić polaryzację na festiwalowym torze – trudno sobie wyobrazić, że Alverson będzie postępował jakkolwiek inaczej. Góry powinno starczyć na przyciągnięcie zainteresowania dystrybutorów. Po głębszym zanurzeniu się w obsadzie z poprzedniej fabuły twórcy Entertainment, Alverson intrygująco eksperymentuje ze stylem performatywnym. Jednocześnie przesyła skrupulatnie kontrolowane filmy do kaprysów nieprzewidywalnie idiosynkratycznych filmowych gwiazd jak Denis Lavant, Jeff Goldblum i Udo Kier. Biorąc pod uwagę niedawno uformowany nurt głównych ról Goldbluma, aktor jest niemal idealny do rzucenia bardziej trzeźwego zakrętu dla partii szalonego naukowca. Mentalnie niezrównoważonego psychiatry.

Aktorskie smaczki głównego bohatera

Jednak środek filmu utrzymuje się dzięki nieśmiałej, pełnej życia obecności Tye’a Sheridana, dla którego Góra jest drugą współpracą z reżyserem. Andy od razu imponuje widzowi – chłopiec dorastał zastraszony przez swojego niemieckiego ojca-łyżwiarza, Fryderyka (Udo Kier). Sheridan człapie wokół kamery nadnaturalnie spowolnionym, zranionym chodem, nawet jego nieskazitelna odzież robocza z lat 50. starzeje go do nieprzyjemnego efektu. Pozostaje nam się zastanawiać, jaki rodzaj nadużyć w dzieciństwie go odizolował. Cokolwiek to było, można założyć, że jego nieobecna matka była również ofiarą zachowań jego ojca. Dowiadujemy się, że została porzucona w instytucji po lobotomii z rąk doktora Wallace’a Fiennesa (Jeff Goldblum). Kiedy Fryderyk nagle upada, Fiennes pojawia się ponownie, by wziąć Andy’ego pod swoje skrzydła, co wydaje się podejrzane.

Humor celem otwarcia oczu na poważne dylematy

Skuszony propozycją udać się w upiorną podróż krajoznawczą, Andy zostaje fotografem na tournee Fiennesa po środkowoamerykańskich szpitalach. Udziela upośledzonym umysłowo pacjentom lobotomii, mimo rosnącej etycznej i naukowej oporności współczesnej medycyny na zabieg. Fiennes wciąż twierdzi, że pomaga ludziom, skutecznie ich odczłowieczając. Być może najczarniejszym, najbardziej żartobliwym dowcipem filmu jest to, że trudno odróżnić puste usposobione ofiary chirurgii Fiennesa od rzekomo „normalnego” ludu. Trudno tu nie wyczuć wpływu Yorgosa Lanthimosa w zatrzymywaniu obsady, rzadkich, nieumyślnie prowadzonego dialogu. Za to efekt obcości jest całkowicie dostosowany do zgorzkniałego amerykańskiego marzenia Alversona.

Introwertyzm jak choroba

Góra dostarcza nam pewnej terapii szokowej w wykrzywionej formie Denisa Lavanta jako Jacka, obłąkanego francuskiego alternatywnego uzdrowiciela, który żąda od Fiennesa zabiegu dla swojej córki Susan (Hannah Gross). Gdy Andy zakochuje się w nieszczęsnej dziewczynie, film zaczyna nabierać czułości w swoich postaciach. Oboje mają introwertyczne zachowania, które przez ich błędne traktowania przez ojców doprowadzają obu do lobotomii.

Dotarcie do sedna fabuły czy otwarty koniec?

Góra nie angażuje widza w każdym momencie, jak poprzednie filmy Alversona. Po części dlatego, że nastrój fabuły ma tendencję do odpoczynku na zbędnych pauzach, które zaciemniają szersze intencje. Niemniej jednak, film jest pełen pomysłów, ponieważ koncentruje się na postaciach wędrujących pustymi ścieżkami, szukając niemożliwych ideałów. Tym razem objawienie wkracza w obraz z rozdzierającymi serca rezultatami. Przez większą część filmu lekarz i jego uczeń podróżują po zielonych krajobrazach pełnych drzew, w ostatnich chwilach świat pokryty jest śniegiem, zamarznięty i martwy.


Autor: Zlata Veresniak
Zdjęcia: Variety, IMDb, FRED the festival insider