17. Mistrzostwa Świata w Lekkoatletyce w katarskiej Dausze rozpoczęły się. Pierwszego dnia zawodów kibice zgromadzeni na stadionie mieli okazję oglądać przede wszystkim dyscypliny biegowe, w których nie zabrakło polskich akcentów. Zwieńczeniem inauguracji mistrzostw był z kolei maraton kobiet, który wygrała Kenijka Ruth Chepngetich.

W 36-letniej historii mistrzostw świata w lekkoatletyce, impreza ta zawsze odbywała się w sierpniu, zahaczając czasami o początek września. Tegoroczne MŚ w Dausze są jednak pierwszymi, które rozpoczęły się pod koniec września i potrwają do 6 października.

Przesunięcie zawodów spowodowane jest nieco niższymi temperaturami jakie panują w Katarze o tej porze roku. I choć warunki pogodowe na przełomie września oraz października nie są o wiele lepsze, to późniejsze rozegranie mistrzostw nie było możliwe. Już za rok bowiem odbędą się Igrzyska Olimpijskie w Tokio i tak duże zachwianie kalendarza lekkoatletycznego nie wchodziło w grę.

Szczęście Fiodorow, pech Kopron

Jeszcze przed rozpoczęciem mistrzostw pewnym było, że na najwyższym stopniu podium nie stanie prawdziwa dominatorka w rzucie młotem – Anita Włodarczyk. Polka w ostatnich pięciu mistrzostwach świata zdobyła aż cztery złote medale. Teraz jednak nie mogła wystartować, ponieważ w lipcu przeszła operację kolana, aby w pełni formy zdążyć na IO w Tokio.

Godnie zastępuje ją jednak inna z Biało-Czerwonych – Joanna Fiodorow. Brązowa medalistka ostatnich mistrzostw Europy bez problemu awansowała do finału. Polka wygrała swoją grupę kwalifikacyjną, rzucając na odległość 73,39 m. (w całej stawce był to 3. wynik). Najlepsza okazała się być Amerykanka DeAnna Price, która uzyskała odległość 73,77 m. 

W tej samej konkurencji nie powiodło się z kolei Malwinie Kopron. Zdobywczyni brązowego medalu na ostatnich mistrzostwach świata rzuciła młotem na odległość 70,46 m., co w całej stawce dało jej dopiero 13. rezultat. Kwalifikacje do finału uzyskiwało z kolei 12 młociarek.

Biegacze z awansami i doświadczeniem

Wśród polskich biegaczy i biegaczek pierwszego dnia mogliśmy oglądać m.in. Annę Sabat. Aktualna mistrzyni Polski przebiegła 800 metrów z czasem 2:02.43, co dało jej spokojny awans do półfinału zawodów. Do dalszej fazy awansował także Patryk Dobek, który w swoim biegu na 400 metrów przez płotki uzyskał 3. rezultat. Jego wynik – 49,48 s. był 18. wynikiem tego dnia.

Jako jedyna awansu nie uzyskała Alicja Konieczek. Był to dla niej jednak pierwszy bieg na 3000 metrów z przeszkodami na tak dużej imprezie. Sama Polka twierdzi, że finał nie jest jeszcze w jej zasięgu i do Dausze przyjechała zebrać cenne doświadczenie.

Wskoczyła do finału

Polskich kibiców na finał skoku wzwyż zaprosiła z kolei Kamila Lićwinko. Brązowa medalistka Mistrzostw Świata w Londynie 2017 skoczyła 1,94 m., co dało jej 7. miejsce oraz awans do finału.

Pierwsze medale rozdano nocą

Ze względu na panujące w Dausze upały organizatorzy postanowili, że pierwsza konkurencja medalowa – maraton kobiet, rozpocznie się najpóźniej, jak to tylko możliwe. Zawodniczki wystartowały więc o godzinie 23.59 czasu miejscowego. Pod osłoną nocy najlepiej poradziła sobie Kenijka Ruth Chepngetich, która na ostatnich kilometrach uciekła obrończyni tytułu Rose Chelimo z Bahrajnu. Jej zwycięski czas wyniósł 2:24.52.

Tak powinien wyglądać sport

Największym echem pierwszego dnia odbił się jednak bieg na 5000 metrów mężczyzn. Na starcie znaleźli się w nim m.in. Jonathan Busby z Aruby oraz Braima Dabo z Gwinei Bissau. Obaj zawodnicy do Dausze pojechali na zasadzie „prawa do reprezentanta”, które daje możliwość wzięcia udziału zawodnikom bez kwalifikacji, a których państwa nie posiadają innych reprezentantów.

Jeszcze przed biegiem niemalże pewnym było, że obu biegaczy w finale nie ujrzymy, bowiem żaden z nich przed startem w Katarze nie posiadał oficjalnych startów. Mimo to potrafili skraść serca wszystkich fanów na stadionie i przed telewizorami. Gdy Busby opadł z sił, Dabo nie patrzył ile dystansu brakuje mu do czołówki. Wziął swojego konkurenta za ramię i wspólnie, wolnym truchtem dobiegli do mety.

Historia nie zakończyła się jednak happy endem. Po przebiegnięciu całego dystansu Busby padł na ziemię i chwytając się za nadgarstek zatrzymał sobie czas na zegarku. Ten nie zostanie mu jednak zaliczony, bowiem sędziowie bezwzględnie pokierowali się przepisami, które mówią o samodzielnym pokonaniu biegu.

Terminarz MŚ w 2. dzień zawodów:

15.15 – rzut dyskiem mężczyzn, eliminacje, grupa A (ew. Piotr Małachowski, Bartłomiej Stój, Robert Urbanek),
15.30 – bieg na 100 metrów kobiet, eliminacje (Ewa Swoboda),
16.15 – bieg na 800 metrów mężczyzn, eliminacje (Adam Kszczot),
16.30 – skok o tyczce mężczyzn, eliminacje (Piotr Lisek, Robert Sobera, Paweł Wojciechowski),
16.45 – rzut dyskiem mężczyzn, eliminacje, grupa B (ew. Piotr Małachowski, Bartłomiej Stój, Robert Urbanek),
17.05 – bieg na 400 metrów przez płotki mężczyzn, półfinały (Patryk Dobek),
17.45 – bieg 100 metrów mężczyzn, półfinały,
18.15 – bieg na 800 metrów kobiet, półfinały (Anna Sabat),
18.25 – rzut młotem kobiet, finał (Joanna Fiodorow),
19.00 – bieg 4×400 metrów mieszany, eliminacje (Polska),
19.40 – skok w dal mężczyzn, finał,
20.10 – bieg na 10 000 metrów kobiet, finał,
21.15 – bieg na 100 metrów mężczyzn, finał,
22.30 – chód mężczyzn na 50 kilometrów, finał (Rafał Augustyn, Artur Brzozowski, Rafał Sikora),
22.30 – chód na 50 kilometrów kobiet, finał.


Autor: Łukasz Leski
Zdjęcie: instagram.com